Liga Mistrzów. Zachodny: Projekt "Napoli" zawodzi Beniteza

Po zwykle opanowanym, reagującym z dystansem Rafie Benitezie było widać ekscytację na jego premierowej konferencji prasowej w Neapolu. Uśmiechnięty z przekonaniem mówił o tym, że jego nowy klub wkrótce na piłkarskiej mapie Europy będzie pamiętany nie tylko przez wzgląd na Edinsona Cavaniego czy Maradonę. Dziś hiszpańskiego szkoleniowca sprowadziła na ziemię Borussia Dortmund.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS , na Androida i Windows Phone

- Wiemy, co musimy zrobić jutro, przede wszystkim zagrać z odpowiednią intensywnością - mówił w poniedziałek Benitez. Jego recepta była jak najbardziej słuszna, bo przecież niewiele klubów w Europie potrafi poradzić sobie z prawdziwą karuzelą, na którą swoich rywali zabiera zespół Juergena Kloppa. Tymczasem Napoli nie tyle w Dortmundzie przegrało, a bardziej zostało rozjechane przez choćby Mchitarjana, Reusa, Błaszczykowskiego i Aubameyanga.

A przecież to rozgrywki europejskie miały pokazać największe argumenty tego szkoleniowca. Gdy we Włoszech Juventus obnażył różnicę w jakości indywidualnej, a w sobotę Parma zdecydowanie zbyt łatwo zatrzymała Napoli, prasa napomknęła nawet o brakach w wiedzy taktycznej hiszpańskiego szkoleniowca. Główne zarzuty to pasywność, brak determinacji i nieskuteczność, czyli też określenia idealnie pasujące do Napoli z meczu w Dortmundzie.

Dobrze taktycznie wyglądała Chelsea w Lidze Europy, nawet jeśli dla całego klubu były to tylko rozgrywki drugiego sortu, a świetne mecze jego Liverpoolu w Lidze Mistrzów to znak firmowy szkoleniowca. Te drużyny cechowały świetna organizacja, koncentracja i realizacja meczowego planu. I jeśli jeszcze po pierwszym meczu z Borussią Hiszpan mógł być zadowolony, a po jednym ze zwycięstw nad Marsylią mówił o "perfekcyjnym występie", to dziś Napoli wygląda, jakby było kompletnym przeciwieństwem wzorca przedstawionego przez Beniteza na starcie kariery w tym klubie.

- Chcę stworzyć zespół, który gra nie tylko dobrze, ale przede wszystkim kontroluje spotkania, jest ambitny i ma wiarę w siebie - mówił Benitez w październiku. Dziś brakuje każdej z tych cech. W Dortmundzie Napoli zdominowało Borussię tylko pod względem posiadania piłki, zbyt często pozwalając rywalom na to, by korzystali z wolnej przestrzeni w firmowych kontrach, za wolno organizując się w obronie. Można winić Dzemailiego i Behramiego za to, że nie poradzili sobie z Mchitarjanem, ale to kwartet ofensywny odpowiadał za tuziny prostych strat, które rozpoczynały szybkie ataki gospodarzy.

Chociaż szukając przyczyn porażki, Benitez zapewne wskaże na brak Marka Hamsika, to przecież dla jego zespołu ważniejszym piłkarzem jest Gonzalo Higuain. - On sprawia, że cały zespół gra lepiej - powtarza ciągle Hiszpan o napastniku, którego zabrał sprzed nosa Arsenalowi. I faktycznie, w Dortmundzie najlepsze momenty Napoli przypadały na te rzadkie chwile wprowadzania Argentyńczyka do gry. Przez pierwsze 30 minut wykonał on ledwie sześć podań, chociaż i tak dwa były kluczowe.

Wszystko wynikało z tego, że skrzydłowi Napoli grali po prostu słabo - indywidualnymi akcjami ani Mertens, ani Callejon nie potrafili sami stworzyć zagrożenia ani nawet sytuacji kolegom. Dodając do tego pracowitego, sporo biegającego, ale niedającego żadnego efektu Gorana Pandewa, w pierwszej połowie żadne podanie ofensywnego tria wicemistrza Włoch nie było nawet skierowane w pole karne Borussii. To pierwsze było autorstwa Callejona, tuż przed tym, jak gospodarze przeprowadzili zabójczą kontrę świetnie wykończoną przez Błaszczykowskiego.

Jedyny moment, w którym Napoli udało się znaleźć receptę na świetnie wyprowadzane z głębi pola akcje Borussii, był efektem raczej prostego błędu przy podaniu Sebastiana Kehla, które przeciął Behrami. Łatwość, z jaką Mchitarjan przemykał środkiem pola, zakładając "siatki" rywalom, nabierając ich nawet na najprostsze zwody, była wręcz dobijająca, bo zwykle po przejściu jednego z piłkarzy Napoli Ormianin miał przed sobą hektary wolnej przestrzeni.

Problem Napoli polegał więc nie tylko na stronie kreatywnej, stwarzaniu zagrożenia i później odbiorze piłki - Sahin miał tyle odbiorów, co Behrami i Dzemaili razem wzięci - ale ustawieniu całego zespołu. Zbyt często goście byli rozciągnięci na całej długości boiska, a dziury między formacjami eksponowali skrzydłowi Borussii. Z kolei środkowych obrońców cechowała niepewność w pojedynkach indywidualnych z Lewandowskim, który może i zmarnował dwie świetne sytuacje, ale miał cztery podania kluczowe - najwięcej obok Higuaina, z łatwością gubił krycie defensorów rywala. W pierwszej połowie jeszcze Polak starał się grać tyłem do bramki (ledwie jedno zagranie do przodu na połowie rywala), a po przerwie, może nawet zaskoczony tym, ile miejsca dają mu Fernandez z Albiolem, coraz częściej obracał się, dłużej przytrzymując piłkę i szukając wchodzących na szybkości kolegów (osiem takich podań).

Dla szkoleniowca, który tak dba o najmniejszy szczegół, tak wielką uwagę przykłada do ustawienia zespołu w każdej możliwej sytuacji na boisku, mecz z Borussią był kolejnym policzkiem. We włoskich mediach zastanawiano się nawet, czy nie jest to kwestia braku doświadczenia jego piłkarzy w wygrywaniu czy walce o najwyższe cele. Zawodnicy wyjściowej jedenastki Borussii mają w sumie 20 pucharów więcej na swoim koncie od przeciwników z Neapolu, i to mimo że, biorąc pod uwagę średnią wieku, są oni prawie o dwa lata młodsi. Klopp wystawił ośmiu piłkarzy w wieku 25 lat i młodszych, Benitez ledwie dwóch, tymczasem jeden Mchitarjan ma tyle tytułów mistrza kraju (Armenii i Ukrainy), co cała jedenastka rywala.

Brak doświadczenia to jedno, ale niepokoić Beniteza powinno również to, jak łatwo lepsze zespoły obnażają wady jego Napoli. Przed Borussią były przecież Juventus i Arsenal, drużyny, które wykorzystały brak koncentracji na samym początku spotkania i później ze spokojem wszelkie ataki oddalały. Dzisiaj najlepszym podsumowaniem postawy drużyny z Włoch były reakcje Beniteza, który pod sam koniec meczu już tylko ze zrezygnowaniem i frustracją wymachiwał rękoma przy kolejnej stracie swoich piłkarzy.

Do jutrzejszej prasy nie zajrzy on z uśmiechem, bo przede wszystkim został pokonany przez Kloppa na polu taktycznym - i to mimo że mocne strony rywala miał rozpracowane, doskonale zdawał sobie z nich sprawę, a i wady systemu Borussii pokazywał ostatnio nie tylko Bayern, ale też choćby Wolfsburg. Co gorsza, by utrzymać się w Lidze Mistrzów, Napoli Beniteza musi wygrać z Arsenalem trzema bramkami, a co łatwo stwierdzić, nie dokona tego. grając tak jak dziś. Dla Hiszpana i jego piłkarzy najważniejszy powinien być jednak nie atak, ale obrona - i choćby z tego względu największą pracę szkoleniowiec musi wykonać nie na boisku treningowym, lecz przed taktyczną tablicą zawieszoną w centralnym punkcie jego szatni.

Więcej o: