Czwarty mecz w tym sezonie i czwarty remis. Tym razem lepszy dla Atletico, które mając wynik 1-1, gra rewanż u siebie. Po raz czwarty Diego Simeone znalazł sposób neutralizacji Leo Messiego. Za tydzień na Vicente Calderon Barcelonę czeka bój o przetrwanie w Champions League, wydłużenie ery. Od sześciu lat klub z Camp Nou zawsze był co najmniej w półfinale Ligi Mistrzów - takiego złotego okresu nie miał nikt inny.
Atletico przybyło na Camp Nou jako lider Primera Division. I tak zagrało. Odważnie, mądrze, z poczuciem własnej wartości i wiarą w swoje atuty. Ale i Barcelona nie zagrała meczu przeciętnego. Przeciętnie wypadł Messi, przegrywając większość starć z Diego Godinem, rolę liderów Barcy przejęli jednak Andres Iniesta i Neymar. To był mecz tej dwójki.
Zaczęło się od strat po obu stronach. Barca straciła na miesiąc Gerarda Pique, co jest olbrzymim problemem, ale i szansą dla Marca Bartry. 23-letni stoper zagrał wczoraj bardzo dobrze, dając nadzieję, że defensywa, najsłabsze ogniwo łańcucha, straci mniej, niż się powszechnie sądzi. Po golu Diego Ribasa (do wczoraj najbardziej krytykowanego gracza Atletico, dziś już ubóstwianego) można się było zastanawiać, czy Victor Valdes zdążyłby zareagować? Ale w bramce Barcy stał Jose Pinto i on nie był w stanie dosięgnąć piłki.
Bez względu na szalę ciążącą ku triumfowi Atletico, trudno uznać, że bratobójcza gra o półfinał bliska jest rozstrzygnięcia. Barca pokazała wczoraj niezłą formę, waleczność i charakter, a na Vicente Calderon grać potrafi. W tym roku wystąpiła tam dwa razy i nie przegrała. W Superpucharze Hiszpanii zremisowała 1-1, teraz dałoby jej to dogrywkę. W Primera Division było 0-0, teraz wyeliminowałoby to Katalończyków z rozgrywek. Trzeba będzie zagrać mecz sezonu, by przetrwać w Champions League.
Nie wiadomo dokładnie, jak długo poczeka Atletico na Diego Costę, któremu odnowił się uraz mięśnia. Strata wydawała się ogromna, ale na Camp Nou drużyna poradziła sobie bez superstrzelca. Wydaje się, że na Vicente Calderon Atletico potrzebuje bardziej skupienia, porządku w tyłach, niż goli. Ale to się może zmienić po jednym strzale Messiego. Argentyńczyk nie zdobył bramki w żadnym z czterech meczów obu drużyn w tym sezonie. A jak wiadomo, w jego przypadku, im dłużej trwa okres "suszy", tym gorzej dla przeciwnika.
Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live