Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Cristiano Ronaldo przed finałem Ligi Mistrzów: Żadnej obsesji

- Lizbona i Estádio da Luz to dla mnie miejsca magiczne. Mam nadzieję, że cała Portugalia stanie w sobotę po stronie Realu Madryt. Będę gotowy na finał w stu procentach - mówi nam przed finałem Ligi Mistrzów Cristiano Ronaldo. Mecz Realu z Atletico w sobotę o 20:45. Relacja na żywo na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl Live.

- Zawsze czuję się OK - krzyknął wczoraj do dziennikarzy, którzy z balkonu ośrodka Realu w Valdebebas chcieli dowiedzieć się o stan jego zdrowia, gdy schodził z treningu. Portugalczyk nie ćwiczył z zespołem, nie uczestniczył w akcjach i gierkach zarządzonych przez paradującego w czapce z daszkiem trenera Carlo Ancelottiego i Zinedine'a Zidane'a, który mimo 42 lat wciąż wyglądał nie na asystenta, lecz piłkarza.

Bez Ronaldo finał w Lizbonie byłby niemal jak telewizja bez obrazu. - Zagram, na sto procent zagram i będę w pełni formy - przekonywał. Pod opieką specjalisty od przygotowania fizycznego Ronaldo rozciągał się i truchtał, toteż tłum dziennikarzy pytał jeden przez drugiego, czy rekord 16 goli w Lidze Mistrzów, który pobił w tym sezonie, da się jeszcze podwyższyć.

Ogromny ośrodek Valdebebas pękał wczoraj w szwach. Dzień otwarty, który narzuciła UEFA finaliście Champions League, zwabił dziennikarzy ze wszystkich kontynentów. Ronaldo odpowiadał w trzech językach (portugalskim, hiszpańskim i angielskim), kilka razy na te same pytania. Ale wytrwale, ze spokojem, raz się tylko zdenerwował, gdy ktoś zapytał go, czy w Lizbonie znów ma zamiar zaryzykować zdrowie.

- A kiedy ja ryzykowałem zdrowie? No, powiedz mi, kiedy? Piłkarz jest od tego, żeby grać. Jeśli przed meczem nie czuje bólu, to rwie się na boisko. A że potem doznaje kontuzji, to inna sprawa. Nie znaczy to, że wyszedł do gry kontuzjowany, bo to nie ma sensu. W ten sposób osłabia się tylko drużynę.

Słowa Ronaldo potwierdził Carlo Ancelotti. - Ronaldo i Bale zagrają - powiedział na konferencji prasowej.

Zobacz wideo

Michał Szadkowski, Dariusz Wołowski:: Dlaczego nie grał pan w ostatnim meczu z Espanyolem, a dziś trenował samotnie, skoro zapewnia pan, że jest zdrowy i gotowy na finał w Lizbonie?

Cristiano Ronaldo: Na rozgrzewce przed meczem z Espanyolem poczułem ból. Byłem zdezorientowany, nie wiedziałem, czy w czasie gry to się pogłębi, czy ustąpi. Nie mieliśmy już szans na mistrzostwo Hiszpanii, wolałem więc nie grać. Ważniejszy jest finał w Lizbonie i mundial. To koniec sezonu, każdego piłkarza coś boli. Jesteśmy przewrażliwieni, bo ogromny wysiłek za nami, a decydujący etap wciąż przed nami. Nikt nie chce go stracić. Długo marzyłem o finale LM i mistrzostwach w Brazylii. Przed spotkaniem z Espanyolem po prostu się przestraszyłem. To taki odruch psychologiczny. Ale dziś na treningu czułem się dobrze i jestem pewien, że w sobotę będę gotowy w stu procentach.

Finał w Lizbonie na Estádio da Luz to dla pana sprawa symboliczna. W Sportingu zaczynał pan seniorską karierę.

- Pamiętam, jak przyjechałem do stolicy z rodzinnej Madery. Marzyłem wtedy, by któregoś dnia być tu, gdzie jestem teraz. Z reprezentacją Portugalii przeżyłem na Estádio da Luz kilka magicznych chwil. To miejsce jest dla mnie ważniejsze niż jakikolwiek inne. Dla mnie to podróż sentymentalna.

Real jest zdecydowanym faworytem. Macie zaspokoić obsesję "La Decima".

- Ani Real nie jest faworytem, ani ja nie mam żadnej obsesji. Finał Ligi Mistrzów to czas na radość z gry i z udziału w nim, a nie na zaspokajanie czyichś obsesji. "La Decima" to wielkie marzenie madridismo i moje prywatne, ale to nie oznacza, że porażka będzie końcem świata. Przed nami rywal godny, który zdobył mistrzostwo Hiszpanii, więc tryska euforią. To w piłce wielki atut. Oni znają swoją siłę, my swoją. Finały są po to, żeby wygrywać, ale oni wiedzą o tym tak samo dobrze jak my. Tak jak my wylali wiele potu, by zagrać w Lizbonie. Obie drużyny czekają wiele lat na triumf w Champions League. Mecz rozstrzygną detale, szanse oceniam 50 do 50. Graliśmy z Atlético kilka razy w ostatnim roku, wygrywaliśmy i przegrywaliśmy, ale żaden z tych meczów nie daje nam prawa do czucia się faworytem. To jest znakomity rywal, zdeterminowany nie mniej niż my.

Do soboty zostało sporo czasu na myślenie. Wspomina pan swoje finały Ligi Mistrzów?

- Wygrany z Manchesterem w 2008 r. tak. Przegrany rok później z Barceloną - mniej. Dziś nic by mi to nie dało. Od pięciu lat jestem w Realu i dopiero pierwszy raz osiągnęliśmy finał. Wcześniej trzy razy zatrzymywano nas w półfinale. Kto wie, kiedy będzie następna okazja sięgnąć po "La Decima". Trzeba to zrobić teraz. Zbyt dużo wysiłku wykonaliśmy, pokonaliśmy obrońcę trofeum Bayern. Trzeba dać dziesiąty Puchar Europy naszym kibicom. Ale jak mówiłem, żadnej obsesji na tym punkcie.

Czego wam najbardziej trzeba?

- Spokoju przed i wsparcia naszych fanów w Lizbonie. Niech rzucą z trybun wszystkie siły: krzyczą, śpiewają, wspierają. To nas poniesie. Zdecydują detale, doping też może być kluczowy. Razem z Fábio Coentrao oczekujemy też wsparcia rodaków. Portugalczycy będą za Realem, taką mamy nadzieję.

Z kontuzjami walczą Benzema, Bale, Pepe, a w Atlético Arda Turan i Diego Costa.

- A czy istnieje drużyna w Europie, która w tym momencie sezonu nie ma kłopotów z kontuzjami? Wszyscy marzą o grze w finale, ale niektórym się to nie uda.

Real ma większe doświadczenie niż Atlético w tak gorących meczach jak finał Ligi Mistrzów. Czy to czyni go faworytem?

- Ale przecież my mamy w kadrze ledwie czterech graczy, którzy grali w finale Pucharu Europy [Ronaldo, Casillas, Xabi Alonso, Arbeloa]. Tylko Iker dokonał tego z Realem. Myślę, że można powiedzieć, że obie drużyny są niedoświadczone na tym poziomie. Mamy wielką okazję wejść do historii wielkiego klubu, uszczęśliwić jego kibiców. Ale nie ma sensu myśleć, co się stanie po porażce. Jedziemy do Lizbony wygrać, jesteśmy świadomi szansy. Ale co się z niej urodzi, zobaczymy. Nie można nie doceniać klasy tych, co stoją po drugiej stronie, bo to zła droga do celu. A cel jest zbyt poważny. To będzie 90 minut batalii na boisku, ekstremalnie zaciętej. Tak zaciętej, jak tylko można sobie wyobrazić.

Lewandowski, Suarez i inni królowie strzelców. Co potrafią? [WIDEO]

Kto wygra Ligę Mistrzów?
Więcej o: