Sport.pl+

Widzew wydał 23 mln euro, a najlepszy przyszedł za darmo. Urban może dzwonić

Filip Macuda
Sebastian Bergier
fot. Dawid Figura/Press Focus

Widzew Łódź w tym sezonie pozyskał piłkarzy za ponad 20 milionów euro, ale zdecydowanie najlepszym ruchem było sprowadzenie z wolnego transferu Sebastiana Bergiera. Bez względu na postawę Łodzian w trwających rozgrywkach, 27-letni napastnik to już wielki wygrany. Kto wie, czy wkrótce nie doczeka się powołania do reprezentacji Polski.

Snajper strzelił już w tym sezonie ligowym 14 goli. Jeśli dodamy do tego trzy asysty, to jest on odpowiedzialny za 43 proc. dorobku Widzewa. Co więcej, wyróżnia się wręcz kliniczną skutecznością. Aby wbić 14 goli, potrzebował zaledwie 25 strzałów. To tylko suche liczby, wycinek całości.

W ostatnim czasie wokół Sebastiana Bergiera zrobiło się gorąco. Obsceniczny gest wykonany po końcowym gwizdku meczu z Koroną Kielce (0:1) w kierunku trybun wywołał lawinę komentarzy. Zawodnik przeprosił i został ukarany grzywną finansową. I choć to zachowanie zasłużyło na naganę, to trudno, aby przekreśliło dotychczasowy dorobek gracza i to, jakim jest człowiekiem. Gole to tylko suche liczby, wycinek całości. Choć Sebastian Bergier może być zadowolony z miejsca, w którym się znalazł, to jego kariera nie zawsze była sielanką. A wręcz przeciwnie - to materiał na nietuzinkową opowieść. Opowieść, która rozpoczyna się we Wrocławiu, i która we Wrocławiu może mieć swoją puentę, bo tam reprezentacja Polski niedługo zagra z Ukrainą. I być może wystąpi z Bergierem w składzie. 

Dziecko Wrocławia

Urodził się we Wrocławiu i w barwach tamtejszego Śląska stawiał pierwsze kroki. Sezon po sezonie (2016/17 i 2017/18) zostawał królem strzelców Centralnej Ligi Juniorów. Wydawało się, że stolica Dolnego Śląska doczekała się napastnika, który na lata może rozwiązać problem obsady pozycji numer "9". Dlaczego tak się nie stało? Odpowiedzi poszukaliśmy u źródła - we Wrocławiu.

- Czasami z piłkarzami jest tak, że niekiedy nie są w stanie przebić się w pewnym środowisku. Powody są różne. Śląsk był w tamtym czasie klubem, który wolał kupować, a nie stawiać na wychowanków. Jak obserwowałem w tamtym czasie treningi pierwszego zespołu, to ci młodzi chłopcy trenowali gdzieś z boku. W takich warunkach nie da się rozwijać talentów. To klub, który potrzebuje wyniku na teraz - mówi Sport.pl trener Marcin Dymkowski, który w Śląsku pracował w różnych rolach.

Szansę debiutu w Ekstraklasie Bergier otrzymał już jako 17-latek. Trenerem WKS-u był Jan Urban, a bohater naszej opowieści pojawił się na boisku w 90. minucie spotkania z Lechią Gdańsk (1:3), zmieniając Igorsa Tarasovsa. Po dziewięciu występach w najwyższej klasie rozgrywkowej nadszedł czas na pierwszy wyjazd z Wrocławia: dwa wypożyczenia. Najpierw do Wigier Suwałki, a następnie do Stali Mielec.

Szkoła życia w Mielcu

To był sezon 2018/19 - jedyny w jego karierze zakończony choćby bez jednego gola. - Było po nim widać potencjał: technikę użytkową i umiejętność odnalezienia się w polu karnym, ale odnosiłem wtedy wrażenie, że do Stali Mielec trafiło "duże dziecko Wrocławia". Wyjście za strefę komfortu, bo pewnie w akademii Śląska miał wszystko podane jak na tacy i nie musiał się o nic martwić - wspomina w rozmowie ze Sport.pl Rafał Grodzicki, który w tamtym czasie był kapitanem mieleckiego zespołu.

- Pamiętam nasze rozmowy z trenerem Skowronkiem, że jeśli Sebastian wyglądałby tak w meczu jak wygląda w treningu, to coś z niego może być. On w meczu ligowym nie był w stanie pokazać stu procent  swoich możliwości. Myślę, że w Stali zebrał doświadczenie, które też pomogło mu inaczej funkcjonować. Przeżył u nas chrzest bojowy - dodaje. 

Po powrocie z Podkarpacia, gdzie spędził zaledwie pół roku, podjął jeszcze jedną próbę zadomowienia się w pierwszym zespole Śląska. Nieudaną. Przez cztery sezony wystąpił w 22 ligowych meczach i nie zdobył w nich ani jednej bramki. Dostawał epizodyczne szanse od Vitezslava Lavicki, Jacka Magiery i Ivana Djurdjevicia. Nie były jednak udane, a Bergier wciąż grał główną rolę w drużynie rezerw WKS-u. Nie umiał odkleić od siebie łatki "króla niższych lig".

- Pamiętam, jak Sebastian wskoczył do pierwszego zespołu u trenera Jacka Magiery. Rozegrał kilka spotkań, zagrał w europejskich pucharach, ale aż tak mocno na niego nie postawiono. Odbił się i trafił do mnie, do drugiego zespołu. Zaimponowało mi to, że wziął się do pracy. Żałowałem, bo ostatecznie zagrał u mnie w niewielu meczach, ale przez ten krótki czas mógł być wzorem dla wielu zawodników - mówi Sport.pl trener Krzysztof Wołczek, który podobnie jak Dymkowski zna każdy kąt we wrocławskim klubie.

To właśnie u Wołczka domknął się wrocławski rozdział kariery Bergiera. - Zimą 2023 roku za wszelką cenę chciał odejść. Dyrektorem był wtedy Darek Sztylka i "Bergi" powiedział, że chce zmienić środowisko. Na takich zawodników trochę trzeba poczekać. Nie chodzi o fizjonomię, a doświadczenie boiskowe. W Śląsku wszyscy wiedzieli, że miał wielki talent, ale czasami potrzebujesz, żeby ktoś spojrzał na ciebie innym okiem. Kimś takim w tym przypadku okazał się Rafał Górak - tłumaczy Wołczek.

Katowickie dojrzewanie

72 mecze, 28 goli i 10 asyst - to bilans Sebastiana Bergiera w GKS Katowice. W dużej mierze to dzięki jego bramkom GieKSa wróciła do Ekstraklasy, a w pierwszym sezonie po awansie nie miała problemu z tym, aby się w niej utrzymać. 

- Pamiętam jak rozmawialiśmy przed transferem do Gieksy. Pytał mnie i zastanawiał się, a ja mu powiedziałem: "Przecież ty tam będziesz grał i strzelał". W Śląsku nie dostał takiego kredytu zaufania jak w Katowicach, ale też nie wiem, czy był na to gotowy. U trenera Góraka dojrzał fizycznie. Wydaje mi się, że to piłkarz, na którego obrońcy nie lubią grać. Nigdy nie ucieka od kontaktu. Jest silny i nie kalkuluje - opowiada Sport.pl Adrian Łyszczarz, pomocnik Odry Opole, z którym Bergier spędził wiele lat na różnych etapach wrocławskiej kariery. Mają kontakt po dziś.

Katowicki rozdział kariery Bergiera zakończył się w lipcu 2025 roku - wraz z transferem do Widzewa. I choć dziś jego dawni koledzy z drużyny są jego boiskowymi rywalami, to wspominają go z dużą sympatią.

- Kiedy myślę o Sebastianie, to od razu się uśmiecham. To człowiek, który w szatni dba o pozytywną atmosferę. Zawsze potrafi rozśmieszyć i ma takie "szybkie strzały" - cięte riposty, które go wyróżniają. Ma swoje zdanie, choć nie zawsze wypowiada je na forum. Jeśli już się odzywa, to nie po to, by zaistnieć w szatni, tylko wskazać coś w punkt - mówi Sport.pl Lukas Klemenz, obrońca GKS Katowice. Podkreśla, że traktuje Bergiera jako kogoś skupionego na rozwoju.

Fot. Dominik Gajda / Agencja Wyborcza.pl

- Jak oglądam mecze Widzewa, to widzę, że dużo poprawił - choćby pozycjonowanie w polu karnym. To czołówka napastników Ekstraklasy, a przecież nie poszedł do łatwego miejsca. Widzew ściąga piłkarzy za duże sumy transferowe, a on się w tym gronie obronił. Jako jedyny gra wszystko od deski do deski i pomaga swoimi golami. To nie przypadek, że właściciel Robert Dobrzycki mówi, że Sebastian jest dla niego nie do ruszenia. Zresztą - skoro po pół roku w Widzewie chciał go Ferencvaros, czyli mistrz Węgier, to też ma to swój wymiar. Tam nie trafiają przypadkowi ludzie - dodaje Klemenz.

Ojciec

W życiu każdego piłkarza poza boiskiem istnieje druga, często pomijana sfera: ta prywatna. Kiedy gasną światła reflektorów, zawodnik może skupić się na tym, co naprawdę ważne. Życie Sebastiana Bergiera zmieniło się w kwietniu 2025 roku. Został ojcem.

- Seba to przykładny tatuś. Nie bałem się o niego, bo jak grał w Katowicach i jeździliśmy do niego w odwiedziny, a nasza córka była malutka, to potrafił się nią zająć - wyjaśnia Łyszczarz.

- Sam mam 27 lat i odkąd mam dziecko, widzę po sobie, jak się zmieniłem. Kiedy wracasz do domu, nie myślisz tylko o piłce. Myślę, że to ma bardzo duży wpływ, bo czasami się rozmyślało o tym, co jest nie tak. Kiedy wracasz do domu i masz małego brzdąca, to masz trochę inne priorytety - tłumaczy Sport.pl pomocnik Chrobrego Głogów Szymon Lewkot. On, podobnie jak Łyszczarz, z Bergierem zna się od lat. Razem grali w barwach Śląska.

- Sebastian to złoty człowiek. Nieważne, czy jest dobrze, czy jest źle, to zawsze stara się myśleć pozytywnie. Trzymaliśmy i trzymamy się razem do tej pory - dodaje, podkreślając, że choć piłkarsko losy wychowanych we Wrocławiu piłkarzy potoczyły się różnie, to znajomości okazały się trwalsze i wykroczyły poza murawę.

"Bergi" i "Bila"

Jak więc scharakteryzować Bergiera? W tym miejscu z pomocą po raz kolejny przychodzi Marcin Dymkowski, który w swojej trenerskiej karierze pracował z dwoma wrocławskimi napastnikami o sporym talencie, ale pokazywanym w pełni dopiero poza Dolnym Śląskiem. Mowa o Bergierze i Kamilu Bilińskim, który karierę zrobił w litewskim Żaligirisie Wilno.

- To są troszkę podobni piłkarze. Uwielbiają strzelać. Obaj zostawali po treningach na godzinę i tylko strzelali. Nic więcej ich nie interesowało. Kamil bardziej bazował na "16", a Sebastian był bardziej fizyczny. Pamiętam jak dziś, że Seba po treningach brał mnie i mówił: "Trenerze, postrzelajmy jeszcze". Nieważne, czy to był poniedziałek czy piątek. Nie strzelał w każdym meczu z prostej przyczyny - zawsze chciał strzelić ładnego gola. Powtarzaliśmy mu, że nieważne jak, a ważne, aby wpadło. On próbował być perfekcjonistą - opowiada.

- Widzę, że wzmocnił się na siłowni. Ma dużo atutów jak na pozycję numer "9" - gra ciałem, gra z piłką - dodaje Wołczek.

Te atuty, a także regularna i dobra gra w Widzewie Łódź mogą pomóc Bergierowi w wykonaniu kolejnego kroku w karierze.

Szukając następców Lewandowskiego

Marzeniem każdego piłkarza jest powołanie do reprezentacji Polski. Bergier miał już okazję zagrać z orłem na piersi, ale tylko w reprezentacji do lat 19. Wystąpił w trzech spotkaniach i zdobył jednego gola. W tamtej drużynie zagrał z Jakubem Moderem, Tymoteuszem Puchaczem, Sebastianem Walukiewiczem, a także z Michałem Skórasiem. Członkiem kadry był również Adrian Łyszczarz.

- Razem byliśmy na konsultacji łączonej kadry U-20 i U-21 w Bydgoszczy. To było pierwsze konsultacyjne zgrupowanie ze śp. Jackiem Magierą - mówi. Ostatecznie Bergiera zabrakło w kadrze na mundial U-20, którego Polska była gospodarzem, a na którym Łyszczarz wystąpił jako kapitan.

Dziś, siedem lat po tych wydarzeniach, sytuacja jest zupełnie inna. Bergier w grudniu skończył 27 lat i wkroczy w najlepszy wiek dla piłkarza. Jest jednym z czołowych napastników Ekstraklasy, a seniorska reprezentacja znajduje się w czasie, w którym powoli będzie musiała godzić się z myślą o przyszłości bez Roberta Lewandowskiego. Zastąpienie kapitana kadry i wciąż jeszcze napastnika Barcelony to misja wręcz niemożliwa, ale selekcjoner Jan Urban już za kilka miesięcy może zostać postawiony pod ścianą.

Sebastian Bergier
Sebastian BergierDawid Figura/Press Focus

Można śmiało przypuszczać, że w drużynie narodowej zagoszczą nowe twarze. Zresztą w październiku ubiegłego roku dziennikarz Sport.pl Bartosz Królikowski, analizując problemy polskiej piłki dotyczące skutecznych napastników, pisał tak: "Gdyby Jan Urban postanowił nagrodzić powołaniem najskuteczniejszego snajpera z Polski (licząc poprzedni sezon i to, co zdążyliśmy zagrać w obecnym), debiutem cieszyłby się Sebastian Bergier, który w grudniu skończy 26 lat (dziewięć goli w poprzednim dla GKS Katowice i pięć w obecnym dla Widzewa)".

Czy to proroctwo, które sprawdzi się w ciągu najbliższych miesięcy? Nie można tego wykluczać. Polska piłka zna przypadki debiutantów bez wielu występów w młodzieżowej kadrze. Takich, którzy często krętą drogą dotarli do momentu, w którym wychodzili na murawę i śpiewali hymn, mając na sobie koszulkę z orłem na piersi.

Bergier w 2025 roku był trzecim polskim strzelcem. Strzelił 14 goli, a więcej od niego wbili tylko Robert Lewandowski (31) i Krzysztof Piątek (20).

Robert Dobrzycki, czyli właściciel Widzewa, w ciągu pierwszego pełnego sezonu sprowadził do Widzewa piłkarzy za prawie 23 mln euro. Tylko zimą 2026 r. wydał 14,7 mln euro. To więcej niż wszystkie kluby La Liga. A jednak spośród wszystkich wielomilionowych transakcji tą najbardziej opłacalną okazało się sięgnięcie po napastnika, który był dostępny z kartą na ręku i nie trzeba było za niego wpłacać sumy odstępnego. 

- Myślę, że trener Urban bacznie obserwuje Sebastiana i Karola Czubaka. Mają łącznie 34 bramki w Ekstraklasie. Wydaje mi się, że Seba jest w dobrym wieku i znajduje się w szerokiej kadrze obserwowanych zawodników. Mamy problemy z napastnikami, więc warto byłoby dać szansę tym z Ekstraklasy. Życzę i Sebastianowi, i Karolowi, żeby tę szansę dostali - dodaje Klemenz.

Kto wie? Być może wkrótce Sebastian Bergier dopisze kolejny rozdział swojej kariery. A wtedy znów będzie mógł wrócić do Wrocławia, gdzie kadra rozegra towarzyski mecz z Ukrainą (31.05).

Artykuły Powiązane

Wczytywanie kolejnego artykułu...