Ekstraklasa: Wszyscy o coś grają

Nudę ekstraklasy mierzy się zazwyczaj liczbą zespołów środka - czyli takich, które na mniej niż 10 meczów do mety sezonu o nic już nie walczą. Po 22. kolejce w tej grupie jest pewnie PGE GKS Bełchatów, którego dwie kolejne porażki skazały już raczej na ziewanie do końca rozgrywek, oraz być może Lechia - gdańszczanie mają już 11 pkt przewagi nad strefą spadkową, choć grają od początku rundy średniawo i chyba jednak jeszcze muszą patrzeć z niepokojem za siebie.

Wideo z meczów ligowych na www.ekstraklasa.tv ?

Bełchatowscy fani zapewne nie zgodzą się z teorią, że tylko ich zespół ma już wakacje. I... też będą mieli argumenty. Bo zakładając, że Ruch Chorzów zdobędzie Puchar Polski (ale mistrzostwa już nie) - nawet czwarte miejsce w końcowej klasyfikacji da awans do europejskich pucharów. Problem jest jeden: czy to jeszcze równie atrakcyjny cel jak kiedyś - dziś puchary dla przedstawiciela z Polski to perspektywa manka w kasie po wylosowaniu przeciwnika z Kazachstanu plus konieczność wybiegania na boisko już w czerwcu, bo słaby ranking skazuje nas na najwcześniejsze fazy kwalifikacji. Finał mundialu jest niemal w połowie lipca, a wiadomo, że polski futbolista lubi oglądać kolegów po fachu w pełni urlopowego lenistwa, przy grillu, z zasłużonym - w jego pojęciu - piwem w ręce.

Pomijając PGE GKS i Lechię, cztery kluby konkurują o mistrzostwo Polski, a aż dziesięć o ligowy ratunek. W czubie rywalizacji drugi oddech złapały pod nowymi trenerami Wisła i Legia, które po ubiegłotygodniowym rozstaniu z Pucharem Polski mają czas już wyłącznie na myślenie o mistrzostwie Polski. Jeśli nie powtórzy się ubiegłoroczny przypadek przegrania tytułu przez Lecha (osiem remisów w 11 ostatnich spotkaniach) w potyczkach z maluczkimi (jasne, innych faworytów możliwość wpadnięcia w dołek również dotyczy) - obyśmy doczekali się wreszcie rozstrzygnięcia w trzech wielkich meczach na szczycie - już w najbliższą sobotę Lech gra w Poznaniu z Legią, w 25. kolejce Wisła zmierzy się w Krakowie z Lechem, a w kolejce nr 28 w Warszawie zaplanowano spotkanie Legii z Wisłą.

Nie ma Lewego, nie ma goli! Brożek znów najlepszy, ale Piotr, nie Paweł! Legia znów z charakterem? W poprzednim sezonie owe trzy wisienki na torcie były pestkami na zakalcu - dwa remisy, łącznie raptem pięć goli. Nasza liga wciąż czeka na megahity, których składnikiem są superemocje i gole, a rezultatem - wszystko albo nic. Jak choćby niezapomniane widowisko sprzed ponad dekady, kiedy Widzew pokonał Legię na Łazienkowskiej 3:2, przegrywając pięć minut przed końcem 0:2 - i zdobył mistrzostwo Polski kosztem rywala. Takiego pieprzu polskim ligowym daniom brakuje od dawna.

Nie mniej gorąco będzie prawdopodobnie aż do 15 maja w dole tabeli. Dodatkową wartością walki na ligowych nizinach jest to, że w porównaniu z rundą jesienną losy kilku zespołów zdążyły się kompletnie odmienić. Odra Wodzisław, którą wielu widziało już na pierwszoligowych boiskach, uparcie pnie się w górę, ale furorę robi drugi zimowy spadkowicz - Zagłębie.

Wygląda na to, że drużynie z Lubina zaczęło iść naprawdę świetnie dopiero wtedy, kiedy Franciszek Smuda na dobre odszedł do kadry. Dowodem na to jest liderowanie przedostatnich po pierwszej rundzie lubinian w tabeli wiosny oraz... czujne zachowanie samego Smudy, który już kilka razy w wywiadach niby konspiracyjnie dawał do zrozumienia, że jest w stałym kontakcie ze swoim następcą Markiem Bajorem, który ponoć konsultuje z nim każdą decyzję. Widać, że szkoleniowiec reprezentacji jest łasy na zasługi - jeśli Zagłębie miałoby się bez kłopotów w lidze utrzymać, i to osiągnięcie jest gotów wziąć na siebie.

Z kolei ci, którzy zimowiska spędzili z dość komfortową przewagą (Polonia Bytom, Śląsk Wrocław, Cracovia), w pięciu wiosennych kolejkach głównie dostawali w tyłek, co skutkuje tym, że Ryszard Tarasiewicz może za chwilę z potencjalnego kandydata na zawojowanie ligi po uruchomieniu milionowych transzy Zygmunta Solorza stać się spadkowiczem bez przyszłości, a Janusz Filipiak zamiast puszyć się w sławie właściciela, który wydał rekordowe sumy na transfery, będzie nagle pośmiewiskiem piłkarskiej Polski.

W każdym razie - jeśli liczba zespołów walczących o ligę składa się z dwóch cyfr - to znaczy, że w każdej kolejce meczów ze stawką będzie wiele. I to istotnie jest zaleta ekstraklasy. Bo jeśli gramy słabo, przynajmniej grajmy o coś.

Tabela wiosny

Frankowski wyprzedził Scherfkego

Zobacz 132. gol Frankowskiego w ekstraklasie ?

Z 10. na 9. miejsce awansował Tomasz Frankowski na liście wszech czasów strzelców polskiej ligi. Napastnik Jagiellonii Białystok dzięki dwóm trafieniom we wczorajszym meczu z Piatsem Gliwice ma już 132 gole - o jedno wyprzedził Fryderyka Scherfkego. Następny do pokonania jest dawny snajper Lecha Poznań Teodor Anioła, który zaliczył 138 bramek.

186 - Ernest Pohl

 

182 - Lucjan Brychczy

 

167 - Gerard Cieślik

 

155 - Włodzimierz Lubański

 

154 - Teodor Peterek

 

153 - Kazimierz Kmiecik

 

145 - Jan Liberda

 

138 - Teodor Anioła

 

132 - Tomasz Frankowski

 

131 - Fryderyk Scherfke

Pavol Stano - 400 proc. normy

Stano strzela kolejną bramkę - wideo ?

32-letni obrońca Korony Kielce w każdym z dotychczasowych sezonów w polskiej lidze strzelał jednego gola - 2007/08 dla Polonii Bytom, 2008/09 dla Jagiellonii Białystok. Kiedy rundę jesienną obecnych rozgrywek zakończył w Jagielloni z jednym trafieniem na koncie, wydawało się, że po zimowym transferze do Korony Kielce limit goli już wyczerpał. Tymczasem Słowak w pięć meczów poprawił swój bilans aż o 3 gole!

Lech słaby bez Roberta Lewandowskiego ?