Aplikacja
Aplikacja Sport.pl LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa. Wisła bierze koronę od Lecha

Wisła przełamała kompleks Lecha i już w niedzielę, trzy kolejki przed końcem sezonu, może świętować odzyskanie tytułu.

Mecz Wisły z Lechem to pojedynek zespołów, które mają sobie czego pozazdrościć. Krakowianie w tym wieku niemal zmonopolizowali krajowe podwórko. Gdyby nie pechowy samobójczy gol Mariusza Jopa w przedostatniej kolejce poprzedniego sezonu, byliby na najlepszej drodze po czwarty tytuł z rzędu (w historii tylko Górnikowi Zabrze udało się zdobyć pięć mistrzostw z kolei), a ósmy po 2000 roku.

Za to w europejskich pucharach od 2008 roku nie potrafią zdziałać właściwie nic, a ostatnio ich występy naznaczone są kompromitującymi porażkami (z Levadią Tallin i Karabachem Agdam). W ostatnich trzech startach w Europie potrafili wyeliminować tylko Beitar Jerozolima i półamatorski Litwinów z FK Szawle.

W Wiśle 'mistrza już mają, na Ligę Mistrzów czekają'. Dlaczego Lech nie chciał wygrać?

 

Lech w tym wieku na podium stanął tylko raz - wygrał ligę m.in. dzięki wspomnianemu Jopowi w poprzednim sezonie. Za to od 2008 roku w Europie radzi sobie tak, że Wisła może tylko patrzeć na rywala z zazdrością. Dwa razy przebrnął fazę grupową Ligi Europy i odpadał w 1/16 finału. Słabiej wypadł w poprzedniej edycji, bo w IV rundzie eliminacji nie sprostał belgijskiemu Clube Brugge. W przeciwieństwie do krakowian nie zanotował kompromitujących wpadek. W trzech startach wyeliminował sześciu rywali, a w rozgrywkach grupowych wygrywał bądź remisował m.in. z Juventusem Turyn, Manchesterem City, Feyenoordem Rotterdam czy Deportivo La Coruna.

Słabe występy w europejskich pucharach mogą tłumaczyć niemoc Wisły w meczach z Lechem. Odkąd poznaniacy, jak na drużynę z polskiej ligi, odnoszą sukcesy w Europie, krakowianie nie pokonali ich ani razu w dziewięciu spotkaniach (sześć w lidze, dwa w PP i raz w Superpucharze).

Dlatego mecz z Lechem mógł Wiśle pokazać, czy daleko krakowianom do Europy. Tym bardziej że po porażce ze Śląskiem Wrocław Kazimierz Węgrzyn (były wiślak, ekspert Canal +) stwierdził, że z taką grą wiślacy nie mają czego szukać w walce o Ligę Mistrzów. Po kolejnej porażce (z Górnikiem) trzy grosze dorzucił pomocnik Wisły Tomas Jirsak. - Nawet jak zdobędziemy tytuł, to co dalej? Zagramy katastrofalnie jak z Górnikiem i znów nic nie wyjdzie z LM - mówił Czech.

Robert Maaskant, trener Wisły, krytykę przyjął ze spokojem. Stwierdził, że w europejskich pucharach jego drużyna na pewno będzie grała inaczej, a na dodatek w zmienionym składzie. Trzon drużyny jednak pozostanie, choć z klubu może odejść nawet ośmiu piłkarzy. Rewolucji jednak nie będzie, bo będą to jednak głównie gracze, którzy się nie sprawdzili - Serge Branco, Nourdin Boukhari, Andres Rios. Kontrakt kończy się Maciejowi Żurawskiemu i nie zostanie przedłużony. Na grę nie ma co liczyć zamieszany w aferę korupcyjną Wojciech Łobodziński. Umowy wypożyczenia wygasają Michaiłowi Siwakowowi i Erikowi Czikoszowi. Maaskant chciałby ich zatrzymać, ale tylko w przypadku Słowaka klub ma opcję pierwokupu.

W Wiśle zdają sobie sprawę, że drużynę trzeba będzie wzmocnić. Potrzebni jest napastnik. Gdy tylko w dwóch meczach zabrakło Cwetana Genkowa, nikt nie potrafił zastąpić Bułgara w zdobywaniu goli. Nie ma też alternatywy ani dla bocznych obrońców ani skrzydłowych.

Wisła ma asa w rękawie w postaci dyrektora sportowego Stana Valckxa. Trzy z pięciu zimowych transferów wypaliły znakomicie (Sergiej Pariko, Maor Melikson i Genkow). Więcej można był oczekiwać od Kewa Jaliensa, ale doświadczenia Holendra w europejskich pucharach i reprezentacji może jeszcze zaprocentować.

Wisła miała okazję, by sprawdzić, jak grać przeciwko drużynie, która przyjechała przede wszystkim po to, by nie przegrać. Trener Jose Bakero ustawił zespół defensywnie, co było o tyle dziwne, że chce wywalczyć z nią wicemistrzostwo. Wisła przeważała, ale dogodnych okazji prawie nie stwarzała. Najlepszą miał Andraż Kirm, ale zmarnował sytuację sam na sam. Niewidoczny był Maor Melikson, jedna z wiślackich nadziei na sukcesy w europejskich pucharach.

W końcu gospodarze znaleźli sposób na defensywę gości. Genkow bez problemu poradził sobie w polu karnym z Bartoszem Bosackim i dał Wiśle pierwsze zwycięstwo nad Lechem od 1152 dni.

Czytaj też relację Z Czuba i na żywo ?

Więcej o: