Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liga Mistrzów. Zidane, biały do szpiku kości

Jako piłkarz dał Realowi Madryt dziewiąty Puchar Europy, jeśli ?Królewscy? zdobędą dziesiąty, przyłoży do niego rękę jako asystent trenera. A to dopiero początek. Zinedine Zidane ma być żywym pomnikiem galaktycznego projektu Florentino Péreza.

W białych koszulkach Realu biega dziś pięciu Zidane'ów. Dziewięcioletni środkowy pomocnik Élyaz w tym sezonie dołączył do szkółki, w której kopać piłkę uczą się już 12-letni Théo i 16-letni bramkarz Luca. 19-letni Enzo to już niemal senior, w tym sezonie dotarł z Realem do półfinału młodzieżowej Ligi Mistrzów. Długo jeszcze najlepszy w rodzinie będzie jednak 42-letni Zinedine. Gdy oglądałem go na treningach Realu, w poniedziałek w Valdebebas i w piątek w Lizbonie, wciąż bardziej przypominał piłkarza niż asystenta. Nie tylko wydawał polecenia, ale uczestniczył też w ćwiczeniach, nie było widać różnicy między ostatnim przedstawicielem oryginalnych "Galácticos" w Realu a tymi obecnymi.

Ostatnio był w Madrycie człowiekiem od wszystkiego. Karim Benzema przybrał na wadze? Zaopiekuje się nim Zidane. Zniechęcony Jesé Rodriguez zastanawia się nad odejściem? Do przedłużenia umowy namówi go Zidane. Real potrzebuje stopera? Na wszelki wypadek Zidane już znalazł. Raphaëla Varane'a.

Zanim został asystentem Ancelottiego, był dyrektorem sportowym, dyrektorem pierwszego zespołu i doradcą prezesa Florentino Péreza. Według francuskich mediów w 2016 r., po wygaśnięciu umowy Włocha, zostanie trenerem Realu. Hiszpanie dopowiadają, że Pérez wymarzył sobie, by tak skończyła się historia transferowego rekordu z 2001 r. Real zapłacił wówczas za Francuza Juventusowi 75 mln euro. Drożsi byli tylko Cristiano Ronaldo (94) i Gareth Bale (90-100 mln).

Zidane żyje w Madrycie od 13 lat, sprowadził do klubu rodzinę, mówi, że kocha Real i trudno mu nie wierzyć. Na pewno nie pracuje dla pieniędzy, jego pensja to ledwie 24 tys. euro miesięcznie. Po trzech miesiącach od przeprowadzki do Madrytu chciał jednak ze stolicy Hiszpanii uciekać.

Skoro Real miał już Luis Figo, a latem sprowadził Zidane'a, publiczność na Santiago Bernabéu wymagała cudów. A cudów nie było, chyba że nazwiemy tak tylko jedno zwycięstwo w pierwszych sześciu kolejkach Primera División z dwoma galaktycznymi w składzie. Trybuny buczały i gwizdały, poza stadionem nie było lepiej, francuski rozgrywający nie mógł opędzić się od paparazzi. A Figo cierpiał za każdym razem, gdy musiał mu podać piłkę. Pomogła dopiero rozmowa Zidane'a z Perezem. - To prawda, że zastanawiałem się nad odejściem, ludzie mówili mi jednak, że to minie. I na szczęście mieli rację - wspomina Zidane. Sezon, który fatalnie się zaczął, skończył się wielkim zwycięstwem. W finale Ligi Mistrzów Real pokonał Bayer 2:1, a zdobywca Złotej Piłki z 1998 r. z woleja strzelił zwycięskiego gola. "Gola" to za mało powiedziane, to było golazo przez duże "g", żadna bramka z finałów LM w XXI wieku nie była chyba tak często przypominana przez telewizje. Na YouTubie trzy filmy, na których można zobaczyć to trafienie, obejrzano 5,6 mln razy.

Zidane opuścił Madryt w 2006 r., kilka miesięcy po dymisji Péreza. Wrócił trzy lata później, gdy Pérez znów wygrał wybory.

Gdy Real przejął Manuel Pellegrini, Francuz był doradcą prezesa. Po przybyciu Mourinho miał się zbliżyć do pierwszego zespołu. Nic z tego nie wyszło, jeździł co prawda z drużyną na mecze, ale Portugalczyk traktował go z dystansem - niemal z nim nie rozmawiał, nie zabierał na odprawy taktyczne. Dopiero u Ancelottiego Zidane zaczął doskonalić warsztat, niedawno zdał pierwsze egzaminy trenerskie. Od miesięcy publicznie mówi, że chciałby zostać szkoleniowcem, gdy Francja przegrała z Ukrainą 0:2 pierwszy mecz barażowy o mundial w Brazylii, był wymieniany wśród kandydatów na następcę Didiera Deschampsa. "Trójkolorowi" ostatecznie na mistrzostwa świata pojadą, selekcjoner zachował posadę, ale Zidane kiedyś tę kadrę dostanie. To nie jest fanaberia, tylko dokładny plan.

Pérez oczywiście z Madrytu go nie wygania, ale chce, by przed pracą w Realu sprawdził się w mniejszym klubie. Ostatnio Zidane negocjował z Bordeaux, w którym grał w drugiej połowie lat 90, ale nie porozumiał się prezesem Jeanem-Louisem Triaudem. Na kolejne oferty długo czekać jednak nie powinien.

Gdyby naprawdę skończył na ławce Realu, nie byłby pierwszy, szedłby po śladach m.in. Bernda Schustera, Jorge Valdano, Miguela Munoza i Alfredo Di Stéfano, którzy grali i trenowali Real. Tylko ten ostatni był również bohaterem spektakularnego transferu, jego szkoleniowe sukcesy w Madrycie ograniczają się tylko do Superpucharu Hiszpanii. To byłby wielki triumf Péreza: jego galaktyczny piłkarz osiąga więcej, niż największa gwiazda legendarnego prezesa Santiago Bernabéu.

Więcej o: