Liga Mistrzów. "Nie panikuj", czyli jak rosło BATE

W środę sensacyjnie pokonali Lille 3:1. To ich pierwsze zwycięstwo w Lidze Mistrzów i niemal na pewno nie ostatnie

BATE awansuje do kolejnej rundy LM? Podyskutuj na Facebooku ?

Żeby zrozumieć, do jakiej sensacji doszło w Lille, trzeba się cofnąć do czasów, gdy kluby białoruskie zabawę w europejskich pucharach kończyły jeszcze wcześniej niż polskie. Pięć lat temu tamtejsza liga zajmowała 40. miejsce w rankingu UEFA, za liechtensteińską i islandzką.

Dziś jest na 19. pozycji, tuż za Polską, ale pewnie ją w tym sezonie wyprzedzi. Awans zawdzięcza zespołowi, którego mecze średnio ogląda 4,1 tys. widzów i który spotkania w LM rozgrywa na stadionie w Mińsku, bo obiekt w Borysowie do elitarnych rozgrywek się nie nadaje.

Od 2007 r. tylko BATE reprezentowało Białoruś w Lidze Mistrzów albo Lidze Europejskiej. Ale aż pięć razy z rzędu! Czasem eliminowało Anderlecht, Lewskiego Sofia, Liteks Łowecz, Sturm Graz albo Maritimo, czasem pokonało Everton, AZ Alkmaar lub AEK Ateny, czasem remisowało z Milanem, Juventusem, Zenitem St. Petersburg lub Dynamem Kijów, i minimalnie (0:1) uległo Realowi Madryt. W środę odniosło pierwsze zwycięstwo w fazie grupowej LM. Pobiło trzecią drużynę poprzedniego sezonu ligi francuskiej, która latem na rozgrywającego Marvina Martina wydała 10 mln euro. W rankingu UEFA mistrzowie Białorusi zajmują już 55. miejsce. Najwyżej klasyfikowany klub ekstraklasy - Lech Poznań - 73.

To nie jest opowieść o maluchu, w który miliarder wpompował dziesiątki milionów euro, a sukces oparł na imporcie. W kadrze na LM znajdziemy tylko dwóch obcokrajowców: Ormianina i Serba. Znajdziemy też zawodników, którzy w polskiej lidze grali (Michaił Siwakow pół roku w Wiśle), oraz takich, którymi polskie kluby się interesowały (Witaliego Rodionowa obserwowały Lech i Wisła). Najbardziej rozpoznawalny, 31-letni Aleksander Hleb, który kiedyś świetną grą w Arsenalu zasłużył na transfer do Barcelony, ostatnio nie poradził sobie nawet w rosyjskim słabeuszu - Krylji Sowietow Samara. Podbój Europy zaczynali Białorusini z 1,2 mln euro budżetu, dziś wynosi on 2 mln. W ekstraklasie mniejszy ma tylko GKS Bełchatów. - O szaleństwach transferowych nie ma mowy, chcemy zainwestować w infrastrukturę. Nie sprowadzimy gwiazd, które będą z góry patrzeć na naszą młodą drużynę - mówił rok temu prezes Anatoli Kapski. Na fazie grupowej BATE zarobiło 8 mln euro.

Kapski w połowie lat 90. wymarzył sobie drużynę opartą na wychowankach szkolonych według jednego wzoru: od dziecka do seniora. Ze szkoleniowcami juniorów podpisywał przynajmniej czteroletnie umowy. "Nie panikuj", "Ufaj trenerowi" - to jego naczelne zasady. Od 1996 r. BATE prowadziło trzech szkoleniowców. Wisła zatrudniała tylu w ostatnim roku.

Od pięciu lat szatnią Borysowa zarządza Wiktar Hanczarenka, który wcześniej był w klubie piłkarzem, trenerem rezerw i asystentem. W Lidze Mistrzów debiutował niedługo po 31. urodzinach (to rekord), dziś ma 35 lat, cztery mistrzostwa i puchar kraju. Musi być fachowcem, skoro z zespołem składającym się głównie z Białorusinów od lat dokucza silniejszym od siebie, a tamtejsza reprezentacja w eliminacjach Euro 2012 wyprzedziła tylko Luksemburg i Albanię, a walkę o mundial w Brazylii zaczęła od porażek z Gruzją i Francją. - Obejrzeliśmy mnóstwo meczów Lille, byliśmy świetnie przygotowani i wiedzieliśmy, jak chcemy grać. Zwycięstwo jest historyczne, ale to dopiero pierwszy krok - mówił Hleb.

Bój o fazę pucharową mistrzowie Białorusi będą łączyć z walką o obronę tytułu w kraju. Łatwo nie będzie - rok temu Szachtior Soligorsk stracił do mistrza tylko pięć punktów, dziś, na 13 kolejek przed końcem, traci do faworyta tylko punkt.

Więcej o: