Ekstraklasa Podsumowanie rundy jesiennej - liga nie pomaga Smudzie

Na tle kilku niezłych obcokrajowców (Saidi Ntibazonkiza, Abdou Razack Traore) sprowadzonych przed tym sezonem oraz piłkarzy z zagranicznymi paszportami grającymi w niej dawniej tym bardziej widać było tej jesieni rodzimą mizerię.

Ekstraklasa nijak nie pomogła trenerowi reprezentacji Polski. Wracający z zagranicy niemal oldboje nie dodali jej ani grama wartości (Artur Wichniarek, Maciej Żurawski, Arkadiusz Radomski), nie wyszły z cienia nowe gwiazdy, tzw. solidni ligowcy również nie zaimponowali niczym nowym.

Tylko w składzie rewelacyjnego lidera z Białegostoku istotnie pojawiło się nazwisko, które można wziąć za odkrycie jesieni i nazwać przyszłością polskiej piłki. To oczywiście 20-letni Tomasz Kupisz, który po trzech latach raczej bezproduktywnego terminowania w angielskim Wigan wrócił i, jak się wydaje, trafił w dziesiątkę. Gra w mocnym zespole, strzela gole, już dostał nominację od Franciszka Smudy - jego kariera rozwija się harmonijnie.

Reprezentacyjne perspektywy ma też Kamil Grosicki, który jeśli wygra z własną głową i nie zostanie wkrótce sprzedany na peryferie Europy, ma nie tylko szanse na epizody u Smudy. Reszta w Białymstoku, nie licząc jeszcze zdolnego bramkarza Grzegorza Sandomierskiego, to albo obcokrajowcy, albo gracze już wiekowi. Symbolem tych ostatnich jest Tomasz Frankowski, napastnik wielki, ale w kadrze może być (i jest!) już tylko pomocnikiem trenera.

Dla wieloletniej opoki Wisły Pawła Brożka to była jedna z najgorszych rund w karierze. Tylko sześć goli (dwa z karnych) i niewesołe perspektywy mimo zaskakujących powołań Smudy. Patryk Małecki im lepiej spisuje się na boisku, tym gorzej się na nim zachowuje, jego problem jest własny, nie do przyjęcia w cywilizowanym świecie charakter, nie futbol. Czy Smuda potrafi wydobyć z jego systemu nerwowego korzyści dla reprezentacji? Oby.

Maciej Żurawski zgasł jak świeczka na wietrze, przekleństwem niedocenianego w lidze Cezarego Wilka jest to, że na jego pozycji może grać w Wiśle Radosław Sobolewski i kilku obcokrajowców. A właśnie Wilk mógłby stać się reprezentacyjnym odkryciem.

Ewentualni legijni kadrowicze - Maciej Rybus i Ariel Borysiuk - najpierw muszą wygrać walkę o miejsce w składzie klubowym, a zwłaszcza ten pierwszy na razie ją przegrywa. O obu nie dowiedzieliśmy się tej jesieni niczego więcej, niż wiedzieliśmy wcześniej.

W Koronie wciąż rządzi nieśmiertelny Brazylijczyk Edi, któremu do pomocy dołożono Serbów Aleksandara Vukovicia oraz Nikolę Mijailovicia. OK jest Andrzej Niedzielan, który dał siedmiogolowy popis w sześciu meczach (tyle że Smudy wcale tym nie przekonał), po pierwsze, później zapadł w urazowy i pourazowy marazm, po drugie, ma prawie 31 lat (kto policzy, ile będzie miał w czasie Euro?).

Ligowe niespełnienie, pucharowe superprzebłyski i reprezentacyjne antypopisy w Lechu uosabia oczywiście Sławomir Peszko. To największa enigma polskiego futbolu. Niby grać potrafi (choćby ostatni mecz z Juventusem), niby mu się nie chce (cała jesień ekstraklasy) i niby pokazuje prawdziwą twarz (alkoholowe wybryki na zgrupowaniach kadry). Czy to jest solidny ligowy fundament reprezentacji? Wątpię. Zwłaszcza że on sam nie wie, w którym klubie chciałby grać, jego perypetie z możliwym transferem do Panathinaikosu Ateny są bardzo wymowne. Ktoś jeszcze z Lecha? Może Grzegorz Wojtkowiak, może Jakub Wilk... Ale co tu mówić o reprezentacyjnych Polakach w drużynie mistrza Polski, skoro to zespół, który ma największy w ekstraklasie procentowy udział obcokrajowców w tzw. minutograczach.

Warszawska Polonia kupiła już wszystkich zdolnych z polskiej ligi, ale czy oni coś jej i owej lidze dali? Gdzie jest choćby Artur Sobiech z wiosny? A Maciej Sadlok, którego Polonia kupiła już wcześniej, a który ma przyjść do Warszawy dopiero teraz... Zauważył go pan, panie Smuda, jesienią w Ruchu Chorzów? Bo ja nie.

Ktoś jeszcze z polskiej ligi? Może Waldemar Sobota ze Śląska Wrocław. Przybyły tego lata z MKS Kluczbork skrzydłowy. Jeden gol, trzy pełne mecze - to naprawdę wystarcza, by być odkryciem jesieni?

Tego samego kalibru symbolem, z jednej strony niemożności w przydzielaniu kadrowych nominacji, a z drugiej - Smudowej rozpaczy w ich znajdowaniu, jest 22-letni bramkarz Widzewa Bartosz Kaniecki. Dostał powołanie do kadry po trzech (!) meczach w lidze. Wiem, że to dla niego ważne, ale czy na takich jak on ma się opierać reprezentacja Polski?

286 goli

W 120 meczach jesieni padło 286 goli, co daje średnią 2,38 (przed rokiem - 2,26). Jedenaście bramek zaliczono jako samobójcze. Gole strzelali obywatele 17 państw.

1,53 Polonii W. i Widzewa

Najskuteczniejsze Polonia Warszawa i Widzew Łódź strzelały średnio 1,53 gola na mecz. Na przeciwnym biegunie jest Arka Gdynia - 0,6. Najlepsza w obronie Jagiellonia Białystok traciła średnio 0,87 bramki na spotkanie, najsłabsza w tyłach Cracovia - 2,07.

66-28-26

W piętnastu kolejkach 66 zwycięstw odnieśli gospodarze, 26 goście. Było 28 remisów.

22 jedenastki

Sędziowie przyznali 27 rzutów karnych. Pięć nie zostało wykorzystanych. Najwięcej (po 3) wykonywały Wisła i Legia, ani jednego - Górnik i Ruch. Najwięcej karnych (po 3) przyznano przeciw Legii, Górnikowi i GKS Bełchatów, ani jednego przeciw Jagiellonii i Polonii Bytom.

Oczywiście 1:0

Najczęstszym wynikiem tradycyjnie było 1:0. Padł aż 33 razy (27,5 proc. meczów), następny w kolejności (2:1) zanotowano ponad dwukrotnie rzadziej - w 16 meczach. Jeśli do 1:0 doliczyć tuzin bezbramkowych remisów - okaże się, że aż w 37,5 proc. spotkań widzowie obejrzeli co najwyżej jednego gola.

14 razy Korona

Korona Kielce nie strzelała goli tylko w jednym meczu (w trzech Wisła i GKS). Najczęściej nie potrafiła pokonać bramkarza Arka (9), tuż za nią są: Cracovia, Ruch i Lech (po 7 meczów bez gola).

Lepsi na wyjazdach

Więcej punktów na wyjazdach niż u siebie zdobyła tylko Korona. Więcej goli w gościach strzelił tylko Ruch.

9-6-1

Dziewięć zespołów ma dodatnią różnicę goli, sześć - ujemną, jeden tyle samo goli zdobył, co stracił. Na własnym boisku tylko Cracovia wyszła w tej klasyfikacji na minus, tylko Korona na remis. Kielczanie są z kolei jedyną drużyną w lidze, która na wyjazdach częściej trafiała, niż traciła. Polonia Warszawa wyszła na remis, reszta ma w gościach ujemną różnicę.

Zera

Tylko jeden klub ma zero w globalnych statystykach całej rundy - Legia nie zremisowała ani jednego meczu.

Jeśli chodzi o osiągnięcia w mniejszej skali, to:

- Jagiellonia nie przegrała i nie zremisowała u siebie;

- na własnym boisku nie przegrały także Wisła i Arka, nie zremisowała (nie licząc Legii) Cracovia;

- na wyjazdach poza Legią nie remisował też Górnik, nie zwyciężały Arka i Cracovia;

- Arka nie strzeliła ani jednego gola na obcych boiskach.

Milion widzów

120 jesiennych meczów obejrzało w sumie 1 020 975 widzów. Daje to średnią 8508 osób na spotkanie.

Największą widownię miała Legia - przeciętnie 19 256 osób na meczu. Na spotkania Lecha przychodziło średnio 18 850 widzów. Te dwa kluby wyraźnie wyprzedzają resztę (jeszcze tylko Wisła i Korona mają przeciętną ponad 10 tys.). Na przeciwnym biegunie jest Arka, na mecze której przychodziło średnio 3057 fanów.

Największą publikę (23 792) przyciągnął mecz Lech - Wisła. W Poznaniu czterokrotnie, w Warszawie trzykrotnie tej jesieni piłkarze grali przed widownią ponad 20-tys.

Nowy piłkarz Widzewa. Lepszy od Sernasa?  ?

Więcej o: