Jan Woś nie dowierza: Pusta szatnia Odry?

Weteran wodzisławskiej ekipy dawno nie czuł się tak nieswojo, jak podczas poniedziałkowej wizyty w klubie. Pierwszy trening po spadku z ekstraklasy mający stanowić wstęp w przygotowaniach do zmagań w pierwszej lidze tylko potwierdził to, w jak fatalnej sytuacji znajduje się obecnie Odra

36-latek przyjechał na zajęcia jako pierwszy. - Czemu wszystko pozamykane? Nikogo jeszcze nie ma? - dziwił się zawodnik, będący żywą legendą wodzisławskiego klubu. Z każdą minutą coraz bardziej nerwowo spoglądał w kierunku bramy wjazdowej na obiekt. - Dojedzie ktoś w końcu? - dopytywał. Kwadrans po szesnastej wyszedł z szatni i zakomunikował: - Jestem tylko ja i dwóch masażystów. W życiu z czymś takim się nie spotkałem. Wiem, że większość chłopaków rozwiązało już kontrakty i szuka nowego pracodawcy, ale nie spodziewałem się, że będzie aż taka tragedia. Niestety, sportowo wygląda to źle - przyznał piłkarz, który rozegrał w ekstraklasie 324 mecze.

Rozczarowanie jest pewnie tym większe, że klub opuścił nawet Marcin Malinowski. Doświadczony pomocnik przyjął ofertę Ruchu Chorzów. - Miałem go na siłę zatrzymywać? To jest prawdopodobnie jego ostatni poważny kontrakt w karierze. Jakby się czuł, gdybym go nie puścił, uniemożliwiając zarobienie lepszych pieniędzy? - wyjaśniał prezes Odry Dariusz Kozielski.

Na pierwszych zajęciach próżno było szukać piłkarzy ze starej gwardii. Chociaż trener Leszek Ojrzyński zdołał zebrać 20-osobową grupę, to większość stanowili gracze Młodej Ekstraklasy. Oprócz młodzieży i Wosia pojawili się tylko: Adam Mójta, Adam Wrzask oraz Krzysztof Markowski. Ćwiczył także bramkarz Adam Stachowiak, ale jego od lipca w Odrze nie będzie. Łukasz Pielorz wraca z urlopu we wtorek.

Prezes Odry nie ukrywa, że szuka oszczędności. Pensje piłkarzy nie będą przekraczać 6 tys. zł. Dlatego na listę transferową mają trafić Brazylijczyk Daniel Bueno, Gruzin Koba Szalamberidze oraz Słowak Filip Luksik. Ten ostatni zresztą już trenuje ze słowacką Senicą. Za porozumieniem stron umowę rozwiązał Piotr Piechniak. Woś związany jest kontraktem do czerwca. Co dalej? -Daliśmy sobie z prezesem czas. Chciałbym kontynuować grę w Odrze, ale tych "ale" wciąż przybywa - nie ukrywa Woś.

Podobno jest szansa, by jednak zatrzymać kilku rutyniarzy. Mowa o Stanislavie Velicky'm, Marcinie Dymkowskim, a nawet Mauro Cantoro! - Wciąż z nimi negocjujemy. Może uda nam się zrobić tak, by część ich kontraktów przejęli prywatni sponsorzy - twierdzi Kozielski.

W tej chwili jednak wszelkie ruchy transferowe są ograniczone. - Ze względu na działanie czeskiego akcjonariusza nie mam możliwości podpisania żadnego kontraktu. Jeśli to zrobię, pan Wistuba [pełnomocnik czeskiego udziałowca - przyp. red.] zarzuci mi, że nie miałem do tego prawa, bo klub nie ma na to środków - mówi szef Odry. Kozielski jest przekonany, że z pomocą miasta byłby w stanie zbudować trzymilionowy budżet. Jako że Czesi torpedują jego plan działania, godzi się oddać im władzę w Odrze. Warunek jest jeden - zawieszenie licytacji akcji klubu.

- Dostaną w zarządzenie 58 proc. akcji należących do stowarzyszenia. Niech wybierają swoją radę nadzorczą i zarząd, i udowodnią, na co ich stać. Podobno wiedzą, jak powrócić do ekstraklasy - kończy prezes.