Liga Mistrzów. Real Madryt na krawędzi. Ale przetrwał

Real przegrał u siebie z Schalke 3:4, najadł się strachu, jeden stracony gol dzielił go od odpadnięcia z Ligi Mistrzów już w 1/8 finału. W takiej formie jak we wtorek na pewno nie obroni trofeum.

Chelsea obroni się przed naporem PSG? Obejrzyj relację w aplikacji Sport.pl LIVE [POBIERZ!]

Na Santiago Bernabeu wszystko było sensacyjne. Schalke, któremu po pierwszym meczu nie dawano żadnych szans, a które do ostatnich minut zachowało szanse na awans. 19-letni Leroy Sane, jeszcze kilka tygodni temu grający w młodzieżowej LM, we wtorek napędzający w końcówce ataki ekipy z Gelsenkirchen. Zaczął w rezerwie, strzelił gola i miał szanse na kolejne. Nie udało mu się, ale Schalke wbiło w sumie aż cztery bramki - w Pucharze Europy Real u siebie nie stracił tylu od 2000 roku, gdy wychłostał go Bayern Monachium (4:2). Od gigantycznej sensacji dzielił nas włos. W ostatnich minutach goście mieli jeszcze szanse na zdobycie bramki, która dałaby im ćwierćfinał.

Mimo awansu Realu nie ma już wątpliwości, że obrońca tytułu przechodzi kryzys. Piłkarzy Carlo Ancelottiego długo można było tłumaczyć. Po fantastycznej serii 22 zwycięstw, którą zakończyli ubiegły rok, musieli przeżyć słabszy moment. Dlatego trudno było mieć do nich pretensje za styczniowe wpadki z Valencią i Atletico. Potem przyszła jednak klęska w derbach Madrytu (0:4) i - co najważniejsze - coraz bardziej uwidaczniała się zapaść liderów. Po sobotniej porażce z Bilbao Ancelotti przyznał, że dobrze nie gra ani Ronaldo, ani Benzema, ani Bale. Czyli wszyscy odpowiedzialni za ofensywę. We wtorek Portugalczyk strzelił co prawda dwa gole, ale tylko wtedy, gdy trafiał do bramki, można było go zauważyć na boisku. Poza tym tylko się po nim snuł. Po jego zachowaniu widać, że nie jest w pełni sił - przynajmniej mentalnych. Z Schalke często wybuchał złością, za bezmyślny faul dostał żółtą kartkę. Bale przeżywa z kolei najgorszy czas w Madrycie, tak mało wydajny nie był od lat. Trudno się dziwić, że kibice w internetowych sondach domagają się odesłania Walijczyka na ławkę i zmiany ustawienia na 4-4-2.

Nie jest jednak tak, że za zapaść Realu odpowiada ten czy inny piłkarz - w Madrycie zdaje się nie działać cały system. We wtorek zawiodła każda formacja. Więcej - w każdej formacji znajdziemy zawodników, którzy zagrali gorzej niż źle.

Hiszpanie mieli nadzieję, że problemy drużyny rozwiąże wracający po kontuzji Luka Modrić. Chorwat - zgodnie z planem - zagrał pół godziny, przez chwilę wydawało się, że dzięki niemu faktycznie Real gra lepiej. Ale kilka minut przed końcem czwartego gola strzelił Klaas-Jan Huntelaar i doprowadził do nerwowej końcówki, której nikt w Madrycie się nie spodziewał. Chorwat gotowy na 90 minut ma być jednak dopiero 22 marca, na El Clasico w Barcelonie.

To będzie mecz prawdy Realu. W takiej formie jak wczoraj nie ma co marzyć ani o obronie Pucharu Europy, ani o odzyskaniu mistrzostwa. Gdyby poległ na Camp Nou, w Madrycie znów zostałby ogłoszony stan wyjątkowy. Kilka słabszych meczów wystarczyło, by Hiszpanie plotkowali, że gotowy do zastąpienia Ancelottiego jest prowadzący rezerwy Realu Zinedine Zidane. Jeśli Włoch przegra El Clasico, jego posada naprawdę będzie zagrożona.

I pomyśleć, że w grudniu, po złotym medalu klubowych mistrzostw świata, widzieliśmy w Realu zespół zdolny zostać pierwszym, który wygrał dwa razy z rzędu Ligę Mistrzów. A dziś bardziej prawdopodobne wydaje się to, że skończy sezon bez trofeum.

Jak się skończą eliminacje Euro 2016 w polskiej grupie? [WYTYPUJ SAM!]

Czy Real przejdzie kolejną rundę?
Więcej o: