Odra wypunktowana przez Koronę. Dramat Kokoszki

Dwie kontry, dwie bramki i druga porażka z rzędu Odry Wodzisław w lidze. Największym pechowcem meczu okazał się obrońca wodzisławskiej ekipy Marcin Kokoszka, który nie dość, że zawinił przy jednym ze straconych goli, to na dodatek w starciu z rywalem złamał kość piszczelową.

- Jestem zaskoczony i zawiedziony postawą moich piłkarzy na boisku. Nic nie wskazywało na to, że zagramy aż tak źle - stwierdził po porażce z Koroną Kielce szkoleniowiec Odry Wodzisław Ryszard Wieczorek.

Przed meczem trener zapewniał, że jego zespół zbliża się do optymalnej formy.

Widząc pierwszy kwadrans spotkania, można było ślepo zawierzyć słowom trenera wodzisławian. Odra grała dynamicznie, z polotem i wyraźnym pomysłem w ofensywie. Dwójka napastników: Tomas Radzinevicius oraz Daniel Bueno nękała bez ustanku defensywę Korony, ale piłka po ich strzałach o centymetry mijała bramkę Radosława Cierzniaka.

Wszystko zmieniło się w 26. min. Kielczanie po raz pierwszy w meczu wyszli z szybkim atakiem, a akcję celnym strzałem zwieńczył Paweł Sobolewski. Na przerwę zespół Marka Motyki schodził z wielką ulgą, bowiem jeszcze parę minut przed nią po uderzeniu Piotra Piechniaka kielczanie wybijali piłkę ze swojej linii bramkowej.

Po przerwie Wieczorek zdjął z boiska środkowego obrońcę Marcina Dymkowskiego, wpuszczając na plac gry pomocnika Aleksandra Kwieka. Roszada zdała się na niewiele. W Odrze wciąż brakowało kreatywnego gracza w drugiej linii, który byłby w stanie pokierować poczynaniami i dokładnym podaniem uruchomić napastników.

Wodzisławianie wprawdzie nadal dłużej niż rywale utrzymywali się przy piłce, ale ich ataki okazywały się jałowe.

- Nastąpił paraliż. Korona grała z dużym cwaniactwem, a myśmy walili głową w mur. Zupełnie brakowało płynności w grze - łapał się za głowę Wieczorek.

Kiedy w 65. min Korona znów przeprowadziła kolejny błyskawiczny kontratak, a interweniujący prawy defensor Odry Marcin Kokoszka podał głową piłkę do Stachowiaka tak niefortunnie, że przechwycił ją Edson, było już po meczu.

- Zbyt często przydarzają nam się kiksy. Tracimy bramki w głupi sposób. W ostatnim meczu zawinił Kłos, teraz Kokoszka - machał ręką szkoleniowiec Odry.

Załamany obrońca w kilku następnych akcjach śmielej podłączał do gry, jakby szukał szans na rehabilitację. Próbował nawet sam strzelać na bramkę Korony, ale zamiast w piłkę, trafił w nogę Cezarego Wilka. Kości chrupnęły tak głośno, że było to słychać nawet na trybunach. Piłkarz został odwieziony karetką do szpitala. - Doszło do złamania kości piszczelowej podudzia. Nic więcej na razie powiedzieć nie mogę - oznajmił po meczu klubowy lekarz Odry Ryszard Zakrzewski.

Gospodarze do końca szukali swojej szansy, ale nawet taranujący w powietrzu rywali Litwin Matulevicius nie był w stanie znaleźć sposobu na solidnie broniących obrońców oraz bramkarza Korony. - Siłę i klasę zespołu poznaje się na wyjeździe - triumfował trener Motyka. Jego zespół odniósł dopiero pierwsze wyjazdowe zwycięstwo w sezonie.

- Myśleliśmy, że kryzys mamy za sobą, a tu znowu dwa frajerskie przegrane mecze po błędach, których mogliśmy się ustrzec. Znowu jesteśmy w miejscu, w którym byliśmy miesiąc temu, kiedy zaczynała się liga. Nie można grać przez 10 minut dobrze, a potem prezentować taki "piach". Odezwały się stare grzechy, czyli brak skuteczności - podsumował kapitan Odry Marcin Malinowski.

Bramki: 0:1 Sobolewski (27.), 0:2 Edson (65.)

Odra: Stachowiak - Kokoszka (75. Chwalibogowski), Moledo, Dymkowski Ż(46. Kwiek), Mójta Ż - Piechniak, Malinowski, Kuranty, Wodecki Ż - Radzinevicius (63. Matulevicius), Bueno.

Korona: Cierzniak - Kuzera, Markiewicz, Hernani, Mijailović (52. Paknys) - Łatka, Vuković, Wilk Ż, Sobolewski (60. Edson) - Konon Ż (81. Zganiacz), Edi.

Sędziował: Artur Radziszewski (Warszawa).

Widzów: 3000.