Liga Mistrzów. Atletico, czyli wielka skrzynka Simeone

- W finale Ligi Mistrzów stawiam na Atletico, bo jest bardziej pazerne na zwycięstwa. Oni na treningach walczą jak o życie. Grają nie po hiszpańsku, ale to jest świetny futbol - mówi Sport.pl Kibu Vicuna, były drugi trener Legii, który w ostatnich dniach był na stażu w Atletico Madryt

Paweł Wilkowicz: Co to właściwie jest cholismo? Na czym polegają te cuda Diego Simeone?

Kibu Vicuna: To nie cuda, to jest nowoczesny futbol w najlepszym wydaniu. Simeone nie jest ideologiem. Dla niego styl jest mniej ważny. On nie ocenia, co jest ładne, a co brzydkie. Ważne, że skuteczne. W dzisiejszym futbolu ważne jest to, żeby mieć pełną skrzynkę z narzędziami. Coś pod ręką na każdą okazję w meczu. I Simeone sobie taką skrzynkę stworzył. Trzeba skręcić szczelną obronę? Ma narzędzia. Wysoki pressing? Nie ma problemu. Szybki kontratak? Proszę. A atak pozycyjny też? Też, jeśli trzeba. Gra długą piłką? Potrafią i próbują. Jest plan A, plan B, plan C. Jeśli wszystkie inne narzędzia zawiodą, to i łom się w tej skrzynce znajdzie. Ale nie przesadzajmy, że Atletico cały czas z nim biega. Atletico to walka, solidarność piłkarzy, kontrataki. Ale nie tylko to.

Co jest największym atutem Simeone?

- Znakomicie czyta gra. Dobrze reaguje podczas meczu i świetnie zmienia te swoje narzędzia. Wyczuwa, kiedy najlepszy jest pressing, a kiedy atak pozycyjny. Cholismo to jest również mądre oddawanie inicjatywy rywalowi i zmuszanie go do popełniania błędów. Wyszukiwanie słabości przeciwnika, jak w meczu z Chelsea, gdy Simeone wiedział, że Eden Hazard bardzo nie lubi wracać do obrony, i kazał cały czas szukać takich sytuacji, by wykorzystać wolne miejsce za jego plecami. I tak było: długa piłka do Juanfrana, Juanfran wycofuje, i tak dalej. Ale już przeciw Barcelonie Atletico grało inaczej, bo polowało na inne słabości, m.in. na wyprowadzanie piłki przez Pinto.

Mimo tylu sukcesów ciągle łatwiej nam zobaczyć w Simeone genialnego naturszczyka, który zaraził drużynę entuzjazmem, niż np. inną wersję Juergena Kloppa, który za niewielkie pieniądze tworzy drużyny dobrze obmyślone.

- Tak, w przypadku Simeone częściej się mówi o sercu niż o głowie, a to błąd. On jest bardzo inteligentny. Wrażliwy, z przemyśleniami. Warto prześledzić jego konferencje prasowe, jak on się zmienił w porównaniu ze swoimi początkami w Atletico. Teraz rozwinął skrzydła, zaczął filozofować, każda konferencja to wydarzenie. Za to na treningach nie mówi dużo, wtedy często jest obserwatorem, a nie w roli głównej. On bardzo często przypomina, że sukcesy Atletico to jest zasługa całego sztabu trenerskiego. I to nie jest kurtuazja. Ma ogromne zaufanie do swoich współpracowników. Do "profe Ortegi", czyli Urugwajczyka Oscara Ezequiela Ortegi, który odpowiada za przygotowanie fizyczne. Do Germana Burgosa i do drugiego asystenta, Juana Vizcaino. Właściwie to głównie Ortega prowadzi treningi, ale Simeone cały czas jest uważny. Najczęściej go słychać przy stałych fragmentach gry, wtedy też wkracza Burgos. Simeone rozmawia z piłkarzami. W Ameryce Łacińskiej takie dzielenie się władzą z asystentami jest naturalne. Manuel Pellegrini też ma wiernego współpracownika, Rubena Cousillasa, któremu ufa bezgranicznie, zabiera go ze sobą do kolejnych klubów. Javier Aguirre miał Mario Carrillo, który odpowiadał za taktykę. Ale oczywiście szefem jest Simeone. I na treningach czujesz, że piłkarze mu ufają. W zarządzaniu grupą też używa całej skrzynki narzędzi. Nie lubi odpraw, woli indywidualne rozmowy z piłkarzami. Lubi im robić niespodzianki. Przed meczem z Athletikiem Bilbao zaprosił Irenę Villę, która straciła nogi w ataku terrorystycznym ETA. Chciał, żeby piłkarze usłyszeli jej historię, posłuchali o jej powrocie do życia. A przed meczem z Milanem w ogóle nie robił odprawy, tylko rozmawiał sam na sam z każdym piłkarzem. Lubi do nich dzwonić późnym wieczorem, po 22. Mówi, że piłkarze są jak dzieci i najlepiej się z nimi rozmawia przed położeniem ich spać.

W Atletico gra pana wychowanek z Osasuny, Raul Garcia, dzięki niemu mieliście razem z Janem Urbanem okazję oglądać przez tydzień przygotowania Atletico, niedługo po awansie do finału Ligi Mistrzostw. Jak wyglądają? Szczęka opada?

- Tak, ale nie chodzi o same ćwiczenia, bo my z Janem Urbanem w Legii robiliśmy podobne. To, co oszałamia, to intensywność treningów. Zwłaszcza jak na drużynę, która zagrała już mnóstwo meczów w sezonie i która ma jednak ograniczoną kadrę, bo Simeone korzysta z kilkunastu piłkarzy. Oglądaliśmy ich treningi w kluczowym momencie, przed nimi były decydujące kolejki ligowe, finał Ligi Mistrzów, logiczne byłoby, gdyby się podświadomie oszczędzali. A oni na treningu grali jak o życie. Analizowaliśmy potem każde zajęcia z Raulem Garcią, z którym się przyjaźnimy, i jesteśmy cały czas w kontakcie. Rozmawialiśmy też z profe Ortegą, który mówił, że to właśnie ta intensywność jest kluczowa. Atletico to inna drużyna niż Barcelona czy Real. Oni świetnie robią pressing, cały czas są blisko przeciwnika, a to wymaga nieustannego zaangażowania i współpracy. Tutaj przydają się cechy charakteru Simeone, jego wojowniczość, talent do motywowania piłkarzy. Raul Garcia podkreśla, że Simeone jest bardzo sprawiedliwy. Powtarza im: jak trenujesz, tak grasz. Jeśli trenujesz na 120 procent, w końcu to doceni i cię wystawi. Dlatego ci, którzy grają u niego mało, też zasuwają na treningach aż miło i wierzą, że przyjdzie ich czas. Tacy jak Jose Sosa, Cebolla Rodriguez, Emiliano Insua. Dzięki temu są gotowi, gdy Simeone ich wzywa.

A poza Simeone kto rządzi w tym zespole? Na boisku, ale i poza nim.

- Kręgosłup drużyny to Diego Godin, Gabi, Tiago Mendes i Raul Garcia. Oni układają zespół. Godin to przywódca grupy latynoamerykańskiej. Tiago Mendes dowodzi piłkarzami portugalskojęzycznymi, czyli grupą portugalsko-brazylijską. Diego Ribas, Diego Costa, Miranda, Filipe Luis. A Gabi i Raul to szefowie grupy hiszpańskiej. To jest mądre przywództwo. Są w drużynie grupy, ale nie ma konfliktów.

Trochę to przypomina dawny Villarreal Manuela Pellegriniego, dobrą mieszankę tego co dobre w europejskiej i południowoamerykańskiej piłce.

- Tak, i nawet gra jest podobna, takie 4-4-2, z Ardą Turanem i Koke cały czas uciekającymi do środka, jak w tamtym Villarrealu Juan Pablo Sorin i Juan Roman Riquelme. W Ameryce Łacińskiej nazwaliby to pewnie nie 4-4-2, tylko 4-2-2-2. Jeśli już mamy być precyzyjni, to to jest defensywne ustawienie 4-4-2, a w ataku 4-2-2-2. Simeone nie zmienia wiele w składzie. Linia obrony jest stała, plus rezerwowy Toby Alderweireld i właściwie nikt poza nimi nie dostaje już szansy. W środku pola grają kapitan Gabi, Arda Turan, Koke i Tiago albo Mario Suarez. W ataku są Diego Costa, Raul Garcia, David Villa i Adrian. No i jest jeszcze Diego Ribas, superpiłkarz, ale teraz rzadko gra. Simeone bardzo go chciał mieć w drużynie, walczył o jego transfer u swoich szefów. Ale teraz, gdy widzi, że są lepsi od niego, ma odwagę go nie wystawiać.

Ale gdy Diego wszedł w ćwierćfinałowym rewanżu Ligi Mistrzów z Barceloną po kontuzji Diego Costy, strzelił kapitalnego gola.

- Tak, dziwna sprawa z tym Diego. Cała drużyna go docenia, wiedzą, że jest świetny. A jednak widzą też, że z nim nie wygrywają. Tak jakby automatycznie zaczynali grać na niego i stawali się bardziej przewidywalni. Jak w pierwszym meczu półfinałowym z Chelsea. Jeśli ktoś chce się przekonać o sile Atletico, powinien patrzeć właśnie na starcia z Chelsea. Spotykały się dwie drużyny najlepsze w obronie. Ale Atletico umie też atakować, lepiej od Chelsea. Świetnie grali w drugiej połowie rewanżu atakiem pozycyjnym. Oni niby najlepiej się czują wtedy, gdy są wszyscy za linią piłki, przesuwają to swoje 4-4-2, stosują agresywny pressing. Diego Costa, David Villa też są za linią piłki, żeby nie dać przeciwnikowi ani miejsca, ani czasu. Ale czy Atletico pogubiło się przeciw Chelsea, gdy straciło pierwsze gola, gdy trzeba się było odkryć, odrabiać straty, grać atakiem pozycyjnym. Nie.

Podobnie było w decydującym o tytule meczu z Barceloną. Przegrywali, stracili dwóch piłkarzy z powodu kontuzji, a podnieśli się, mimo że już nie mogli liczyć tylko na kontrataki.

- Oczywiście, ich styl nie jest tak ładny jak kiedyś Barcelony. Powiedziałbym nawet, że oni mają styl gry niehiszpański. Ale dla hiszpańskiej piłki to dobrze, musi być odmiana. Czy Atletico gra defensywnie? Oni po prostu grają dobrze. I dobrze się to ogląda. To jest futbol kompletny. Cała drużyna umie i bronić, i atakować. Boczni obrońcy Juanfran i Luis Felipe włączają się do akcji. Arda Turan jest bardzo dobry technicznie. Koke zrobił niesamowity postęp w tym sezonie, moim zdaniem on może być w składzie Hiszpanii na mundialu. Jest gotowy, żeby zastąpić Xaviego. W ataku, jeśli nie może grać Diego Costa, wchodzi Raul Garcia, który znakomicie czuje grę w powietrzu. Bardzo się przydaje przy stałych fragmentach gry, jest bramkostrzelny, mimo że nie gra regularnie. Jest David Villa, najlepszy napastnik, jakiego miała reprezentacja Hiszpanii. Jest Adrian, młody i bardzo szybki, choć czasem chyba nie taki walczak, jak by sobie tego Simeone życzył. Ale dobrze zagrał z Barceloną w Lidze Mistrzów, z Chelsea w Londynie. Barcelona i Real Madryt mają lepszych piłkarzy, ale Atletico ma lepszą drużynę. Oni mają głód zwycięstw i wiedzą, jak po nie iść. W meczu o mistrzostwo z Barcą cały czas wiedzieli, co robić, i byli przekonani, że ich sposób jest dobry. A Barcelona nie. Nieoceniony dla Atletico jest Gabi. To Simeone na boisku. Grający trener. Jak Xabi Alonso w Realu. Niby spokojny chłopak, a to on dyryguje: Koke, schodź do środka. Arda, idź na pressing. Czyta grę.

Wspomniał pan Xabiego Alonso. Simeone mówi, że to najważniejszy piłkarz Realu. Zastanawiam się, kto jest bardziej osłabiony w finale: czy Altetico kontuzją Diego Costy, czy jednak Real brakiem zawieszonego za kartki Xabiego Alonso?

- Nieobecność Xabiego to ogromna strata. Gdy on jest na boisku, lepiej gra Luka Modrić, lepsi są Gareth Bale i Angel Di Maria. Xabi to jest quarterback Realu. Krótka piłka, długa piłka, do Cristiano Ronaldo, do Bale'a. I taktycznie jest najlepszy w drużynie Ancelottiego. Pewnie zastąpi go Asier Illaramendi. Bardzo dobry piłkarz, ale jeszcze nie tak dobry. Nie ma też jego charakteru, jego wpływu na drużynę. To nie koniec gorszych wiadomości dla Realu. Pepe jest poobijany, Karim Benzema może nie zagrać. Pewnie zastąpiłby go wówczas Isco. Jak Illaramendi, dobry piłkarz, ale jeszcze nie tak dobry jak ten, którego ma zastąpić. A Diego Costa? Chyba w Atletico niepotrzebnie mu pozwalali wrócić do gry, mimo że był jeszcze niegotowy. I to dwa razy. Ale oni patrzą na niego na co dzień, na pewno wiedzieli, co robią.

Komu w hiszpańskim finale będą kibicować Hiszpanie?

- Real Madryt to jest najważniejszy klub w kraju, z fanklubami w każdym regionie. Ale Atletico jest lubiane, mam wrażenie, że sympatie są podzielone pół na pół.

A kto wygra?

- Moim zdaniem Atletico. Faworytem jest oczywiście Real, ale z tej drużyny jakby trochę zeszło powietrze. Trochę jak z Bayernu, gdy sobie zapewnił mistrzostwo Niemiec. Dla mnie Bayern nadal jest najlepszą drużyną Europy, ale to jest Liga Mistrzów, zabrakło im jakiegoś szczegółu, może właśnie tej pazerności, i odpadli. Zastanawiam się teraz, czy Real w sobie znowu tę pazerność znajdzie. Cristiano nie jest na sto procent zdrowy, co widać po tym, że się nie rwie do rzutów wolnych, co jak na niego jest niesamowite. Do tego Real nie lubi takiego pressingu, jaki robi Atletico. Dlatego jeśli piłkarze Simeone wygrają, to nie będzie niespodzianki. To będzie sukces zasłużony.

Kibu Vicuna, hiszpański trener, który razem z Janem Urbanem prowadził kiedyś juniorów Osasuny Pampeluna (m.in. Raula Garcię i Cesara Azpilicuetę, dziś w Chelsea), a teraz jest asystentem Urbana. Pracowali razem w Legii i Zagłębiu Lubin.

Kto wygra Ligę Mistrzów?
Więcej o: