Liga Mistrzów. Porażka Bayernu, czyli szok, blamaż i internat dla dziewcząt

Murawa? Skandalicznie nierówna. FC Basel posyłał zbyt dużo długich podań i na dodatek śmiał przeszkadzać Bayernowi w grze technicznej - tak bawarski klub tłumaczy się z katastrofalnego 0:1 w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Jest jak tykająca bomba. Kiedy wybuchnie, będą ofiary.

Sport.pl w mocno nieoficjalnej wersji... Polub nas na Facebooku ?

- Skończ już z tymi pier... pytaniami! - wypalił tuż po meczu do reportera niemieckiej telewizji szef Bayernu Uli Hoeness. Tak nerwowo nie było w jego firmie od dawna.

Hoeness wyglądał jak rozjuszony byk, który jest gotowy stratować wszystko, co ma na drodze. Także dziennikarza usiłującego ustalić, dlaczego as Bayernu Franck Ribery w 71. min przeszedł obojętnie obok trenera Juppa Heynckesa, ostentacyjnie nie podając mu dłoni.

To kolejny dowód na to, że relacje między najważniejszymi postaciami Bayernu są napięte. Otwarcie mówi się o konflikcie między Arjenem Robbenem a Thomasem Müllerem, którego nie lubi także Ribery. Teraz napięte są stosunki między Francuzem, a Heynckesem. I nie tylko między nimi. Po porażce w Bazylei w szatni miało dojść do przepychanek między kilkoma zawodnikami. Szkoleniowiec według niemieckich gazet tylko biernie się temu przyglądał, nie wkraczając między kłócących się piłkarzy. Dla mediów to wyraźny sygnał, że w Bayernie dzieje się źle. Dla Hoenessa - dowód na to, że dziennikarze są stronniczy i doszukują się podtekstów, zamiast pomagać w budowie wielkiego zespołu.

Jeszcze będąc na antenie szef Bayernu - ciskając przekleństwami - wyrzucił z siebie, że "po takim spotkaniu nikt nie chce podawać ręki". Nie zwrócił uwagi na to, że jedyny gol w środowym meczu padł w 86. min - już po tym, jak Ribery zignorował trenera. Kiedy reporter pytał o zachowanie Francuza, Hoeness zrugał go: - Czy my jesteśmy w internacie dla dziewcząt?

Kiedy był już nieco spokojniejszy, wyliczał przyczyny porażki gwiazdorskiego Bayernu. Najpierw zasugerował, że boisko nijak ma się do równej nawierzchni w Monachium. To miało przeszkadzać niemieckiej drużynie w pokazaniu pełni możliwości. Później stwierdził, że Bayern chciał zaprezentować futbol efektowny i techniczny, a rywale ograniczali się wyłącznie do długich podań.

Inni Bawarczycy podkreślali, że wynik 1:0 uważają za niesprawiedliwy. Bramkarz Manuel Neuer był nawet gotowy wyliczyć, że to Bayern miał więcej groźnych sytuacji, tylko brakowało mu szczęścia. - FC Basel nie zasłużyło na zwycięstwo - mówił.

Legendy Bayernu na wynik patrzą inaczej. - Nie gramy dobrze, trzeba to poprawić - mówi Karl-Heinz Rummenigge. - Teraz musi być eksplozja. Tylko czy ofiarom uda się pozbierać przed rewanżem? - zastanawia się Franz Beckenbauer. Dobił Bayern stwierdzeniem, że przed totalną kompromitacją drużynę uratował bramkarz.

Media nie mają wątpliwości - Bayern znalazł się w poważnym kryzysie. "Szok!", "blamaż" - piszą. Tabloid "Bild" - zwykle przyjazny Bawarczykom - snuje czarne wizje: przedwczesne pożegnanie z Ligą Mistrzów i coraz większe możliwości porażki z Borussią Dortmund w Bundeslidze. Jeszcze przed spotkaniem w Bazylei dziennik ""Süddeutsche Zeitung" pisał o Bawarczykach, że nie są drużyną i "grają bez taktyki".

Niezależnie od wyniku rewanżu z FC Basel trenerem Bayernu wedle kilku dzienników ma w nowym sezonie zostać Lucien Favre, architekt sukcesów Borussii Mönchengladbach.

Tak bankrutują wielkie piłkarskie kluby. Glasgow Rangers nie są pierwsi ani ostatni "

Więcej o: