Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa. Wołąkiewicz w Lechu, następny Pawłowski?

Reprezentacyjny obrońca Hubert Wołąkiewicz podpisał kontrakt z Lechem. By zagrał w Poznaniu już wiosną, trzeba będzie zapłacić jego dotychczasowemu klubowi, Lechii Gdańsk. Lechia chce pół miliona zł. Kolejnym celem transferowym "Kolejorza" jest Szymon Pawłowski z Zagłębia Lubin, który może być następcą Sławomira Peszki.

25-letni piłkarz podpisał z Lechem czteroletni kontrakt, który zacznie obowiązywać 1 lipca tego roku. Formalnie Wołąkiewicz wciąż jest więc piłkarzem Lechii i teoretycznie do końca sezonu powinien grać w Gdańsku. To jednak mało prawdopodobne, bo w interesie wszystkich stron transakcji - piłkarza i obu klubów - jest transfer już teraz, zimą. Lech potrzebuje obrońcy od zaraz, Lechia chciałaby na jego transferze coś zarobić (po sezonie piłkarz odszedłby za darmo), no i sam Wołąkiewicz gdyby jednak został jeszcze na pół roku w Gdańsku, znalazłby się w trudnym położeniu. - Nie da się ukryć, że wolałbym już teraz odejść do Lecha - podkreśla zawodnik. - Wiadomo jak specyficzna jest sytuacja kiedy zawodnik ma już podpisany kontrakt z innym klubem, a gra dla innego. To na pewno nie byłoby łatwe. Mogę jednak zapewnić, że jeśli tak się stanie na pewno nie będę stosował taryfy ulgowej i zrobię wszystko aby Lechia zajęła jak najwyższe miejsce na koniec sezonu - zapewnia Wołąkiewicz.

Lech już teraz zapewnia, że podejmie rozmowy na temat transferu zimą. - W najbliższych dniach będziemy chcieli porozmawiać z władzami Lechii o ewentualnym transferze definitywnym zawodnika w tym oknie transferowym - deklaruje na stronie internetowej Lecha dyrektor sportowy Marek Pogorzelczyk.

Pozostaje zatem kwestia wynegocjowania ceny. Oficjalne stanowisko Lechii nie jest jeszcze znane, ale można założyć, że klub nie będzie na siłę trzymał piłkarza do końca sezonu. Według nieoficjalnych informacji, gdańszczanie zamierzają rozpocząć rozmowy od kwoty pół miliona zł, Lech liczy, że ściągnie Wołąkiewicza już za 300 tys. zł. - To Lech powinien wystąpić z ofertą, zobaczymy jaka będzie ich propozycja. Do tego czasu nie chcę komentować sprawy - mówi dyrektor klubu z Gdańska Błażej Jenek.

Lech - wbrew temu co deklarował jeszcze kilka dni temu - zamierza jednak poszukać następcy Sławomira Peszki. Wkrótce ma zostać sfinalizowany transfer Szymona Pawłowskiego z Zagłębia Lubin. Mistrzowie Polski cały czas rozglądają się za wzmocnieniem linii ataku. Wiadomo już, że jeśli chce sprowadzić Bułgara Cwetana Genkowa, będzie musiał wydać 400 tys. euro - za taką kwotę rosyjskie Dynamo Moskwa zgodzi się, by piłkarz zmienił barwy klubowe. Bułgara, który w tym roku był wypożyczony do Lokomotiwu Sofia, chcą u siebie mieć Lech Poznań, Wisła Kraków i grecki PAOK Saloniki.

Poznański klub zwolnił wczoraj trenera napastników Andrzeja Juskowiaka. - Usłyszałem, że to decyzja trenera Bakero. Nie jestem już potrzebny - powiedział nam Juskowiak tuż po tym, jak po południu rozwiązano z nim umowę. Były znakomity piłkarz Lecha, ale też m.in. Sportingu Lizbona, Olympiakosu Pireus, Borussia Moenchengladbach, VfL Wolfsburg wrócił do pracy w Poznaniu latem 2009 r. Został włączony do sztabu trenerskiego Jacka Zielińskiego. To jednak nie on wskazał Juskowiaka jako swojego współpracownika. Władzom Lecha bardzo zależało na sprowadzeniu do klubu kogoś, kto mógłby być twarzą klubu i w tej roli zastąpić skompromitowanego udziałem w aferze korupcyjnej Piotra Reissa. Juskowiak często pełnił też rolę skauta i jeździł oglądać kandydatów do gry w Poznaniu. Jego sytuacja zmieniła się wraz z przyjściem Bakero. - Od tego momentu w zasadzie już nie miałem co robić, bo trener wszystkim zajmował się sam - mówi Juskowiak. - Nie jestem ani zaskoczony, ani rozczarowany. Zawsze chętnie pracuję w miejscu w którym mnie chcą. A skoro w Lechu mnie nie chcą, to trudno - dodaje król strzelców Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie.

Wszystko o Ekstraklasie w specjalnym dziale Sport.pl ?

Więcej o: