Liga Mistrzów. Real - Borussia. Kto rozpędzi Ferrari?

Trener Juergen Klopp bez przerwy zajmuje się łataniem ubytków, ale akurat tej części nigdy zastępować nie musiał. Robert Lewandowski opuści pierwszy ćwierćfinał Ligi Mistrzów z Realem, więc Borussii, do jakiej się przyzwyczailiśmy, w Madrycie nie zobaczymy. Relacja z meczu od 20:45 na żywo na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl Live.

Jeszcze dwa tygodnie temu pisałem, że trenerowi Carlo Ancelottiemu udało się w Madrycie stworzyć "dom spokojny". Wolny od konfliktów w szatni i prasowej krytyki, niesiony serią 31 meczów bez porażki. To już przeszłość - budowla włoskiego szkoleniowca okazała się nietrwała. Wystarczyły dwie porażki (z Barceloną i Sevillą) oraz spadek na trzecie miejsce w lidze, by demony przeszłości wróciły.

Włoski szkoleniowiec czyta w gazetach, że nie daje chwili wytchnienia - podobno wykończonym - Xabiemu Alonso i Cristiano Ronaldo. Ten ostatni słyszy gwizdy w czasie zwycięskiego (5:0!) spotkania z Rayo, bo kibice uważają, że gra egoistycznie. Przed tym samym meczem trybuny obracają się też przeciwko Ancelottiemu i bramkarzowi Diego Lópezowi. Dopóki Real wygrywał, problem bramki przycichł - López bronił w lidze, a Iker Casillas - w krajowym pucharze i LM. Kilka dni temu aż 85 proc. kibiców w ankiecie dziennika "AS" opowiedziało się jednak za przekazaniem całej odpowiedzialności Casillasowi. Nie, żeby López bronił fatalnie, po prostu ostatnio nie zdarzają mu się interwencje, którymi ratuje zespół. "Marca" nazywa Real "zepsutym i porzuconym Ferrari", twierdzi, że zachowanie kibiców odzwierciedla politykę prezesa Florentino Péreza - nastawioną na teraźniejszość, pozbawioną długofalowej wizji i wytrwałości. Skoro reakcją szefa klubu na potknięcia jest wymiana jednych gwiazd (piłkarskich i trenerskich) na inne, trudno cierpliwości wymagać od fanów. A ci gwiżdżą, choć Real zachował szansę na trzy trofea (w finale krajowego pucharu zmierzy się z Barceloną).

Gdybyśmy jednak mieli wskazać, które Ferrari będzie dzisiaj łatwiej rozpędzić, i tak postawilibyśmy na bolid Ancelottiego.

Kloppa prowadzi bowiem składak, właściwie nie wiadomo, w jaki sposób dotoczył się aż do ćwierćfinału LM. Wystarczy powiedzieć, że w porównaniu z półfinałem sprzed roku, gdy Dortmund pokonał Real 4:1, w Borussii zabraknie dziś siedmiu piłkarzy. Do ciągłego dosztukowywania elementów niemiecki trener pewnie się nawet przyzwyczaił. W Madrycie będzie musiał jednak zamienić część, która wcześniej nigdy awarii nie ulegała.

Robert Lewandowski zagrał w 27 meczach Champions League z rzędu, przez cztery sezony w Dortmundzie nie opuścił meczu z Bayernem. W innych miejscach boiska notorycznie waliło się i paliło, Polak zawsze był zdrowy i w formie. Dziś też nie rozłożyła go kontuzja - pauzuje za kartki, a Klopp musi znaleźć plan B.

Zaznaczmy od razu - Borussia nie tylko traci zawodnika, który w dwóch sezonach dał jej 16 goli w pucharach. Bez Lewandowskiego drużyna, którą znamy, tak naprawdę nie istnieje.

Z nim w ataku Dortmund może próbować długich podań w gąszcz obrońców rywali i liczyć, że Polak wywalczy piłkę, a potem ruszy na bramkę albo odegra ją na skrzydło. Po stracie przeobraża się w pierwszego obrońcę uniemożliwiającego rywalom rozpoczęcie akcji.

Piłkarza o podobnej charakterystyce Dortmund nie ma. Ba, w ogóle nie ma napastnika - no, chyba że ktoś wciąż wierzy w wiecznego rezerwowego Juliana Schiebera. Wyjścia są zatem dwa: przesunięcie do ataku Marco Reusa, który w sobotę ugodził hat--trickiem VfB Stuttgart, albo Pierre'a-Emericka Aubameyanga. Pierwszy jest lepszy technicznie, lepiej czuje się w tłoku. Pytanie tylko, czy jego talenty bardziej nie przydadzą się na skrzydle. Gabończyk nie będzie przepychał się z obrońcami, w defensywie raczej nie pomoże. To pędziwiatr, któremu trzeba dostarczyć piłkę, gdy jest w pełnym biegu, a potem liczyć na to, że nie zabraknie mu sił przed bramką. Wystawienie go na szpicy oznacza, że Borussia nastawi się na głęboką defensywę i kontrataki.

Ancelotti takich problemów nie ma. Wczoraj okazało się, że uraz uda na dwa tygodnie wyeliminował Marcelo, ale zastąpić go może Fabio Coentrao. Madryckiemu Ferrari nie brakuje niczego, ale trzeba je błyskawicznie rozpędzić. Na rewanż Lewandowski będzie już przecież gotowy.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live

Więcej o: