Ekstraklasa. Klub, policja i ochrona dyskutują, dlaczego kibol narozrabiał

Fani z Poznania wdarli się na stadion Ruchu. Policja uważa, że winę za całe zamieszanie ponoszą kluby.

Wideo, bramki i skróty z ekstraklasy w serwisie Ekstraklasa.tv ?

Wojciech Todur: Jak to możliwe, że blisko tysiąc kibiców Lecha przemaszerowało ulicami Chorzowa i wdarło się na stadion Ruchu?

Krzysztof Hermanowicz, kierownik ds. bezpieczeństwa chorzowskiego klubu: - Taka sytuacja zdarzyła się po raz pierwszy. Zawiniła słaba komunikacja między policją a organizatorem spotkania. Gdy kibice Lecha wyłamywali stadionowe bramy, mieliśmy akurat odprawę z policją i delegatem PZPN. Wcześniej otrzymaliśmy informację, że fani Lecha przyjadą do Chorzowa na 15.20. Impreza masowa - a taką jest mecz ekstraklasy - rozpoczyna się dwie godziny przed pierwszym gwizdkiem, czyli w tym przypadku o 15.15. Tymczasem poznaniacy - ku naszemu zaskoczeniu - pojawili się na stadionie już około 14.40.

Czy to prawda, że przeszli z dworca na stadion bez asysty policji?

- Nie wiem. Faktem jest jednak, że gdy wyłamywali bramę, policja była obok. To widać na monitoringu.

Policja zachowywała się biernie?

- Można tak powiedzieć.

Czy kibice Lecha mieli bilety na mecz?

- Wysłaliśmy do Poznania tysiąc wejściówek. Mieliśmy imienną listę kibiców. Doszło jednak do "nieuprawnionego wtargnięcia" na stadion, a tym samym nie było mowy o weryfikacji fanów.

Jak wam się udało wyprowadzić kibiców Lecha poza stadion?

- Byliśmy przygotowani na to, że przyjdzie nam się zmierzyć z agresywną grupą. Firmy zajmujące się ochroną potrafią działać profesjonalnie. Osiemdziesiąt osób sprawnie przeprowadziło całą akcję.

Dlaczego kibice Lecha nie wrócili potem na stadion?

- Nie chcieli poddać się weryfikacji, a to było konieczne, gdyż wcześniej popełnili przestępstwo.

Jakie są straty po "wizycie" kibiców Lecha?

- Naliczyliśmy 21 zniszczonych krzesełek oraz wyłamaną bramę.

Zapłacą za szkody?

- Tego oczekujemy. Przekazaliśmy policji nagranie monitoringu oraz listy z nazwiskami osób, które miały być na tym spotkaniu.

W czasie drugiej połowy doszło do kolejnej zadymy. Tym razem to kibole Ruchu chcieli zaatakować tych z Lecha, którzy wracali na dworzec.

- Poznaniaków poprowadzono najkrótszą drogą, czyli wzdłuż kas dla kibiców Ruchu. Moim zdaniem można było wybrać dłuższą drogę. Też by zdążyli na pociąg. Na szczęście ochrona i policja powstrzymały chorzowian.

Zatrzymano sześć osób, ich dane są znane policji. Sąd zapewne nałoży na nich zakaz stadionowy. Z podobnym wnioskiem wystąpi też klub. Na tym nie musi się skończyć, bo osób, które brały udział w całym zajściu, było więcej.

Justyna Dziedzic, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Chorzowie

- To nieprawda, że kibice Lecha przemaszerowali z dworca na stadion sami. Na czele grupy jechał radiowóz, zabezpieczaliśmy też tyły. Dzisiaj nie stosuje się już policyjnych szpalerów. Reszta funkcjonariuszy zabezpieczała pobliskie ulice, tak by nie dopuścić do ewentualnego spotkania fanów Lecha i Ruchu.

- Na pewno zawiodła komunikacja, ale nie między policją a organizatorem, lecz samymi klubami. Chorzowska policja wiedziała, o której przyjadą fani Lecha. Klub też powinien otrzymać taką informacją od kierownika bezpieczeństwa Lecha, który miał też obowiązek przyjechać do Chorzowa.

- Kiedy fani Lecha w asyście policji dotarli na stadion, powinni czekać na nich organizatorzy. Umożliwić im wejście na obiekt. Czy policja zachowywała się biernie, gdy wyłamywali bramę? Policjanci zabezpieczali wtedy tył grupy. W tamtym momencie o bezpieczeństwo powinien zadbać już organizator spotkania.

- Droga powrotu fanów Lecha na dworzec była najkrótsza i najbezpieczniejsza. Zaznaczam, że policja i służby ochrony nie pozwoliły na starcie fanów. A zatrzymane osoby odpowiedzą m.in. za czynną napaść na funkcjonariusza. Grozi za to nawet dziesięć lat więzienia.

Jeden mecz, dwie czytaj zadymy ?

Więcej o: