Sting na Bułgarskiej zamiast Polonii

Koncert Stinga na otwarcie stadionu w Poznaniu daje Lechowi więcej czasu na odreagowanie sukcesu w Turynie, a Polonii Warszawa - na zebranie do kupy drużyny po wyrzuceniu trenera José Mari Bakero.

W piątek inspektor nadzoru budowlanego w ekspresowym tempie dokonał odbioru inwestycji i dopuścił stadion w Poznaniu do użytku. Zrobił to, choć wokół kładziono jeszcze kostkę brukową i montowano lampy. Pośpiech jest konieczny, bo dziś na otwarcie stadionu zagra na nim Sting. Pierwszy mecz zostanie rozegrany 30 września z Red Bull Salzburg w Lidze Europejskiej. Wcześniej trzeba jeszcze wymienić murawę na tej części, na której stoi scena.

Mecz Lecha trzeba było przełożyć. Na początku była mowa o zamianie gospodarzy, ale trenerowi Jackowi Zielińskiemu nie podobało się takie rozwiązanie. - Musielibyśmy grać pięć meczów z rzędu na wyjeździe - tłumaczył. Stanęło na tym, że Lech podejmie Polonię 10 listopada na swoim obiekcie.

Ta roszada dała mistrzom Polski trochę więcej czasu na odsapnięcie po czwartkowym remisie 3:3 z Juventusem Turyn. Czy to dla nich dobrze? Niekoniecznie. Już przed sezonem piłkarze Lecha mówili, że lubią grać często. - Między innymi po to chcemy awansować do Ligi Mistrzów lub Ligi Europejskiej. Dzięki temu cały czas jesteśmy w grze, jest dużo adrenaliny i dużo okazji do pokazania się - mówił pomocnik "Kolejorza" Sławomir Peszko. O ile w poprzednim sezonie mecze co trzy dni były dla Lecha zabójcze, to w tym - już nie. Lech ma kadrę złożoną już nie z 14-15, ale może nawet 18 piłkarzy na poziomie ekstraklasy. W Turynie na ławce rezerwowych siedzieli Bartosz Bosacki, Seweryn Gancarczyk, Artur Wichniarek czy Joel Tshibamba, a z powodu kontuzji do Włoch nie pojechali Tomasz Bandrowski czy Jacek Kiełb. Prawdopodobnie kilku z nich zagra we wtorek w meczu Pucharu Polski z GKS Tychy. Lech nie może pozwolić sobie na jego zlekceważenie - wciąż w Poznaniu wszyscy pamiętają historię sprzed roku, gdy obrońców Pucharu Polski wyeliminował outsider I ligi Stal Stalowa Wola. Ale czy wystawienie do gry rezerwowych ostatnio Bosackiego, Gancarczyka czy Wichniarka będzie wystawieniem "drugiego garnituru"? Na pewno nie.

Przełożenie meczu z Lechem jest za to na pewno na rękę Polonii, która po wyrzuceniu trenera José Mari Bakero i wsadzeniu na jego fotel Pawła Janasa pojechała na obóz. Ma czas potrenować i dojść do ładu po rewolucyjnych ruchach swojego właściciela Józefa Wojciechowskiego.

Więcej o: