Arka Gdynia nie wygrała żadnego z pięciu ostatnich meczów w Ekstraklasie i dziś musiała pokonać Bruk-Bet Termalikę Nieciecza, żeby zachować realne szanse na utrzymanie w lidze. A goście? Oni już spadli z ligi i w ostatnich meczach grają głównie po to, żeby zostawić po sobie dobre wrażenie. Niecieczanie punktów nie zdobywają wiele, ale potrafią sprawić problemy mocniejszym drużynom.
Gospodarze byli dziś faworytem i już w 9. minucie powinni zdobyć bramkę na 1:0, ale Kocyła w stuprocentowej sytuacji uderzył prosto w obrońcę stojącego tuż przed linią bramkową. Arka miała jeszcze szansę na dobitkę, ale do ofiarnej interwencji rzucili się goście, którzy dali radę się wybronić.
I już dwie minuty później Termalica... wyszła na prowadzenie. Kocyła wybił dośrodkowanie zdecydowanie za lekko i piłka trafiła prosto pod nogi Hilbrychta, który od razu uderzył na bramkę. Grobelny skapitulował i Arka przegrywała - a to oznaczało spadek do I ligi.
W kolejnych minutach obie drużyny miały swoje okazje. W 19. minucie Gdynianie mogli wyrównać, ale Jakubczyk nie dopadł do piłki dośrodkowanej przez Gutkovskisa na piąty metr. Chwilę później odpowiedzieli goście, ale strzał przewrotką Zapolnika był niecelny.
Wydawało się już, że do przerwy Termalica będzie prowadzić, ale pod koniec pierwszej połowy Arka stworzyła sobie jeszcze trzy świetne sytuacje. W 43. minucie Kamil Zapolnik wybił piłkę po rzucie wolnym w taki sposób, że trafił we własną poprzeczkę. Minutę później gola na 1:1 powinien zdobyć Szysz, ale jakimś cudem kopnął piłkę w taki sposób, że strzelił w słupek. W końcu jednak gospodarze dopięli swego. W 48. minucie Gutkovskis zagrał do Kubiaka, który podał w pole karne do Espiaua. Hiszpan z najbliższej odległości wbił piłkę do siatki!
Tylko że początkowo sędzia odgwizdał spalonego. I rzeczywiście po powtórkach wydawało się, że na pozycji spalonej mógł być Gutkovskis. Dopiero po trwającej kilka minut analizie VAR poznaliśmy ostateczną decyzją - a tą była bramka dla Arki! Gospodarze w ostatniej chwili doprowadzili do wyrównania.
Arka wiedziała, że remis da jej dzisiaj niewiele. Właśnie dlatego tak ważny dla gospodarzy był gol Vladislavsa Gutkovskisa z 52. minuty. Łotysz pokazał klasę w tej akcji. Najpierw wywalczył niezbyt łatwą piłkę, a następnie minął obrońcę i strzałem z dystansu pokonał Chovana. Arka wygrywała 2:1 i musiała już tylko postarać się o to, żeby nie wypuścić zwycięstwa z rąk.
Ta sztuka się gospodarzom nie udała. Arka w kolejnych minutach grała coraz słabiej i goście coraz częściej dochodzili do sytuacji. W 74. minucie bramkę po rzucie rożnym zdobył Arkadiusz Kasperkiewicz. Obrońca Termaliki się z tego trafienia nie cieszył - to były piłkarz Arki.
Wydawało się, że ten mecz skończy się remisem, ale w 93. minucie Gdynianie mieli świetną okazję, żeby zdobyć gola na 3:2, ale Gutkovskis zagrał za plecy wbiegającego w pole karne kolegi z zespołu. Goście od razu zyskali świetną sytuację do kontrataku. Hilbrycht wybił piłkę w taki sposób, że trafiła ona do wprowadzonego chwilę wcześniej Iwana Durdowa. Chorwat znalazł się w sytuacji sam na sam i skierował piłkę pomiędzy nogami bramkarza! Kibice Arki nie wytrzymali i od razu zaczęli wychodzić ze stadionu. Gospodarze nie zdołali już zdobyć gola na 3:3.
Sobotnia multiliga zapowiada się na najlepszą od lat. Wprawdzie wiemy już, że mistrzem Polski został Lech Poznań, ale o utrzymanie wciąż walczą cztery drużyny - Lechia, Widzew, Cracovia i Piast Gliwice. Za to w górnej części tabeli toczyć będzie się bój o miejsca w europejskich pucharach - w eliminacjach LM mogą zagrać Górnik, Jagiellonia i Raków, a na miejsce pucharowe załapać się może nawet Legia Warszawa.
Już teraz zachęcamy do śledzenia sobotnich meczów ekstraklasowej multiligi w Sport.pl oraz w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.