Aplikacja
Aplikacja Sport.pl LIVE
  POBIERZ

Liga Mistrzów. Czy Manuel Pellegrini już gra o posadę?

Jeśli Manchester City odpadnie z Barceloną, to mistrzom Anglii pozostanie jedynie obrona drugiego miejsca, a nie walka o tytuł z Chelsea. Choć Manuel Pellegrini tego nie przyznaje, dla jego przyszłości w angielskim klubie może być to kluczowe spotkanie. Mecz Barcelona - Manchester City w środę o godz. 20.45. Relacja na żywo w Sport.pl i aplikacji Sport.pl LIVE!

Czy można powiedzieć, że Chilijczyk już jest zagrożony zwolnieniem? Może w strukturach klubu panuje większy spokój, niż wskazują na to reakcje mediów, lecz pozytywnych sygnałów brakuje przede wszystkim na boisku. To za styl, w jakim Manchester City sięgnął po mistrzostwo, chwalono Pellegriniego, dodając, że spokój zaprowadził również w szatni. Tymczasem z 10 ostatnich spotkań jego zespół wygrał ledwie trzy, w weekend przegrywając z Burnley. Ten wynik - pod względem sensacji i stylu gry City - można porównać do ostatniego dnia pracy Roberto Manciniego, którego zespół zawiódł w finale Pucharu Anglii z Wigan. Oczywiście teraz wpadka z beniaminkiem zdarzyła się w lidze, ale dla drużyny Pellegriniego, biorąc pod uwagę stratę do lidera i sytuację "za plecami" City, to mecz obowiązkowo do wygrania.

Pewnie też termin wywiadu, jakiego Pellegrini udzielił Sidowi Lowe z "The Guardian", nie jest przypadkowy. Chociaż Chilijczyk po raz kolejny daje się poznać jako szkoleniowiec spokojny, niepanikujący w stresujących sytuacjach, o podejściu holistycznym, czyli takim, jakiego wymagano od niego od początku pracy w Manchesterze, to trudno nie patrzeć na rozmowę przez pryzmat tłumaczenia się z porażek "Citizens",

a nie osobowości menedżera.

- Pogląd z zewnątrz na naszą sytuację jest całkowicie odmienny od tego wewnątrz klubu - zaznacza Pellegrini. - To solidny projekt, prowadzony we właściwym kierunku. Nigdy nie miałem poczucia, że jeśli czegoś nie wygram, to zostanę zwolniony - dodaje. Gdy rok temu prezentowano go dziennikarzom, zaznaczano, że celem jest pięć pucharów w pięć kolejnych sezonach. Po pierwszym roku, wygraniu Pucharu Ligi oraz mistrzostwa kraju, teoretycznie Chilijczyk ma pewien limit na porażkę w obecnym, ale on sam przyznaje, że wyniki mają nikły wpływ na przyszłość jego w klubie. Zresztą, wizja Pellegriniego w tym wywiadzie rozjeżdża się z tym, co planują ludzie odpowiedzialni za stronę sportową Manchesteru City.

Jak na ironię, to duet, który w ostatnich latach znacząco wpłynął na Barcelonę, teraz jest tym najbardziej decyzyjnym na Etihad. Ferran Soriano, niegdyś wiceprezydent Barcelony, jest od września 2012 roku dyrektorem wykonawczym Manchesteru City, choć obecnie decyduje o budowie globalnej marki klubu, a bezpośrednio z Pellegrinim współpracuje zatrudniony niedługo później Txiki Begiristain. Z kolei ten był skrzydłowym Barcelony, gdy jej potęgę budował Johan Cruyff, po latach był też odpowiedzialnym za wypromowanie Pepa Guardioli ze stanowiska szkoleniowca rezerw do pierwszego zespołu w 2008 roku. To, że teraz obaj działają w City, wiele mówi o celach i przyszłości klubu, choć trudno odnieść wrażenie, by Pellegrini był osobą idealną

na kopiowanie wzorców z Katalonii.

- Nasz zespół jest lepszy niż przed rokiem, mamy jeszcze więcej jakości w ataku - twierdził Begiristain w pierwszej części sezonu. I choćby ta wypowiedź, zestawiona z wywiadem Pellegriniego w angielskim dzienniku, pokazuje, że wizje współpracowników powoli się rozjeżdżają. - To, czego nie udało nam się zrobić latem, to zatrudnić wielkiej gwiazdy - tłumaczy Pellegrini, wskazując na niesprawiedliwość ograniczeń nałożonych przez UEFA ze względu na naruszenie zasad Financial Fair Play. - Ten zespół potrzebował geniusza, by się rozwinąć - dodaje i zaznacza, że zamiast wzmocnienia w ofensywie postawiono na defensywę, a sprowadzenie zimą Wilfrieda Bony'ego zmusiło go do pozostawienia Stefana Joveticia poza składem na Ligę Mistrzów.

To zadziwiające stwierdzenia szkoleniowca, bo od początku poprzedniego sezonu wszyscy zazdrościli mu jakości oraz różnorodności wyboru w ataku, a sytuacja do tej pory niewiele się zmieniła. Latem nawet pozbyto się Alvaro Negredo, by rywalizacja nie wpłynęła na jakość. Tymczasem problem braku goli, o którym mówi Pellegrini, wynika bardziej z przewidywalności jego zespołu i braku rozwoju stylu gry. Po raz kolejny to Burnley będzie dobrym przykładem - w sobotę zespół Seana Dyche'a również był ustawiony w 4-4-2 i był po prostu lepiej zorganizowany, bardziej wybiegany i agresywniejszy, co wystarczyło, by ograniczyć szanse mistrzom Anglii oraz samemu wykorzystać ich błędy. Oczywista różnica w jakości graczy została zniwelowana, a Pellegrini nie potrafił na to zareagować. To też nie pierwszy przypadek w tym sezonie,

gdy dochodzi do takiej sytuacji.

Krytyka Financial Fair Play jest równie zastanawiająca - Pellegrini dziwi się, że kara dotknęła klub, który nie ma długów, który ma wieloletnią wizję i powinien mieć możliwość jej realizowania przez wydawanie pieniędzy na kolejne wielkie transfery. Dla Chilijczyka minione lato miało być idealnym momentem na spektakularne wzmocnienie, ale, po prawdzie, wobec ograniczeń to była chwila na rozpoczęcie realizowania strategii, którą z Barcelony mieli przenieść Soriano i Begiristain. Juniorzy prowadzeni przez Patricka Vieirę w młodzieżowych rozgrywkach rozgromili Bayern, Romę i CSKA Moskwę, wygrali wszystkie sześć spotkań w fazie grupowej, strzelając 22 gole i tracąc ledwie 4. Ile minut szans dostali w pierwszym zespole Pellegriniego przy ograniczonym składzie? Zero. Młody Jose Poso jest jedynym, który w dwóch najważniejszych rozgrywkach w sezonie znalazł się na boisku - trzy mecze w Premier League, prawie 140 minut.

Pellegrini twierdzi również, że ograniczenia pozwoliły rywalom znacząco się wzmocnić i wyrównać jakościowo własne składy z tym, który on ma do dyspozycji. Tymczasem właśnie takimi słowami działa na swoją niekorzyść - to przecież zadanie trenera, by w takich sytuacjach pokazać swoją przewagę nad przeciwnikami. Niedawny, przegrany 1:2 mecz z Liverpoolem był kolejnym dowodem na to, że Pellegrini nie ma innych pomysłów, by kontrować, reagować i wreszcie wygrywać z bardziej kreatywnymi lub pragmatycznymi menedżerami. Wygrywać czymś więcej niż jakością własnych piłkarzy.

Zarzut taktycznej naiwności przewija się od początku sezonu, nie zmieniła tego nawet świetna seria kilkunastu zwycięstw z rzędu zimą. W jednym z ostatnich felietonów Gary'ego Neville dla "The Daily Telegraph" wręcz przywołał własny artykuł sprzed kilku miesięcy i dodatkowo zaznaczał, że Pellegrini musi poświęcić jedną z wielkich gwiazd - Sergio Aguero, Davida Silvę lub Yayę Toure - by jego system odpowiednio funkcjonował. - Z zażenowaniem przyglądałem się, jak pomocnicy City radzą sobie w walce w środku pola - pisał Neville o pierwszym meczu z Barceloną, w którym 4-4-2 Pellegriniego kompletnie się nie sprawdziło. Mistrzowie Anglii mają szansę jedynie dzięki temu, że Leo Messi w ostatniej minucie nie strzelił karnego ani nie wykorzystał szansy na dobitkę, gdy piłkę odbił Joe Hart. Trudno jednak sądzić, by Pellegrini, nic nie zmieniając i nastawiając zespół równie ofensywnie,

w ogóle dał City szansę.

Pellegrini to oczywiście porządny szkoleniowiec o osobowości, która idealnie wpisała się w realia Manchesteru City po kompletnie niepanującym nad szatnią Roberto Mancinim. Jednak po niekwestionowanym sukcesie w pierwszym sezonie coraz więcej wskazuje na to, że samo "holistyczne podejście" i spokój szkoleniowca nie są gwarantem rozwoju drużyny ani realizowania celów właścicieli. Poczucie nieuchronności decyzji o kolejnym kroku w przyszłość Manchesteru City, a oznaczającym po prostu rozstanie z Pellegrinim, może tylko wzrosnąć po kolejnej porażce z Barceloną. Dla Soriano i Begiristaina na pewno bolesnej, bo z klubem, którego potęgę zbudowali i do którego potęgi - zwłaszcza w Europie - wciąż mogą jedynie aspirować. Po siedmiu latach od rozpoczęcia wielkich inwestycji nie tak miało to wyglądać.

Zobacz wideo

Bayer obroni się przed atakiem Atletico? Obejrzyj relację w aplikacji Sport.pl LIVE [POBIERZ!]

źródło: Okazje.info

Więcej o: