Incydenty na stadionie: rasiści wciąż śpią spokojnie

Kibole bezkarnie mogą udawać małpy, by obrazić czarnoskórych piłkarzy, krzyczeć "do pieca" i skandować antysemickie hasła. Prokuratura nie dopatrzyła się w tym przestępstw i ostatecznie umorzyła śledztwo w sprawie rasistowskich incydentów podczas meczu Cracovii i Wisły.

- Mam poczucie przegranej w tej sprawie, bo wydawało mi się, że jest ona oczywista dla każdego - komentuje z goryczą decyzje krakowskich śledczych mecenas Krzysztof Stępiński, który reprezentował organizacje żydowskie domagające się ścigania za antysemickie i rasistowskie incydenty w trakcie derbowego meczu. Jedyna kara spotkała w tej sprawie klub: Ekstraklasa SA nałożyła na Wisłę 30 tys. zł kary. Piłkarzy nikt nie ukarał.

O sprawie głośno zrobiło się po listopadowym spotkaniu między Cracovią a Wisłą w 2008 r. w Pucharze Ekstraklasy. Telewizje wyemitowały amatorskie nagrania, na których widać, jak po ostatnim gwizdku sędziego zawodnicy "Białej Gwiazdy" podchodzą pod sektor swoich kibiców i intonują: "Zawsze nad wami...", a kibole kończą: "Pie... Żydami". Piłkarze odpowiadają brawami. W trakcie samego spotkania kibole Wisły krzyczeli "do pieca", gdy z boiska znoszono piłkarza Cracovii. Z kolei na sektorach Cracovii kibice imitowali dźwięki wydawane przez małpy, kiedy do piłki dochodził ciemnoskóry Brazylijczyk Cleber z Wisły.

Ścigania za antysemickie i rasistowskie incydenty domagały się od krakowskiej prokuratury dwie organizacje żydowskie: Stowarzyszenie "Dzieci Holocaustu" oraz Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce. - Nie wyobrażam sobie, by w tej sprawie nikomu nie udało się czegokolwiek udowodnić. Angielska policja dzięki filmowi potrafiła po ruchu warg zidentyfikować osobę, która śpiewała rasistowskie przyśpiewki wymierzone w czarnoskórego piłkarza Sola Campbella - mówił wówczas mecenas Krzysztof Stępiński.

Jednak dwuletnie postępowanie śledczych nie przyniosło żadnych efektów: prokuratura konsekwentnie twierdzi, że przestępstwa nie ma.

Śledczy tłumaczą, że mimo pomocy biegłego z policyjnego laboratorium kryminalistycznego nie udało się ustalić, kto konkretnie wykrzykiwał rasistowskie i antysemickie hasła. "A wobec braku konkretnych sprawców nie można ustalić, dlaczego i z jakich powodów zmieniono słowa w przyśpiewce" - przekonuje w uzasadnieniu prokuratura. Sprawa przyśpiewki o "pie... Żydach" wzbudziła największe emocje. Ale prokuratura nie widziała w tym antysemickich podtekstów, a jedynie chęć "poniżenia Cracovii, bo Wisła meczu nie przegrała". Jej zdaniem, intonując przyśpiewkę, piłkarze Wisły nie podżegali do przestępstwa, bo chcieli "wyrazić jedynie swoją wyższość sportową nad przeciwnikiem i żaden nie spodziewał się takiego zakończenia". - A klaskali mechanicznie i z przyzwyczajenia - stwierdza prokuratura i powołuje się na zeznania samych futbolistów, którzy przekonywali, że chcieli tylko podziękować za doping, a antysemitami nie są.

W podobny sposób oceniono okrzyki "do pieca" padające z wiślackiej trybuny. Zdaniem śledczych nie było to nawoływanie do nienawiści na tle rasowym i narodowościowym, bo "chodziło jedynie o obrażenie piłkarza z powodu przynależności klubowej, a nie narodowościowej". I nie ma mowy zdaniem śledczych, że okrzyki te były propagowaniem faszyzmu - jak argumentowały oba stowarzyszenia. - Trudno uznać, że krzycząc "do pieca" zachęcali kogoś do wprowadzenia ustroju totalitarnego - przekonują w uzasadnieniu śledczy.

Nikt nie odpowie też za odgłosy udające małpy wydawane przez kiboli Cracovii. Prokuratura tłumaczy, że sam Cleber nie był zainteresowany śledztwem i uznał wszystko za efekt animozji między klubami, a nie przejaw rasizmu.

Organizacje żydowskie mogły jeszcze złożyć prywatny akt oskarżenia. - Przygotowałem go już nawet, ale brak zaufania do wymiaru sprawiedliwości spowodował, że zrezygnowaliśmy z jego wnoszenia - mówi mecenas Stępiński.

Dla "Gazety"

Edward Odoner, sekretarz gazety "Słowo Żydowskie" oraz członek Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego Żydów w Polsce:

Ręce nam opadają. To nie jest według prokuratury nawoływanie do nienawiści? Tu nie chodziło przecież o nasze prywatne odczucie, ale wizerunek Polski w świecie. Może przyszedł czas na to, by głos w tej sprawie zabrały nie tylko organizacje żydowskie, ale jakaś polska instytucja.

Anna Drabik, przewodnicząca Stowarzyszenia "Dzieci Holocaustu":

Byłoby dobrze, gdyby organy z większą wnikliwością podchodziły do tych kwestii. Gdzie mogę podkreślam, że Polska nie jest antysemickim krajem, ale na najbliższym światowym zjeździe naszej organizacji zobligowano nas do przygotowania osobnego panelu poświęconego antysemityzmowi w Polsce.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.