Liga Mistrzów. Laskowski: Barcelona słabsza fizycznie, ale remontada możliwa

- Katalończycy, których znam, o Guardioli zazwyczaj mówili "el dios" (Bóg). Drużyna wygrywała po 5:0, Messi strzelał po trzy bramki, a oni powtarzali "Guardiola, Guardiola" - mówi komentator TVP Jacek Laskowski. Przed rewanżem 1/8 finału Ligi Mistrzów znawca hiszpańskiej piłki zastanawia się, czy bez Guardioli i bez Tito Vilanovy, który zastąpił go na stanowisku trenera, Barcelona wstanie z kolan i wyeliminuje Milan mimo porażki w pierwszym meczu 0:2. Relacja Z Czuba na żywo we wtorek o godz. 20.45.

Łukasz Jachimiak: Wierzy pan, że Barcelona odrodzi się w meczu z Milanem i awansuje do ćwierćfinału Ligi Mistrzów?

Jacek Laskowski: Patrząc, jak obecnie gra najlepsza drużyna ostatnich lat, i wiedząc, że Milan, który wygrał pierwszy mecz 2:0, będzie robił wszystko, by Barcelona cierpiała, można mieć wątpliwości, czy to się ekipie z Katalonii uda. Z drugiej strony w sporcie wszystko może się zdarzyć. Pewnie wszyscy pamiętamy półfinał sprzed trzech lat, w którym Barca mierzyła się z Interem. Po porażce w pierwszym meczu 1:3 u siebie grała pięknie, ale Jose Mourinho i jego rozpaczliwie broniący się Inter przetrwali, przegrali tylko 0:1 i awansowali do finału. Wtedy kibice Barcelony nie mogli się z tym pogodzić, bo w doliczonym czasie gry gola na 2:0 strzelił Bojan Krkić, ale sędzia niesłusznie bramki nie uznał. Z drugiej strony niedawna Barca, grając tak, jak ostatnio gra, przegrywała w lidze z Granadą i nic nie była w stanie jej zrobić, aż nagle bramkarz wypluł piłkę pod nogi Lionela Messiego, ten strzelił na 1:1 i wszystko się odmieniło, lider wygrał mecz. We wtorek na Camp Nou naprawdę może się zdarzyć wszystko.

Kibicom Barcelony chyba trudno o optymizm, gdy drużyna przeżywa kryzys, do odrobienia ma dużą stratę, za rywala zespół, który ostatnio spisuje się naprawdę dobrze, a trener nie pomoże, bo leczy nowotwór?

- O tym, w jak trudnej sytuacji jest drużyna, cała Katalonia dyskutuje od pierwszego meczu z Milanem. W tamtejszej prasie już dzień po porażce mnóstwo było tekstów motywujących piłkarzy, podnoszących ich na duchu, przekonujących, że remontada, czyli odrobienie strat, jest możliwa. Kiedy to czytałem i czytam, bo ta kampania cały czas trwa, myślę sobie, że tak świetni piłkarze nie potrzebują tego rodzaju pomocy, że sami doskonale wiedzą, na ile ich stać, i w siebie wierzą. Ale trzeba też pamiętać, że starcia Barcelony z Milanem mają swoją historię, że w tej fazie Ligi Mistrzów żadna inna rywalizacja, nawet ta Realu Madryt z Manchesterem United, nie budziła aż tylu emocji. Dlatego pewnie jednak ważne jest wsparcie, jakie dają drużynie wszyscy, którzy się z nią utożsamiają. Ta piękna mozaika, którą szykują fani Barcelony, ten napis "Jesteśmy drużyną", jaki zaprezentują tuż przed meczem, może być bardzo pomocny.

Messiemu i spółce bardziej przydałby się chyba trener reagujący na to, co dzieje się na boisku. Jordi Roura, asystent Tito Vilanovy, przeżywa trudny czas, Gerard Pique stwierdził nawet, że Barca bez swego trenera jest jak firma bez dyrektora.

- Każdy, kto choć trochę śledzi grę Barcelony w ostatnich latach, już po kilku minutach meczu jest w stanie stwierdzić, jak do samego końca będzie jej szło. Kiedy Barcelona atakuje rywala wysoko, a więc na jego połowie, i to niedaleko pola karnego, jest jasne, że przez cały czas będzie dominować, że nie da mu spokoju i że zrealizuje swój cel albo będzie tego bardzo bliska. Ostatnio rzeczywiście wygląda to tak, że przydałby się jej ktoś, kto nawet nie tyle ciągle krzyczałby "pressing", ale kto chociaż co jakiś czas szepnąłby piłkarzom coś na ten temat.

Może zawodnicy o tym pamiętają, ale brakuje im siły, żeby grać tak aktywnie?

- Wydaje się, że ta drużyna ma kłopoty z przygotowaniem fizycznym. Oczywiście oni wszyscy zapewniają, że czują się mocni, ale trudno oczekiwać, że ktokolwiek powie: "jesteśmy słabi, przetrenowani". Przecież to byłoby wzmacnianie rywala, zwiększanie jego pewności siebie. Wydaje mi się, że piłkarze Barcelony mają problem z przygotowaniem fizycznym, bo przecież ci, którzy tak świetnie grali razem przez ostatnie cztery i pół roku, nagle nie zapomnieli, jak się to robi.

Skąd według pana wzięły się te problemy?

- Nie mam pojęcia, nie znam się na tym. Na pewno to nie jest takie proste, jak się niektórym wydaje. Wiem, że my w Polsce lubimy siąść, popatrzeć, jak pada śnieżek, i poopowiadać sobie, jak to pewnie Tito Vilanova pozmieniał plany treningowe, które drużyna realizowała, kiedy prowadził ją Josep Guardiola. To wszystko nie jest takie proste, a wielkie kluby działają o wiele bardziej profesjonalnie, niż nam się wydaje. Może być tak, że w ostatnim czasie zawodnicy Barcy mocniej popracowali, żeby być w najwyższej formie w maju, bo wiem, że tak to bywało za czasów Guardioli. On w styczniu i w lutym potrafił trochę dokręcić zawodnikom śrubę, ale na pewno nie na tyle, żeby odpadali w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Nad kondycją piłkarzy pracował tam, i nadal pracuje, sztab ludzi, trudno powiedzieć, co konkretnie mogło pójść nie tak, jak powinno.

Zgadza się pan, że kłopoty, jakie przeżywa teraz Barcelona, pokazują, że nie ma drużyn, które mogłyby kroczyć od zwycięstwa do zwycięstwa, nie mając dobrego trenera?

- Na pewno wielu teraz rozumie, ile znaczył dla Barcelony Guardiola. Opowieści, że naszpikowany świetnymi zawodnikami zespół do zwycięstw poprowadziłby każdy, były dla niego bardzo niesprawiedliwe. Daję słowo, że Katalończycy, których znam, o Guardioli zazwyczaj mówili "el dios" (Bóg). Drużyna wygrywała po 5:0, Messi strzelał po trzy bramki, a oni powtarzali: "Guardiola, Guardiola". To był więcej niż trener. Dla jednych był ojcem, dla innych przyjacielem, dla wszystkich kimś wielkim. Nie wiem, jak będzie sobie radził w Bayernie, ale w Barcelonie był najważniejszy. Zazwyczaj o trenerze mówi się wtedy, kiedy drużyna przegrywa, w tym przypadku było inaczej. Nie przesadzę, jeśli powiem, że Guardiola miał w Barcelonie taki status, jaki w Manchesterze United ma Alex Ferguson. On był człowiekiem stamtąd, w Barcelonie stał się piłkarzem, wygrywał z nią najważniejsze rozgrywki jako zawodnik, a później, jeszcze jako trener rezerw, miał zaplanowaną przyszłość jako szkoleniowiec pierwszej drużyny i dokładnie wiedział, co z nią zrobi. Nie mam pojęcia, jak po jego odejściu czuli się piłkarze, bo nigdy nie znalazłem się w takiej sytuacji. Gdybym kiedyś trenował u wybitnego specjalisty, a później prowadziłby mnie jego asystent, mógłbym coś powiedzieć. A tak mogę się tylko zastanawiać.

I co panu przychodzi do głowy?

- Że Messi, Xavi, Iniesta i inni nie spotkali się i nie ustalili, że dziennikarzom wypada mówić, że się cieszą, kiedy Guardiolę zastępował Vilanova. Myślę, że oni rzeczywiście czuli się dobrze, wiedząc, że myśl Guardioli będzie kontynuowana. Teraz mówimy o kryzysie Barcelony, ale nie zapominajmy, że jej niesamowita seria zwycięstw sprzed kilku miesięcy i jej wciąż pokaźna, 13-punktowa przewaga nad Realem w lidze, nie wzięła się znikąd. Vilanova tego wszystkiego nie wygrał na loterii, nie przyszedł do gazet i nie nakazał dziennikarzom, żeby zachwycali się grą drużyny. Jeszcze niedawno Barca grała naprawdę znakomicie, ci piłkarze na pewno o tym pamiętają. Dlatego mecz z Milanem zapowiada się naprawdę niezwykle ciekawie. Moim zdaniem to najciekawsze spotkanie tego półrocza.

Więcej o: