Koszmarny mecz Odry we Wrocławiu

Odra pokazała się we Wrocławiu w fatalnym stylu. - Wstyd mi, że byłem dzisiaj na boisku - powiedział pomocnik Odry Jan Woś.

Śląsk pokonał Odrę 4:0 i odniósł najwyższe zwycięstwo w tym sezonie dzięki Sebastianowi Mili. W tym spotkaniu wrocławski pomocnik podawał przy bramkach Amira Spahicia i Vuka Sotirovicia, a sam dołożył dwa kolejne gole. Najpierw skutecznie egzekwował rzut karny, a potem tuż przed przerwą płaskim strzałem pokonał Michała Buchalika.

- W przerwie trener prosił nas, żebyśmy starali się uratować chociaż honor, bo się we Wrocławiu kompromitujemy. Dla mnie osobiście to było coś okropnego, bo w zasadzie po każdym strzale musiałem wyjmować piłkę z siatki. Przed meczem trochę się denerwowałem, ale przy 0:4 to nerwów już żadnych nie było. Mój debiut był po prostu jak z koszmaru i na pewno będę go pamiętał do końca życia - mówił załamany Buchalik, który w ekstraklasie zagrał po raz pierwszy, a w bramce Odry zastąpił kontuzjowanego Adama Stachowiaka.

Przy takiej dyspozycji, nawet ze Stachowiakiem, Odra na utrzymanie w lidze szans nie ma praktycznie żadnych. - O tym meczu nie mogę powiedzieć w zasadzie nic. Dla nas najlepiej byłoby, gdyby te rozgrywki już się skończyły. Muszę z tą drużyną spokojnie popracować i ściągnąć do zespołu kilku wojowników. Ilu ich potrzeba, nie powiem, bo przecież ci ludzie, których mam, muszą mi wywalczyć jeszcze jakieś punkty - mówił po spotkaniu załamany trener Odry Robert Moskal.

Dla jego drużyny porażka we Wrocławiu była dziewiątą w ostatnich dziesięciu meczach. Dla Śląska zwycięstwo nad wodzisławianami było trzecim z rzędu odniesionym na własnym boisku. - W tym sezonie ogramy tych rywali, których powinniśmy, i to świadczy o naszej klasie. Cieszę się z tej wygranej, bo na nią zasłużyliśmy. W drugiej połowie trochę odpuściliśmy, ale może być tak zawsze, jeśli do przerwy mamy prowadzić 4:0. Swoją drogą, mi w 1982 roku też zdarzyła się podobna rzecz jak Sebastianowi, bo po narodzinach pierwszego syna strzeliłem bramkę w Moskwie. Ale później miałem drugie i trzecie dziecko i człowiek już przywyknął - śmiał się trener Śląska Ryszard Tarasiewicz.

Jego drużyna w meczu z Odrą powtórzyła wynik z zeszłego sezonu, a na koniec roku może znaleźć się w lidze na tej samej pozycji co przed poprzednią zimą. Wówczas Śląsk był w ekstraklasie szósty, a teraz jest miejsce niżej.

Mecz do końca życia pamiętał będzie Sebastian Mila, nie tylko dlatego, że był najlepszy na boisku. W czwartek został ojcem. - To jest absolutnie niesamowita historia. Czegoś lepszego nie mogłem sobie po prostu wymarzyć - mówił po meczu dumny tato, który swój świetny występ zadedykował nowo narodzonej córce Michalinie i narzeczonej Uli.

- Od czwartku żyłem trochę w innym świecie, bo wzięcie na ręce córki było najpiękniejszym momentem mojego życia. Nie zamieniłbym go ani na ewentualny występ na mundialu, ani piękną bramkę w europejskich pucharach. Teraz też jednak czuję się wspaniale, bo udało mi się zrobić aż dwie kołyski dla Michaliny i zagrałem świetne spotkanie. Na pewno jak córka dorośnie, to jej ten mecz pokażę, bo musi wiedzieć, jak tato się dla niej starał - śmiał się uradowany Mila.

Śląsk Wrocław - Odra Wodzisław 4:0 (4:0)

Bramki: 1:0 Spahić (7), 2:0 Mila (16-karny), 3:0 Sotirović (28), 4:0 (45).

Śląsk: Kaczmarek - Socha, Celeban, Spahić, Pawelec - Szewczuk, Łukasiewicz, Ulatowski, Mila (78. Klofik) - J. Gancarczyk (59. Dudek), Sotirović (33. Madej).

Odra: Buchalik - Kuranty, Kowalczyk Ż Ż CZ, Dymkowski, Mójta (46. Słodowy) - Jary (31. Kwiek), Malinowski, Woś (62. Bueno), Wodecki - Piechniak, Radzinevicius.

Sędziował: Piotr Siedlecki (Warszawa). Widzów 5000.