Dlaczego Brazylijczyk opuścił Odrę Wodzisław?

Odra rozwiązała za porozumieniem stron kontrakt ze stoperem Rodrigo Moledo. Powodem rozstania się z zawodnikiem jest nierozwiązany w jego przypadku problem z nieprzedłużoną wizą pobytową.

Przygoda 22-letniego brazylijskiego stopera Rodrigo Moledo z Odrą Wodzisław trwała dokładnie cztery miesiące. Do klubu z Bogumińskiej sprowadził go czeski dyrektor sportowy klubu Martin Pulpit. Moledo został wypożyczony do końca roku (z opcją przedłużenia kontraktu na kolejne dwa lata) z zespołu Uniao Rondonopolis występującego w I lidze stanowej stanu Mato Grosso. Wypożyczenie kosztowało Odrę 30 tys. euro.

Pobytowi zawodnika w Wodzisławiu od początku towarzyszyły kontrowersje. Podczas pierwszego treningu ćwiczył indywidualnie pod okiem dyrektora Martina Pulpita. W zajęciach prowadzonych przez Ryszarda Wieczorka zaczął uczestniczyć dopiero po podpisaniu kontraktu.

W okresie przygotowawczym zawodnik doznał kontuzji. Po jej wyleczeniu dzięki dobrym występom w Młodej Ekstraklasie przebił się do pierwszego składu zespołu. Zagrał w trzech pełnych spotkaniach ligowych (z Koroną, Lechem, GKS-em Bełchatów) oraz w Pucharze Polski (z Olimpią Grudziądz). We wszystkich spisywał się solidnie.

Przed październikowym meczem z Ruchem Chorzów światło dzienne ujrzała sprawa nieprzedłużonych wiz pobytowych zarówno dla niego, jak i dla jego rodaka sprowadzonego latem do klubu, napastnika Daniela Bueno.

Władze klubu powołały trzyosobową komisję, która miała wyjaśnić, kto zawinił w tej sprawie. Do tej pory nie poznano rezultatów jej pracy. Szef rady nadzorczej Andrzej Rojek otwarcie jednak przyznał na naszych łamach, że winny niedopatrzenia jest Pulpit. Prezes Ireneusz Serwotka zdradził tylko, że zarząd klubu musi zachować ostrożność w formułowaniu oskarżeń, bo czeski dyrektor znalazł się w Odrze na podstawie opiewającej na milion złotych rocznie umowy marketingowej z firmą Albresa SA. - Nie chcemy dać stronie czeskiej argumentów, że to my możemy być winni ewentualnego zerwania tej umowy - twierdzi.

Pulpit zatem raczej swoją posadę zachowa. Zarząd natomiast postanowił rozstać się z Moledo. - Rozwiązaliśmy umowę za porozumieniem stron. Chłopak w sobotę wyleciał do Brazylii - mówi członek zarządu Odry Dariusz Kozielski. - By przedłużyć wizę, konieczny był jego wyjazd na 45 dni do kraju spoza Unii Europejskiej i załatwianie formalności stamtąd. Zamiast wywozić go na Ukrainę czy do Chorwacji, wspólnie z jego menedżerem uznaliśmy, że najlepszy będzie jego powrót do ojczyzny. W grudniu możemy wrócić do rozmów na temat jego ponownej gry w Odrze - wyjaśnia Kozielski.

Dlaczego w przypadku Bueno nie było takich problemów? - Daniel posiadał wizę Schengen, grając jeszcze na Malcie [zawodnik występował w klubie Tarxien Rainbows - przyp. red.]. W Polsce wystarczyło ją tylko przedłużyć. W przypadku Rodrigo należało wyrobić nowy dokument, bo przebywał on tylko na trzymiesięcznej wizie turystycznej - wyjaśnia Gustav Santarius, czeski agent zawodnika.

Jego zdaniem temat ewentualnego powrotu Moledo do wodzisławskiego klubu jest mało realny. - Będzie ciężko. Po pierwsze - nie brakuje ciekawych ofert dla niego. Poza tym on sam ma dość Odry. 10 ludzi zajmowało się jego sprawą i nikt nie potrafił jej doprowadzić do końca. Wszyscy spali. Jakoś w Wiśle czy Koronie Brazylijczycy nie doświadczyli takich kłopotów - dziwi się Santarius.