Wojciech S. nie był sam?

- Sprawą zajmują się moi prawnicy - tak trener Jagiellonii Białystok Michał Probierz skomentował słowa Sylwestra Cacka w wywiadzie dla piątkowego ?Przeglądu Sportowego?.

Właściciel Widzewa stwierdził m.in: "U mnie bardzo małe szanse mają ludzie powiązani z okresem, za który Widzewowi postawiono zarzuty korupcyjne. Michał Probierz był wtedy kapitanem drużyny, a przyszywany teść (Tadeusz Gapiński) pełnił funkcję kierownika zespołu. Jedno z tych dwóch nazwisk pojawia się w aktach sprawy korupcyjnej."

Cacek umorusał obu panów korupcyjnym brudem, żadnego nie oskarżając wprost. Kilka miesięcy temu najpierw przyczyny niezatrudnienia w swoim klubie Czesława Michniewicza wyjaśnił także jego domniemanym udziałem w aferze korupcyjnej, po czym serdecznie go w tej samej gazecie przepraszał. Teraz konkretnie Probierza już o nic nie posądził, prawda?

Co innego jest jednak w całej sprawie istotniejsze. Pamiętamy przecież linię obrony Widzewa w kilkuletnich potyczkach z PZPN, który w styczniu 2008 r. uznał odpowiedzialność klubu za korupcję i karnie go zdegradował (pomińmy problem niesłusznego nieprzywrócenia łodzian do ekstraklasy przed rokiem, ostatecznie zaliczono ten fakt w poczet kary wynikającej z później orzeczonego, definitywnego już wyroku związkowego Wydziału Dyscypliny).

Ekipa Cacka, która objęła Widzew w 2007 r., uparcie utrzymywała, że jedynym winnym klubowych występków w sezonie 2004/05 (prokuratura postawiła łodzianom zarzut ustawienia 12 meczów, WD uznał, że przekupstwo na pewno miało miejsce w ośmiu przypadkach) jest Wojciech S., ówczesny współwłaściciel (razem ze Zbigniewem Bońkiem) Widzewa. Drużyna brała wtedy udział w szalonym wyścigu o awans, ostatecznie zajęła w pierwszoligowej tabeli czwarte miejsce, co oznaczało baraż z 13. zespołem ekstraklasy - Odrą Wodzisław - który przegrał Widzew. O wyjątkowości tamtych rozgrywek - nawet jeśli brać wymiar tylko przestępczy - świadczy to, że siedem z pierwszych ośmiu klubów w końcowej tabeli zostało ukaranych za kupczenie punktami.

Linia obrony przyjęta od 2008 r. przez nowych sterników zakładała, że całe zło w klubie spowodował Wojciech S. Ponoć on jedyny wiedział o korupcji, on jedyny dogadywał się z sędziami, on jedyny wykładał pieniądze, naturalnie własne. Cała widzewska reszta - sponsorzy, działacze, piłkarze - miała być nieświadoma i niewinna. Doszło do tego, że wynajęci przez klub prawnicy dowodzili, że klub nie może ponosić konsekwencji za jednostkowe czyny S., przez które poniósł przecież ogromne szkody...

Odkrywczo brzmią dziś więc słowa Cacka, że jednak ktoś jeszcze pod szyldem Widzewa taplał się w korupcyjnym bagnie.

Konflikt w Zagłębiu - kibice krytykują działaczy i piłkarzy ?

Więcej o: