Liga Mistrzów. Liczka: Viktoria się nie boi

- 20 mln euro to mało? Niech prezes Legii da te pieniądze Viktorii, wystarczy jej na trzy lata - mówi Verner Liczka, były trener m.in. Wisły Kraków i młodzieżowej reprezentacji Czech. Liczka opowiada, w jaki sposób Viktoria Pilzno zbudowała zespół na miarę Ligi Mistrzów i na co ten zespół stać w grupie D, w której znalazły się też m.in. Bayern Monachium i Manchester City, z którym Czesi zagrają we wtorek. Relacja na żywo z Ligi Mistrzów w Sport.pl od godz. 20.45.

Łukasz Jachimiak: Nie macie wielkich pieniędzy, nie sprowadzacie piłkarzy za miliony euro, a znów macie drużynę w Lidze Mistrzów. Czego Czesi spodziewają się w tej edycji rozgrywek po Viktorii Pilzno?

Verner Liczka: Tego, na co ją stać - dobrej, odważnej gry. Na pewno CSKA Moskwa, Manchester City i szczególnie Bayern Monachium, najlepszy w tej chwili zespół w całej Europie, to rywale mocni, wyżej notowani od Viktorii. Ale my też już mamy doświadczenie i chcemy się w tej grupie D ładnie pokazać. Viktoria gra ciekawą, europejską piłkę, ma wielu szybkich zawodników, jak David Limbersky, Frantisek Rajtoral, Radim Reznik czy Milan Petrzela. Zespół jest bardzo dobrze poukładany, zautomatyzowany, nie ma się czego bać.

Dobrze poukładany zespół to na pewno zasługa Pavla Vrby, który pracuje z nim od 2008 roku?

- To prawda, zbudował oś drużyny, ta oś jest utrzymywana, zmian dokonuje się wokół niej. Oczywiście czasem piłkarze odchodzą. Latem dobrą propozycję dostał Vladimir Darida i wyjechał do Freiburga. To młody [23-letni - red.], bardzo kreatywny zawodnik, który dla Viktorii był ważny. Może go trochę brakować, chociaż w jego miejsce klub kupił Tomasa Horavę i Martina Pospisila - też młodych, ofensywnych graczy z Sigmy Ołomuniec. Dlatego w Viktorię wierzymy i już nie możemy się doczekać jej meczu z Manchesterem City.

Jakie szanse na sprawienie niespodzianki daje pan Viktorii?

- Wiem, że Manchester to stuprocentowy faworyt, ale liczymy chociaż na remis. Ja jestem przekonany, że będzie dobra piłkarska walka. Pilzno nie ma takich gwiazd jak Manchester, finansowo w ogóle nie może się z nim równać, ale w ramach swoich możliwości będzie stosować wysoki pressing, na pewno spróbuje zagrać ofensywnie. Tu nie będzie znanej i w Czechach, i w Polsce obrony, próby zablokowania mocniejszemu przeciwnikowi dostępu do własnej bramki za wszelką cenę. Viktoria nie chce tylko eliminować atutów rywala, ale chce też pokazać swoje. Już dwa lata temu grała bardzo ambitnie, chociaż trafiła do grupy z Barceloną i Milanem. Viktoria ma swój styl gry i spodziewam się, że teraz jeszcze lepiej go pokaże, bo już czwarty rok jest w europejskich pucharach i widać, że cały czas się rozwija. To się nie skończy, nawet jeśli Manchester potwierdzi klasę i zdecydowanie wygra. To bardzo dobry zespół, który bardziej przypomina stylem gry Barcelonę niż typowy klub z Anglii. Jeśli dla Viktorii okaże się za mocny, to ona pewno czegoś się od niego nauczy.

Szefowie polskich klubów od działaczy Viktorii mogliby się nauczyć, jak zbudować klub na miarę Ligi Mistrzów. Niedawno prezes Legii Bogusław Leśnodorski tłumaczył, że mistrzowie Polski na te rozgrywki są za biedni, a przecież Viktoria nie ma budżetu w wysokości 20 mln euro.

- 20 mln euro to mało? Niech prezes da te pieniądze Viktorii, wystarczy jej na trzy lata albo i na więcej (śmiech). Dwa lata temu Viktoria wchodziła do Ligi Mistrzów z budżetem w wysokości 5 milionów euro, teraz ma 7, maksymalnie 8 milionów. U nas podstawa kadry jest taka, jaka była jeszcze przed przyjściem nowego właściciela, pana Tomasa Paclika. Piłkarze zarabiają godnie, ale nie aż tyle, co w Polsce [najlepsi dostają ok. 10 tys. euro miesięcznie], a wszyscy systematyczne pracują, opierając się na długofalowej strategii. Klub jest świetnie poukładany sportowo i finansowo, a kiedy zarabia pieniądze, to je inwestuje. Teraz ma wspaniały, przebudowany zupełnie stadion. Malutki, ale piękny.

Podobno przydałby się większy niż na 12 tys. kibiców? To prawda, że ludzie stali w kolejce po bilety na Ligę Mistrzów nawet po 20 godzin?

- Tak było. Zainteresowanie jest rzeczywiście coraz większe. Kiedyś na Viktorię przychodziło po 3-4 tysiące ludzi; jak był ważny mecz, to klub sprzedawał 5 tysięcy biletów. Teraz już prawie zawsze jest komplet widzów, po 12 tysięcy ludzi przychodzi już i na ligę czeską. Zmiana jest niesamowita, bo nowy właściciel i trener Vrba wykonali świetną robotę.

Co takiego ma w sobie Vrba? Nigdy nie grał i nie pracował poza Czechami i Słowacją, nie uczył się więc piłki na Zachodzie, a teraz osiąga coraz większe sukcesy.

- To jest szkoła Banika Ostrawa. W Baniku przeszedł wszystko. Prowadził malutkich chłopców w szkółce, później był asystentem, pierwszym trenerem, w końcu wyjechał do Puchova i Żyliny. To jest człowiek, który nie ma jeszcze 50 lat [skończy w grudniu], a ma już 20 lat doświadczenia trenerskiego. Znam go dobrze, pracowałem z nim przez pięć lat, on ma bardzo dobry sposób pracy, zna się na piłce, widać, że radzi sobie dobrze.

Pan nadal pracuje w Baniku?

- Nie, niestety po przyjściu nowego właściciela Banik ma kłopoty i sportowe, i finansowe. Klubu nie mam, ale jestem prezesem czeskiego związku trenerów. Pracy mam dużo, prowadzę szkolenia, obserwuję piłkę czeską, polską, francuską. We wtorek będę obserwował bardzo interesujący mecz w Pilźnie (śmiech).

Zobacz wideo
Więcej o: