Liga Mistrzów. Wokal cienkim głosem, czyli Borussia znów do remontu

Było piętnaście minut do końca meczu, a kibice gości krzyczeli "Ole" przy każdym podaniu. Pressing gospodarzy, jeśli cokolwiek z niego pozostało, polegał już wyłącznie na bieganiu za mądrzejszym rywalem. Borussia nie tyle odpadła z Ligi Mistrzów, co dostała bolesną lekcję futbolu - pisze po meczu Borussia - Juventus (0:3) Michał Zachodny.

O takich porażkach mówiło się, że chłopcy dzielnie walczyli z mężczyznami, ale nie mieli szans w nierównej walce na doświadczenie, siłę fizyczną. Jednak w rewanżowym spotkaniu w Dortmundzie nie te aspekty były powodem klęski Borussii - to było zderzenie futbolu opierającego się wyłącznie na szybkości i wiary w reakcje, choć profesorska postawa każdego piłkarza Juventusu, mądrość każdej decyzji i ruchu obnażyła naiwność planu Kloppa.

Planu, który, co warto zaznaczyć, nie miał większych szans na powodzenie, a i tak był jedynym rozwiązaniem, na które Borussię było stać. Prowadzić pressing z całych sił, na sto procent energii każdego zawodnika i liczyć, że po odbiorze piłki na połowie rywali stanie się ta dawna magia - magia, która pozwalała im wygrywać w niesamowitych okolicznościach, np. z Malagą. Jednak z każdym kolejnym wślizgiem i przejęciem oglądaliśmy Borussię obnażoną z jakości i kreatywności, z rozwiązań, które kiedyś przychodziły jej automatycznie.

Z Juventusem ta maszyna do pressingu nie tyle wyglądała sztucznie, ile była wyłącznie do pressingu i niczego więcej. To tak, jakby zespół niedawno grający heavy metal teraz został bez gitarzysty, bez perkusisty, a w wyłącznie z wokalistą, który zamiast się drzeć, to śpiewał cienkim głosem. I śpiewać musiał pełne dziewięćdziesiąt minut, choć po niecałych trzech było jasne, że żadnej nagrody nie wygra, że brawa będą raczej dla schodzącej ze sceny gwiazdy za piękne wspomnienia i przed dłuższym pożegnaniem.

Nie jest to krytyka stylu, jaki swoim zespołom nadaje Juergen Klopp, nie jest to żadne pożegnanie z kontrpressingiem ani skreślenie jego pomysłu z taktycznej listy, jaka ma obowiązywać w futbolu najbliższych lat. Jednak tym występem szkoleniowiec doszedł do ściany - chociaż udało mu się wreszcie od jego piłkarzy wyegzekwować pressing na poziomie tego z najlepszych lat, to następnie widział, jak niewiele więcej może od nich żądać. W jednostkach jeszcze widać potencjał na coś więcej - dobrze grał Kampl, jak zwykle harował Reus - ale reszta (m.in. Ramos, Gundogan, Mychitarian) znacznie odstaje od zespołu finalistów sprzed ledwie dwóch lat.

Ktoś powiedziałby, że aż ośmiu piłkarzy z tamtego finału wciąż jest w Borussii. Jednak brakuje liderów, bez których Klopp nie może spełnić swojej obietnicy przywrócenia heavymetalowego stylu. Aubameyang jest tak daleki w roli napastnika od ideału - Roberta Lewandowskiego - że dziwiła sama decyzja o wystawieniu go w tym meczu właśnie na tej pozycji. Forma innych spadła, obrońcy popełniają więcej błędów, Subotić wolniej biega, Weidenfeller - co było widać przy pierwszym i trzecim golu - wolniej reaguje przy strzałach. W ataku nie brakuje płynności - ta jest do wyuczenia, odzyskania - ale jakości całego zestawu, nie poszczególnych ogniw.

Jeszcze na jesień można było się nabrać, gdy Borussia gromiła kolejno Arsenal, Anderlecht i Galatasaray, a w Bundeslidze dołowała. Liczono, że kryzys w kraju jest efektem ubocznym, a nie popisy w europejskich pucharach. Dziś już wiadomo, że było zupełnie na odwrót, niekoniecznie przez przedłużające się problemy w lidze. I może to jest najważniejszy wniosek dla Kloppa - trzeba dalej zmieniać, trzeba szukać, kupować i wzmacniać, by Borussia wróciła. A może została stworzona na nowo? Może z pewnymi poprawkami oraz usprawnieniami taktycznymi - choć nie takimi jak dziś, gdy dwie ostatnie zmiany Kloppa tylko otworzyły kolejne szanse piłkarzom "Starej Damy" - by większą uniwersalnością nie pozwolić zagonić się w narożnik i obrywać tak jak w dwumeczu z Juventusem. Po prawdzie wynik 5-1 dla mistrzów Włoch i tak mocno schlebia Dortmundczykom.

Raz jeszcze można podkreślić - jeśli dzisiaj Juergen Klopp chciałby cokolwiek zamykać, to raczej przyszłość w klubie kilku jego piłkarzom. Teraz skupienie przeniesie się na Bundesligę, tam też trzeba uciekać z rzeczywistości środka tabeli, a może spróbować nagiąć realia obecnego sezonu i rzutem na taśmę z powrotem wbić się na zaplecze Ligi Mistrzów. I spędzić lato na remontowaniu drużyny, której ewidentnie nie posłużyła pierwsza przebudowa.

Zobacz wideo

źródło: Okazje.info

Więcej o: