Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

LM. Finał łączy Madryt

- Atlético będzie w Lizbonie pod większą presją. Real jeszcze zagra w finale Ligi Mistrzów, a dla graczy Simeone to pewnie jedyna szansa - mówi były piłkarz ?Królewskich? Francisco Pavón. Relacja z finału Ligi Mistrzów w sobotę od godz. 20.45 w Sport.pl i aplikacji Sport.pl LIVE na telefony.

Jego nazwisko wymieniano obok Zinedine'a Zidane'a i innych zdobywców Złotej Piłki. Na początku XXI wieku prezes Florentino Pérez wymyślił, że jego Real będzie opierał się na sprowadzanych za dziesiątki milionów euro supergwiazdach i wychowankach madryckiej szkółki La Fábrica. Pierwsi (Zidane, Figo, Ronaldo, Beckham) mieli odpowiadać za ofensywę, drudzy (Pavón, Minambres, Bravo, Mejia) za ochronę bramki. Tak powstała idea "Zidanes y Pavones".

Zaczęło się od sukcesu. W 2002 r. prowadzeni przez Vicente del Bosque "Galácticos" zdobyli dziewiąty Puchar Europy. Pavón był piłkarzem pierwszej jedenastki, w lidze zagrał 28 razy, wystąpił w półfinale Ligi Mistrzów z Barceloną (w finale z Bayerem był rezerwowym). Rok później Real sięgnął po mistrzostwo Hiszpanii, ale potem przyszła zapaść. Przez trzy sezony nie zdobył trofeum, w LM barierą stał się ćwierćfinał. Okazało się, że żaden z wychowanków nie nadaje się do czołowego zespołu Europy. Pavón grał coraz mniej, w 2007 r. odszedł do Saragossy, karierę zakończył trzy lata temu w Arles-Avignon.

W środę spotkaliśmy go na meczu charytatywnym oldbojów Realu z legendami madryckiego związku. To ostatnia okazja, by zobaczyć, że o idei "Zidanes y Pavónes" ostatecznie nie zapomniano. Pavón jak zwykle grał na środku obrony, na prawym skrzydle biegał Luis Figo.

Rozmowa z Francisco Pavónem, byłym graczem Realu Madryt

Michał Szadkowski, Dariusz Wołowski : Sergio Ramos mówi, że w Lizbonie faworytem jest Atlético. Żartuje sobie?

Francisco Pavón: Nie sądzę, żeby żartował. Atlético jest przecież mistrzem Hiszpanii. Może Sergio chce zdjąć trochę presji z piłkarzy Realu? Przypomnieć wszystkim, że czasy, gdy "Królewscy" wygrywali derby, jak chcieli, już się skończyły? Ostatni rok wiele zmienił. Diego Simeone nauczył piłkarzy wygrywać z największymi. Lekceważenie Atlético byłoby niewybaczalnym błędem. W Lizbonie zobaczymy zażartą walkę, choć faworytem będzie Real ze względu na swoją historię, doświadczenie w meczach takich jak finał Ligi Mistrzów. Ma też lepszych piłkarzy.

Oczywiście obstawia pan zwycięstwo "Królewskich"?

- Mierząc potencjał obu drużyn, szanse oceniam 50 na 50. Indywidualności dają niewielką przewagę drużynie Carlo Ancelottiego. Można jednak powiedzieć, że teraźniejszość wskazuje na remis, ale przeszłość na Real.

Może pan ocenić osłabienia po obu stronach?

- W Realu zawieszony za kartki jest Xabi Alonso, gracz bardzo obyty na najwyższym poziomie, ale Illarramendi czy Khedira będą musieli go zastąpić. W Atlético zabraknie Diego Costy, piłkarza fundamentalnego, bez którego jednak drużyna radziła sobie z Barceloną i Chelsea. Finał to nie czas na użalanie się nad sobą, obaj trenerzy to wiedzą. Trzeba go zagrać na 100 proc. z tymi piłkarzami, którzy są. Oczywiście Ancelotti ma szerszą kadrę, więc teoretycznie ma przewagę nad Simeone.

Jak się gra przeciw takiemu napastnikowi jak Diego Costa?

- Mogę chyba powiedzieć w imieniu wszystkich obrońców świata, że każdy z nas woli widzieć takiego napastnika jak Costa w swojej drużynie, a nie w przeciwnej. Koszmarnie trudno się gra przeciw komuś silnemu jak tur, kto idzie na każdą piłkę i w przypadku rykoszetu jest już na miejscu. To jak ciągłe stąpanie po polu minowym. Costa nie pozwala na chwilę wytchnienia, co powoduje, że obrońca schodzi z boiska wyczerpany fizycznie i psychicznie, jakby zagrał nie jeden, ale dwa mecze.

Jak powinno się grać taki mecz jak finał Ligi Mistrzów?

- Najlepiej zabrać piłkę przeciwnikowi i wbić mu ją do bramki (śmiech ). W takim meczu bardziej niż w innych decydują wybitne jednostki, a ich indywidualne akcje bywają rozstrzygające.

Jaki wynik pan obstawia?

- Stawiam na zwycięstwo Realu, a właściwie chcę, żeby wygrał mój klub. Wyniku nie odważę się typować. Kto mógłby być graczem meczu? Cristiano Ronaldo na przykład.

Wspomina pan jeszcze finał z Glasgow z 2002 r.?

- Tak. Jak tylko zdobyliśmy dziewiąty Puchar Europy, zaczęto nas pytać o "La Décima". Trochę się to przeciągnęło, ale w sobotę jest na to szansa. Dla wielu z nas to okazja do wspomnień, bo dziennikarze sobie o nas przypomnieli i nie dają nam spokoju.

Jaka jest różnica między Realem, w którym pan grał, i obecnym?

- Myślę, że 12 lat temu mieliśmy większe indywidualności. Więcej piłkarzy, którzy błyszczeli, sami rozstrzygali mecze: Figo, Zidane, Roberto Carlos, Ra l. Teraz też są oczywiście gwiazdy, ale siłą dzisiejszego Realu jest równowaga. Nie ma słabych punktów, jako zespół jest mocniejszy. Ma wszystko, by wygrać więcej niż drużyna, która dała Realowi dziewiąty Puchar Europy.

Obsesja "La Décimy" nóg nie poplącze?

- Nie sądzę, żeby to, co czują piłkarze Ancelottiego, trzeba było nazwać obsesją. Motywacja jest raczej pozytywna, a nie paraliżująca. Prędzej poplącze nogi piłkarzom Atlético, które nigdy nie wygrało Pucharu Europy. Ostatni raz dotarli do finału 40 lat temu i są świadomi, że na następny mogą poczekać kolejne dekady. Za rok, dwa albo pięć Real znów pewnie zagra w finale LM. Gracze Simeone dostają chyba jedyną taką szansę.

W ostatnich latach wydawało się, że jeśli dojdzie do hiszpańskiego finału LM, będzie to "El Clásico", czyli mecz Realu z Barceloną. Tymczasem mamy derby Madrytu. To duże zaskoczenie?

- Bardzo duże, wszyscy mieszkańcy Madrytu czujemy niezwykłość tej chwili. Po raz pierwszy w historii w finale Pucharu Europy grają dwie drużyny z tego samego miasta, trudno było marzyć, że spotka to właśnie nas. Druga taka chwila za naszego życia już chyba nie nastąpi.

Ten lizboński finał dzieli czy łączy Madryt?

- Podzieli na 90 lub 120 minut. Ale łączy nas duma z obu klubów. My z Realu doceniamy wyczyn graczy Atlético. I na odwrót. Oczywiście w czasie meczów toczy się zawzięta rywalizacja, ale na co dzień żyjemy obok siebie. Każdy kibic Realu ma znajomych po drugiej stronie barykady. Przed rokiem na Santiago Bernabéu Atlético wygrało finał Pucharu Hiszpanii i nic się nie stało. Fani Realu wzięli to na klatę. Teraz obie strony też będą zachowywały się fair, chociaż jedni będą w siódmym niebie, a drudzy wręcz przeciwnie.

Atlético i Real to finaliści LM z dwóch biegunów futbolu, choć z jednego miasta. Dariusz Wołowski i Michał Szadkowski opisują fenomen Madrytu, najbardziej piłkarskiej stolicy Europy, przed najważniejszym meczem klubowego sezonu. W kolejnym tekście - książę i żebrak z Madrytu. Kto ma większą obsesję Pucharu Europy?

Atletico - Real: porównanie w statystykach. Kto najwięcej grał, a kto najwięcej faulował [kliknij]

Więcej o: