Ekstraklasa. Mistrz w strefie spadkowej

Lech znów ma dwie twarze - jedną w lidze, jedną w europejskich pucharach. W niedzielę mistrzowie Polski zagrali fatalnie i po porażce z Ruchem Chorzów znaleźli się w strefie spadkowej. W doliczonym czasie gry Lech miał piłkę meczową, jednak Sławomir Peszko z rzutu wolnego uderzył nad bramką

Dr Jekyll i Mr Hyde - pisali o Lechu Poznań dziennikarze z Anglii przed wyjazdowym meczem Kolejorza z Manchesterem City. Lech zadziwiał wówczas w Lidze Europejskiej, był już po wyjazdowym remisie w Turynie i zwycięskim meczu z Red Bull Salzburg. Nie przeszkadzało mu to seryjnie przegrywać w lidze i zsunąć się w niej w okolice strefy spadkowej. Posadą za tę dziwną dychotomię zapłacił trener Jacek Zieliński - właścicielom Lecha już dwie ligowe porażki wystarczyły, by rozpocząć poszukiwania nowego szkoleniowca. Na "do widzenia" zespół Zielińskiego rozniósł jeszcze w lidze z Wisłą, ale w piękny czwartkowy wieczór w Poznaniu śmietankę spijał już jego następca Jose Mari Bakero. Hiszpan zdawał sobie sprawę z tego, że jego wkład w zwycięstwo nad Manchesterem City był skromny i zadedykował zwycięstwo zwolnionemu poprzednikowi.

 

Lech w strefie spadkowej! 'Wstyd i kompromitacja!' Bakero bez winy?

Wczorajszy mecz Lecha z Ruchem Chorzów miał pokazać, czy Lech może już się pozbyć jednej z przyprawionych mu masek i czy jest szansa na to, by słabą gra w lidze nie zaprzepaścił wielkiej zdobyczy z europejskich pucharów - wysokiego i wciąż rosnącego współczynnika UEFA tak przydatnego przy losowaniu. Zwolnienie Zielińskiego mimo dobrej gry w pucharach potwierdza bowiem dość oczywistą tezę o tym, że w hierarchii celów to nie europejska przygoda, a obronienie mistrzostwa Polski jest w Poznaniu na pierwszym miejscu. - Mecz z Ruchem teraz jest najważniejszy - mówił tuż po meczu z Manchesterem City pomocnik Lecha Semir Stilić. I nie wyglądało na to, by to była kurtuazyjna wypowiedź.

Skoro chorobą Lecha w tym sezonie była słaba gra w meczach które następowały po występach w pucharach, nowy trener za receptę uznał spore zmiany w składzie. Na ławce rezerwowych usiedli więc Sławomir Peszko i Artjoms Rudnevs, co przy kontuzjach Manuela Arboledy i Tomasza Bandrowskiego oraz kartkach Luisa Henriqueza spowodowało, że w Chorzowie tylko zagrało tylko nieco ponad pół tego Lecha, który zaczynał bój z Manchesterem City. Nawet trenera - formalnie - miał innego. Jose Bakero nie ma jeszcze zgody PZPN na prowadzenie drugiego klubu w tej rundzie i oficjalnie Lecha prowadził Ryszard Kuźma. Bakero był jednak w boksie Lecha - przez niemal cały mecz posągowo tkwił blisko linii bocznej, co jakiś czas tylko nerwowo gestykulując. Oficjalną zgodę na prowadzenie drużyny ma dostać w środę, przed zaległym meczem z Polonią Warszawa.

- Lech jeszcze nie odpadł z walki o mistrzostwo Polski - nieco buńczucznie mówił po meczu z Wisłą ówczesny jeszcze trener Lecha Jacek Zieliński. Ale oczywistym było, że teraz musi zacząć wygrywać. I o ile pierwsza połowa jeszcze dawała nadzieję na to, że zmiana w grze zasygnalizowana przez mistrzów Polski jest trwała, to po przerwie złudzenia prysły. W pierwszej, wyrównanej połowie swoje okazje do strzelenia gola mieli - i zmarnowali - Jakub Wilk czy Jacek Kiełb. Po drugiej stronie boiska raz bliski strzelenia gola był Łukasz Janoszka, zaś po dośrodkowaniu (a może strzale?) z rzutu wolnego Gabora Straki, piłka spadła na poprzeczkę. Przerażeniem za to napawała gra Lecha po przerwie. Ruch - drużyna solidna, ale przecież nie genialna - zdominował Kolejorza zupełnie, nie pozwolił mu w zasadzie na żadną akcję ofensywną. I choć zespół z Chorzowa nie ma w składzie Emmanuela Adebayora czy Davida Silvy, był wczoraj lepszy od Lecha, który przecież w czwartek był lepszy od Manchesteru City... Gdyby nie strzelił gola, mógłby mówić o niefarcie. Strzelił jednak po rzucie rożnym i strzale głową Łukasza Janoszki. Piłkarz "Niebieskich" wykonaniem "kołyski" uczcił niedawne narodziny dziecka.

Ekstraklasa.tv: Zobacz bramkę Janoszki ?

Lechowi nie pomagało nic - ani zmiany (na boisko weszli Peszko i Rudnevs), ani gestykulowanie Bakero. Znów po stracie gola był wolny i przygaszony - zupełnie jak we wcześniejszych, wyjazdowych meczach w Bełchatowie czy Zabrzu. Znów był jak Dr Jekyll i Mr Hyde i to, że jego strata do lidera nie jest większa, zawdzięcza tylko porażkom Jagiellonii Białystok i Korony Kielce.

Czy o obronie mistrzostwa Polski może już zapomnieć? Zanim jego piłkarze o nim pomyślą, niech najpierw wydostaną się ze strefy spadkowej.

Wszystko o Lechu Poznań w specjalnym serwisie Sport.pl ?

Więcej o: