Liga Mistrzów. Zachodny: "Karma" polskiego futbolu? Walkower lekcją dla Legii

Przez tyle lat starania polskich klubów w Lidze Mistrzów kończyły się bolesnym kacem. Teraz, gdy wreszcie wydawało się, że jest realna na szansa na silny zespół w tych rozgrywkach, nasz futbol dostał obuchem w łeb - pisze specjalnie dla Sport.pl Michał Zachodny, bloger, współpracownik m.in. Goal.com, scout i analityk InStat Football.

Jednak - przeklinając komisję UEFA i jej decyzję - nie należy zapominać, że to oni "grali" wedle przyjętych reguł, a nie Legia. Tych ludzi nie zatrudniono po to, by doceniali wysiłek piłkarzy czy styl, w jakim osiągnęli swój awans. To nie ich wina, ale powinność.

Czy naprawdę dużo łatwiej byłoby zmierzyć się z tym przeznaczeniem, gdyby Legia okazała się od Celticu słabsza na boisku? Do nieporadności mistrzów Polski w Europie przywykliśmy, na niej wychowały się przynajmniej dwa pokolenia, więc organizacyjna wtopa najlepiej poustawianego klubu w kraju wywołuje większą bezsilność. To nie "karma" Legii za te wszystkie antyuefowskie oprawy, ale może i całego środowiska dla cichej aprobaty powszechnej amatorki, niedociągnięć, łamania czy naginania (nie tylko) piłkarskiego prawa.

Zobacz wideo

Cierpieliśmy już przez kibiców (Wisła - Parma, Wilno), cierpieliśmy już przez piłkarzy (wybierajcie sami). Owszem, załamanie i poczucie krzywdy może tkwić w głowach nawet do meczów eliminacyjnych w Lidze Europy. Jednak futbolowa Polska potrzebuje reakcji swojego mistrza - zdecydowanej, boiskowej. Nie chodzi o obietnicę zapanowania nad tak prostymi wydawałoby się sprawami, nieistotne okażą się "ścięte głowy" w klubie. Potrzebne jest zrozumienie własnego błędu, ale i szybki powrót do dobrej, pozytywnej pracy sztabu szkoleniowego. Potencjału tego zespołu nie może skreślić UEFA, Bergowi i piłkarzom nie zabierze też popisu z dwumeczu z Celtikiem Glasgow.

Nie ma porównania z finansowym niebem w Lidze Mistrzów, ale i dzięki sukcesom w dużo biedniejszym kuzynie tych rozgrywek Legia może myśleć o dobrej przyszłości. Projekt, jaki Bogusław Leśnodorski i Dariusz Mioduski założyli sobie stworzyć, nie został zburzony, ale opóźniony. Niech oni sami, zamiast stawiać się UEFA i dochodzić (boiskowej?) sprawiedliwości w kolejnych komisjach odwoławczych, potraktują to jako lekcję, a nie przeszkodę.

Większość z nas, jeśli chodzi o sukcesy polskiego futbolu, żyje wyłącznie przeszłością. Legia nie może sobie na to pozwolić. Niech pokaże prawdziwe mistrzostwo i po tej brutalnej, ale niestety słusznej decyzji, szybko podniesie się, za rok wracając jeszcze mocniejsza. Zresztą, w jakiejś szalonej, obecnie niewyobrażalnej wersji to może być szansa, by zawodników takich jak Radović, Duda czy Żyro utrzymać w drużynie, a braki uzupełnić, np. na bokach obrony czy w ataku.

Internauci rozgoryczeni po decyzji UEFA [MEMY]

Piątkowe wydarzenia słusznie jawią się jako marnotrawstwo dobrej szansy na awans, ale raz jeszcze należy podkreślić - jeśli jest jakiś polski klub, po którym można by oczekiwać szybkiego i sprawnego podniesienia się z takiej wpadki, to tylko Legia. Porównajcie postęp w grze, jaki dokonał się w tej drużynie, w samych meczach ze słabym Celtikiem, od czasu gry w fazie grupowej Ligi Europy. Skoro pół roku gry wyłącznie w ekstraklasie dało możliwość rozwoju, teraz nie należy rozliczać, gdybać czy rozpaczać, ale wrócić do tej ciężkiej pracy.

Stawianie się teraz w roli niesłusznie lub zbyt ostro ukaranych przez UEFA nie przystoi ani Legii, ani polskim kibicom. Koniec z przerzucaniem winy - jeśli nasz futbol ma dążyć do europejskich standardów i profesjonalizmu, to nie dzięki przypadkowi i szczęściu, ale nawet przez mękę nauki dbania o każdy detal, pismo, decyzję. Same chęci czy ambicja do Ligi Mistrzów nas nie wprowadzą.

Zobacz wideo

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live

Jak oceniasz decyzję UEFA?
Więcej o: