Aplikacja
Aplikacja Sport.pl LIVE
  POBIERZ

LM. Manuel Pellegrini: Nagły atak inżyniera

Fachowcy, kibice i bukmacherzy raczej zgodnie przyznają, że Borussia Dortmund jest faworytem ćwierćfinałowej rywalizacji w Lidze Mistrzów z Malagą. Ale najpierw ekipa z Niemiec z trójką Polaków w składzie musi wymyślić, jak przechytrzyć chilijskiego szkoleniowca Malagi, Manuela Pellegriniego. Mecz Malaga - Borussia w środę o 20.45, Relacja Z Czuba i Na Żywo na Sport.pl.

Manuel Pellegrini piłkarzem był co najwyżej solidnym. Całą karierę spędził w jednym z czołowych klubów chilijskich, Universidad de Chile. Na środku obrony UDC rozegrał 451 meczów, strzelił jednego gola. Konia z rzędem temu, kto wówczas dostrzegłby w nim przyszłego trenera wpajającego podopiecznym ofensywny styl gry.

A jednak. Drużyny prowadzone przez "Inżyniera" - Pellegrini ma dyplom z inżynierii lądowej i wodnej - grają skutecznie, ładnie dla oka, i właśnie ofensywnie.

"Jego styl to nieustanny atak. Nigdy nie zaakceptuje, że jego drużyna oddaje inicjatywę i jest pod presją rywala. On ma ofensywną mentalność" - napisał o Pellegrinim Pepe Reina, jego były podopieczny w Villarreal.

- Dla moich zespołów zawsze najważniejsze jest posiadanie piłki - mówi chilijski szkoleniowiec. - Muszę mieć w drużynie piłkarzy dobrze wyszkolonych technicznie. Efektywnych, ale i kreatywnych. Moja drużyna bardziej myśli o budowaniu niż niszczeniu [inżynier! - red.]. Taką mam filozofię futbolu. Nie lubię trenerów, dla których priorytetem jest gra w destrukcji, ścisłe krycie rywala i zniechęcanie go do gry faulami. To mnie nudzi. Nigdy nie poszedłbym na taki mecz - dodaje.

Miliony katarskiego szejka

Kiedy w 2010 roku Pellegrini przychodził do Malagi, nie musiał się martwić o kreatywnych piłkarzy. Katarski szejk Abdullah Al-Thani, który klub kupił kilka miesięcy wcześniej, nie szczędził grosza. Do Malagi trafili Enzo Maresca, Martin Demichelis i Julio Baptista. Klub finiszował na 11. miejscu w tabeli, aż przez 16 kolejek był w strefie spadkowej, ale Pellegrini dopiero budował swoją ekipę. I uczył piłkarzy swojego stylu. Przed kolejnym sezonem dostał m.in. Jeremy'ego Toulalana, Joaquina, Ruuda van Nistelrooya, młodziutkiego Isco i świetnego Santiago Cazorlę. Z takim składem doprowadził klub do sukcesów, jakich wcześniej nie było - czwarte miejsce w lidze z rekordowym dorobkiem 58 punktów dało prawo gry w kwalifikacjach Ligi Mistrzów.

Niestety, szejkowi Al-Thaniemu finansowanie drużyny się znudziło. Zespół budowany za miliony euro szybko popadł w długi. Zaczęła się wyprzedaż. Odeszli Cazorla, najlepszy strzelec Jose Salomon Rondon. Do odejścia szykowali się kolejni piłkarze.

Im gorzej, tym lepiej

- Ja zostaję, by skończyć swoją robotę. Jeśli zostaniecie ze mną, na pewno czegoś dokonamy - zapowiedział wtedy reszcie Pellegrini. Uwierzyli. I zostali.

W Lidze Mistrzów przyszło Maladze rywalizować z Milanem, Anderlechtem i Zenitem St. Petersburg. Drużyna, której nikt nie dawał większych szans, nie przegrała meczu, strzeliła 12 goli i pewnie wygrała swoją grupę.

"Najbardziej uderzające w wygranym przez Malagę 3:0 meczu z Zenitem nie był wynik, ani nawet to, jaką kreatywnością wykazywali się piłkarze Malagi, gdy byli w posiadaniu piłki. Najlepsze było przypomnienie, jak piękny może być futbol. Z jednej strony - milionerzy z Rosji, których stać na wszystko. Z drugiej - klub, który najlepszych musiał sprzedać" - pisał na blogu Graham Hunter, dziennikarz, pisarz, znawca hiszpańskiej piłki nożnej. Gdyby nie Pellegrini, Hunter o swojej iluminacji mógłby zapomnieć

W Maladze nadal nie było spokoju. UEFA za zaległości w wypłatach dla zawodników oraz nieuregulowane podatki wykluczyła klub z kolejnej edycji LM (Malaga odwołała się do Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu, decyzja zapadnie prawdopodobnie w czerwcu), nałożyła też na klub grzywnę w wysokości 300 tys. euro. Ale Malaga grała jak z nut. W 1/8 finału wyeliminowała FC Porto.

- To trener robił wszystko, byśmy nie myśleli o zaległych pieniądzach i kontraktach, tylko skupili się na grze. Bardzo nas motywował i starał się, byśmy podchodzili do meczów pozytywnie nastawieni. To dzięki niemu ta drużyna zaszła tak daleko - powiedział Javier Saviola.

Bo choć Pellegrini uważany jest za trenera wycofanego, który nie wchodzi w bliższe relacje z zawodnikami, to ci, którzy spotkali go na swojej drodze, mówią, że wie, jak trafić do piłkarzy i pobudzić ich do walki. Bez względu na to, czy są to wielkie gwiazdy, dobrze zapowiadające się talenty czy gracze drugiego planu. Pod jego okiem odżywają gracze, których inni już dawno skreślili. Kiedy pracował w Villarreal, znalazł miejsce dla Juana Romana Riquelme i przygarnął wygnanego z Manchesteru United Diego Forlana. Teraz w Maladze drugą młodość przeżywają wspomniany Saviola czy Joaquin.

Patenty "Inżyniera"

Dla Pellegriniego nie ma problemów "nie do rozwiązania". Kiedy stracił sprzedanego do Arsenalu reprezentacyjnego obrońcę Nacho Monreala, z tych, którzy zostali i wypożyczonego z PSG Diego Lugano zestawił defensywę, która w lidze hiszpańskiej straciła w 29 meczach tylko 28 bramek (skuteczniejszą obronę ma tylko Atletico Madryt - 25), a w ośmiu spotkaniach LM pozwoliła wbić sobie raptem sześć goli.

Pellegrini adaptuje się też w każdych warunkach, bez względu na pracodawcę. Kiedy w Malagę biły kolejne ciosy, Chilijczyk otwarcie zadeklarował, że czuje się w klubie znakomicie i chciałby zostać na dłużej.

- Mam nadzieję, że nigdy stąd nie odejdzie - mówi jeden z pracowników Malagi.

Dobiegający sześćdziesiątki Chilijczyk już kiedyś zawojował Europę z prowincjonalnym klubikiem bez fury pieniędzy na koncie. Sześć lat temu prowadzony przez niego Villarreal w debiutanckim sezonie LM doszedł do półfinału rozgrywek, po drodze eliminując Manchester United (w grupie) i Inter Mediolan (w ćwierćfinale) - niesamowity marsz zatrzymał dopiero Arsenal. Dwa lata później londyńczycy zagrodzili drogę pięknie grającemu Villarrealowi w ćwierćfinale. W tej edycji Malaga już dawno zrobiła więcej, niż ktokolwiek mógł się po niej spodziewać. Co dalej? W 1/4 finału jej rywalem będzie Borussia Dortmund. Większość kibiców BVB uznała, że losowanie było szczęśliwe; szefowie Borussii też raczej wyglądali na zadowolonych.

- Będziemy starali się zdobyć gola od pierwszej minuty, ale równie dobrze możemy go strzelić w ostatniej - mówił Pellegrini przed rewanżem z Porto w 1/8 finału. To samo powie piłkarzom i teraz. I Borussia musi o tym pamiętać.

Więcej o: