Atletico - Bayer. Cierpienie uszlachetnia

Mecz Atletico z Leverkusen wyglądał chwilami tak, jakby gospodarzy prowadził któryś z poprzednich trenerów. Klub z Madrytu zdołał jednak przełamać klątwę karnych - pisze Dariusz Wołowski, dziennikarz ?Gazety Wyborczej? i Sport.pl.

Dyskutuj z autorem na jego blogu

Gdyby wczorajszy pojedynek na Vicente Calderon opisać słowami Prusa, trzeba by stwierdzić, że było w nim tyle piękna, ile trucizny w zapałce. Na naszych oczach dokonał się jednak przełom w europejskim futbolu - po raz pierwszy zobaczyliśmy zespół z Niemiec, który nie potrafi zamieniać na gole piłki ustawionej na jedenastym metrze.

Gracze z Leverkusen byli skazani na wygranie serii rzutów karnych: mieli lepszych strzelców, lepszego bramkarza, mniejsze ciśnienie w głowach (nie byli faworytami tego dwumeczu), a jednak pozwolili Atletico przełamać swoją klątwę. Klub z Calderon trzy razy rozstrzygał sprawę awansu w rzutach karnych w rozgrywkach europejskich i zawsze przegrywał. Wczoraj karta się odwróciła, ale głównie dzięki rywalom z Niemiec, bo gracze Diego Simeone strzelali po staremu - trzy na pięć. Pokraczny Jan Oblak nie dokonał między słupkami niczego nadzwyczajnego, a jednak został bohaterem. Tak podziwiane w ostatnich latach zmiany w futbolu niemieckim, który zatęsknił za artyzmem, mają, widać, swoje ciemne strony.

"Pelotazo" i "rebote" - to dwa słowa opisujące wydarzenia na Calderon. Pelotazo, czyli długa piłka, kopana z całą mocą bez zawracania sobie głowy do kogo. Mecz wyglądał chwilami jak zawody w siatkonodze na ogromnym boisku, tak jedni, jak drudzy kopali ochoczo, wysoko, z całego serca, jakby pojedynek piłkarski polegał na czymś zupełnie innym niż to, do czego przywykliśmy.

Zanim jednak goście z Leverkusen zorientowali się, że tak trzeba, stracili bramkę przez "rebote", czyli piłkę odbitą. Atletico wrzuca ją w pole karne, tam gromadzi duże siły do walki powietrznej, a gdy rywal za krótko ją wybije, dopada jeden z miejscowych i kopie w kierunku bramki z całej siły. Szczęśliwcem był Mario Suarez.

Od chwili, gdy straty z pierwszego meczu Atletico odrobiło, madrytczycy już nie potrafili zagrozić bramce gości. Wciąż dominowały długie, niecelne zagrania, bieganina, chaos, w którym zagubił się talent i pomysły 22 piłkarzy. Można było podziwiać walkę. I przede wszystkim cierpienia obu stron. Gracze Atletico i Leverkusen cierpieli, rozbijając sobie nosy i piszczele, z nimi cierpiał widz przez pełne 120 minut.

Ciekawe, co sądzą szefowie wszystkich tych bogatych klubów, którzy marzą o zatrudnieniu Diego Simeone. Jest geniuszem, ale przede wszystkim od psucia gry, a nie jej tworzenia. Czy Manchester City lub PSG chciałyby grać w taki właśnie sposób jak Atletico przeciwko Bayerowi? Na szczęście istnieje druga strona medalu - gdy gracze z Vicente Calderon są w formie i trafiają na odpowiedniego przeciwnika, potrafią stworzyć takie arcydzieła jak ostatnie derby Madrytu.

To Atletico z tym sprzed 40 dni nie miało wiele wspólnego. Ale potrafiło cierpieć jak zwykle i tym swoim cierpieniem, mękami zapracowało na szczęśliwy awans do ćwierćfinału. Europejski sen trwa, a to dla klubu kluczowe. To właśnie w Lidze Mistrzów trzeba zapracować na lepszą i bardziej stabilną przyszłość. Atletico wciąż ma długi, wciąż gra na kredyt i wciąż pokazuje charakter - niezłomny.

Mimo wszystko Simeone musi dokonać znacznej zmiany jakości w grze, gdyby razem z drużyną marzył jednak o powtórnym awansie do finału Champions League. Samo "pelotazo" i "rebote" już dalej nie wystarczy. Gdyby rywalem był wczoraj Bayern Monachium, Atletico nie byłoby już dziś w Europie. Na szczęście ten kontrolowany chaos, który tak lubi Simeone, jest znacznie skuteczniejszy w starciach z przeciwnikami lubiącymi porządek. Atletico burzy go po mistrzowsku i w ten sposób uzyskuje przewagę. W starciach z Leverkusen niewiele było do zburzenia, więc drużyna z Madrytu, wbrew własnej naturze, zmuszona była tworzyć. Może właśnie dlatego wyglądała chwilami, jakby prowadził ją jeden z wcześniejszych szkoleniowców, którzy kompletnie nie mieli pomysłu na grę Atletico?

Zobacz wideo

Jak się skończą eliminacje Euro 2016 w polskiej grupie? [WYTYPUJ SAM!]

Więcej o: