Jak w Realu zrobić rewolucję

"Fiasko stulecia" - czy ten histeryczny tytuł na pierwszej stronie dziennika "Marca" oddaje nastrój w Madrycie po porażce Realu w półfinale Ligi Mistrzów? Drużyna, która jesienią biła rekordy zwycięstw, sezon kończy z pustymi rękami.

- Chciałbym zostać, ale zrobię to, co zdecyduje klub - powiedział Carlo Ancelotti. Jak zauważyły hiszpańskie media, po odpadnięciu z Juventusem w półfinale Ligi Mistrzów (1:2 i 1:1) nikt z szefów Realu nie wystąpił ze wsparciem dla trenera. Czyżby szkoleniowiec, który zdobył wymarzoną "Decimę" i skończył 2014 rok z rekordową w historii klubu liczbą trofeów (cztery), wiosennymi porażkami na wszystkich frontach wyczerpał cierpliwość prezesa Florentino Pereza?

Ancelottiemu wytyka się jeden podstawowy błąd: że nie stosował rotacji w podstawowej jedenastce. Grał wciąż tym samym składem, twierdząc, że ma w kadrze gladiatorów zdolnych wytrzymać wszelkie obciążenia. Real wygrał jesienią 22 mecze z rzędu, zdobył tytuł mistrza świata, co upamiętniono specjalnym emblematem, który pojawił się na koszulkach. 7 stycznia Cristiano Ronaldo odbierał trzecią w karierze Złotą Piłkę, zapowiadając, że chce doścignąć Leo Messiego mającego w kolekcji cztery. A potem ubrany w elegancki garnitur wydał z siebie okrzyk jak po zdobyciu gola, który wielu widzów odebrało jako przejaw arogancji.

Zespół Ancelottiego był na szczycie, ale problemy z kontuzjami, a potem formą wpędziły go w tarapaty. Zaczęli rok od dwóch porażek w lidze z Valencią i w Pucharze Króla z Atletico. W lutym przyszedł następny wstrząs, czyli klęska z Atletico w lidze, remis z Villarreal, porażka z Athletic, aż po przegraną z Schalke na Bernabeu w Lidze Mistrzów. Porażka w Gran Derbi na Camp Nou przepełniła czarę goryczy. Obrona Pucharu Europy stała się jedyną misją, w której Real zależał tylko od siebie.

Utrudniła ją kolejna kontuzja lidera środka pola Luki Modricia. Bez niego "Królewscy" zmogli w ćwierćfinale Atletico, ale będąc stuprocentowym faworytem, nie podołali Juventusowi w grze o finał. Tam czekała Barcelona, to miał być drugi z rzędu hiszpański finał, podkreślający hegemonię dwóch najbogatszych klubów w kraju.

"Jaka szkoda, nie będzie Gran Derbi w Berlinie" - poinformował na okładce kataloński dziennik "Sport". Pod ironicznym tytułem pojawiła się buźka z wyciągniętym językiem, puszczająca oko do czytelnika. Porażki Realu to wciąż w Katalonii powód do satysfakcji. Jeden z wiceprezesów Barcelony powiedział, że cieszy się, iż rywalem w Berlinie będzie Juve. Madryckie dzienniki informują, iż większość graczy Luisa Enrique świętowała hucznie niepowodzenie Realu. W tym sezonie wygrał z Barcą na Bernabeu 3:1 i wyjątkowo nieszczęśliwie poległ w rewanżu 1:2. Katalończycy czują, że ograć Juventus powinno być łatwiej, przynajmniej teoretycznie.

Ból, a nawet absurd sytuacji "Królewskich" wynika też stąd, że marzenia o Gran Derbi w Berlinie zburzył wychowanek Realu Alvaro Morata, sprzedany latem do Turynu za 20 mln euro. 22-latek zdobył dwie z trzech bramek dla Juve w półfinale. Real był zdecydowanym faworytem, czuł się silny. Ma drużynę kompletną, najdroższą w historii piłki o wartości 720 mln euro (Juventus wyceniany jest na 321). Dlatego tak trudno zaakceptować, że ta grupa superbohaterów kończy sezon bez trofeum.

Oczywiście, jest to fiasko. Ale czy stulecia? Do 2011 roku Real zaliczył serię siedmiu porażek w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Odpadając dwa razy z Arsenalem, Juventusem, Bayernem, Romą, Liverpoolem i Lyonem. Z tym ostatnim po wydaniu latem 260 mln euro na transfery. Powrót do europejskiej czołówki odbył się za sprawą José Mourinho i Ancelottiego. Real od pięciu lat nie schodzi poniżej półfinału.

Czy obecna sytuacja wymaga rewolucji? Problem polega na tym, że do podstawowego składu Real nie ma już kogo kupić. Edena Hazarda z Chelsea? Musiałby sprzedać Garetha Bale'a, za którego dwa lata temu zapłacił 91 mln euro. W ankiecie dziennika "Marca" zdania są podzielone: połowa kibiców uważa, że należy sprzedać Walijczyka, połowa chce dać mu jeszcze szansę. Przecież miał być kiedyś następcą Ronaldo.

Największym zaufaniem fanów cieszą się pomocnicy: Isco, James, Kroos i Modrić zdobyli ponad 90 proc. głosów. Karim Benzema? O dziwo, ma większe poparcie niż Ronaldo. Obrońcy też cieszą się zaufaniem, kibice Realu upierają się przy oddaniu Ikera Casillasa, a także mniej ważnych graczy, takich jak Coentrao, Khedira, Illarramendi, którzy i tak zapewne odejdą.

Kogo kupić? Za Casillasa miałby przyjść z United David de Gea. Za odzyskaniem Moraty z Juve (cena 30 mln) opowiada się tylko 54 proc. czytelników "Marcy". Bo gdzie go upchnąć w składzie?

Pomocnicy? Arturo Vidala fani Realu nie chcą, Paula Pogbę i Marco Verrattiego chcą, ale są podzieleni na pół. Aż 62 proc. chce odzyskania z Porto Brazylijczyka Casemiro.

Wygląda więc na to, że fani z Bernabeu właściwie o nikim nie marzą. Perez kupił już wszystkich, których kupić się dało. Czyli winny fatalnej wiosny jest Ancelotti, skoro piłkarze są tak dobrzy? 58 proc. głosujących uważa, że Włoch powinien zostać. Czyżby żądza krwi, rewolucji nie była w Madrycie aż tak wielka?

Zobacz wideo

Najlepsze solowe rajdy i bramki w historii piłki [WIDEO]

źródło: Okazje.info

Więcej o: