Choć dla Legii cały poprzedni sezon był niezwykle skomplikowany i gdyby nie dobra wiosna, mógłby skończyć się totalną katastrofą, to na mało której pozycji było tyle zawirowań, co na środku ataku. Sprowadzeni latem Mileta Rajović oraz Antonio Colak zawiedli kompletnie. Jean-Pierre Nsame przez kilka miesięcy leczył kontuzję, a mimo to we wszystkich rozgrywkach strzelił tyle samo goli, co Rajović (10). Tylko sprowadzony zimą Rafał Adamski zdał egzamin, bo choć 4 gole to nie jest wielki wynik, to zazwyczaj mowa była o bardzo ważnych bramkach (jak zwycięska na 1:0 w meczu z Widzewem Łódź).
Jak dotąd jedyną zmianą związaną z tą pozycją w Legii było ściągnięcie z pierwszoligowej Polonii Warszawa Łukasza Zjawińskiego. Jednak kwestia odejść jest równie istotna, co kwestia nowych nabytków. Świeżych informacji w tej sprawie dostarczył dziennik "Fakt". Według tych doniesień, dwóch napastników ma mieć pewne miejsce w planach Marka Papszuna na nowy sezon. Są to Adamski oraz Zjawiński.
Co do Milety Rajovicia, Legia ma być gotowa wysłuchać za niego ofert, ale na razie ani nie ma za wielu chętnych, ani sam Duńczyk nie pali się do odejścia. Wiele wskazuje na to, iż otrzyma kolejną szansę w Legii. Jean-Pierre Nsame? Według "Faktu" jego akurat Warszawianie chętnie by zatrzymali. Warunkiem jest jednak nowa umowa ze znacznie niższymi zarobkami. Został poczyniony w tej sprawie progres, Kameruńczyk miał zgodzić się na mniejszą pensję, ale pełnego porozumienia jeszcze nie ma.
Jest jeszcze Antonio Colak, ale z nim akurat nikt przyszłości nie wiąże. Chorwat rozegrał w minionym sezonie tylko nieco ponad 600 minut i strzelił 4 gole. Łączono go z transferem do beniaminka greckiej ekstraklasy Iraklisu Saloniki. Nie ma jednak na ten moment żadnej pewności, czy coś z tego wyjdzie, więc na razie Colak pozostaje dla Legii dość kosztownym balastem.