Lech Poznań zmierza po mistrzostwo Polski, które w tym roku da dużo bardziej realną niż w poprzednich sezonach szansę na grę w Lidze Mistrzów. Liczne sensacje w europejskich ligach sprawiły, że Champions League nie jest już jedynie odległym marzeniem. Drzwi do elity nigdy nie były tak szeroko otwarte.
W poniedziałkowe popołudnie Lech Poznań przekazał fatalne wieści o kontuzji swojego lidera i jednego z najlepszych piłkarzy Ekstraklasy. Ali Gholizadeh zerwał więzadło krzyżowe przednie, przez co czeka go wielomiesięczna rekonwalescencja. Z dużym prawdopodobieństwem 30-letniego Irańczyka nie zobaczymy już więcej na polskich boiskach, bo z końcem czerwca wygasa jego kontrakt z Lechem. Poważny uraz napastnika sprawia, że władze poznańskiego klubu będą musiały inaczej planować kadrę na przyszły sezon, zwłaszcza że przed klubem lato, które może mieć ogromne znaczenie nie tylko dla Lecha Poznań, ale całej polskiej piłki.
Kontuzja Gholizadeha, który prowadził "Kolejorza" do drugiego mistrzostwa Polski z rzędu, nieco zaburzyła wręcz sielankową aurę wokół Lecha w ostatnich tygodniach. Zespół Nielsa Frederiksena uporał się z problemami i dość pewnie kroczy po mistrzostwo Polski. Na trzy kolejki przed końcem sezonu ich przewaga nad drugim w tabeli Górnikiem wynosi sześć punktów (Zabrzanie mają jeden mecz zaległy) i, patrząc na formę zespołu z Poznania, tylko kataklizm może odebrać mu tytuł. A ten będzie miał szczególną wartość nie tylko dlatego, że będzie historyczny - Lech ostatni raz mistrzostwo obronił w 1993 r. i to decyzją PZPN, w cieniu afery korupcyjnej, po karach dla Legii i ŁKS - ale przede wszystkim otworzy Poznaniakom drogę do Ligi Mistrzów. I jest to wizja całkiem realna.
Ekstraklasa nie była jedyna. W Europie sensacja goni sensację
Sezon 2025/26 okazał się specyficzny nie tylko w Polsce, gdzie długo połowa drużyn Ekstraklasy biła się "o mistrza", a druga o utrzymanie. Przynosi sensacyjne rozstrzygnięcia w całej Europie. Wielu długoletnich dominatorów przegrało wyścigi o krajowe tytuły lub jest już tego blisko. Kilka miesięcy temu w Norwegii, gdzie gra się systemem wiosna-jesień, rewelacyjne na arenie europejskiej Bodo/Glimt przegrało walkę o tytuł z Viking FK. W Azerbejdżanie Karabach musiał uznać wyższość Sabahu Baku z Tymoteuszem Puchaczem w składzie. W Bułgarii po raz pierwszy od 14 lat mistrzem nie został Łudogorec Razgrad, który stracił tytuł na rzecz Levskiego Sofia. Z kolei w Szwajcarii ligę wygrał beniaminek (!) - FC Thun. Kolejne niespodziewane rozstrzygnięcia szykują się w Szkocji, Danii, Grecji i na Węgrzech.
W pierwszym z tych krajów po mistrzostwo kroczy ekipa Hearts, która w poniedziałek ograła Glasgow Rangers (2:1) i może rozbić 41-letni duopol Rangersów i Celtiku. W Danii na dwie kolejki przed końcem AGF Aarhus ma przewagę dwóch punktów nad Midtjylland, natomiast na Węgrzech, gdzie do rozegrania została ostatnia kolejka, Gyor jest blisko detronizacji Ferencvarosu. Niekorzystnie dla faworytów układa się także sytuacja w Austrii - LASK Linz przewodzi stawce przed Sturmem Graz - oraz Grecji, gdzie blisko złotego medalu jest AEK Ateny.
Liga Konferencji się opłaciła
Co to w praktyce oznacza dla Lecha Poznań, jeśli ten obroni mistrzostwo Polski? "Kolejorz", dzięki dobrym występom w Lidze Konferencji, dorobił się współczynnika 27,250. To dorobek wyższy od wielu innych krajowych mistrzów, który gwarantuje mu rozstawienie w II rundzie eliminacji Ligi Mistrzów (od której zacznie) oraz na 99 proc. ewentualnie w rundzie trzeciej. Natomiast sensacje w europejskich ligach oraz brak wyżej notowanych w europejskim rankingu ekip w eliminacjach ścieżki mistrzowskiej do Champions League sprawiają, że przed Lechem otwiera się także wielka szansa na rozstawienie w ostatniej, decydującej fazie eliminacji. Różnica w potencjalnych rywalach jest ogromna. "Kolejorz" nie musi się mierzyć np. Crveną zvezdą (z którą przegrał w ubiegłych rozgrywkach), Dinamo Zagrzeb czy Slovanem Bratysława. Wśród potencjalnych rywali miałby takie ekipy, jak Celje, Omonia, LASK, Hearts, Aarhus, Viking FK czy Mjaellby.
To pokazuje, że obrona mistrzostwa przez Lecha to dopiero pierwszy krok, a stawka jest wyższa - pojawia się realna szansa na rozstawienie we wszystkich fazach eliminacji Ligi Mistrzów. Ale to dotyczy jedynie Poznaniaków - europejski współczynnik Górnika Zabrze wynosi zaledwie 9,350, więc w razie zdobycia mistrzostwa Polski nie może liczyć na rozstawienie eliminacjach LM w żadnej rundzie.
W ostatnich latach polska piłka klubowa przeżywa renesans w Europie, lecz głównie za sprawą trzeciorzędnych rozgrywek Ligi Konferencji. Dotychczas, poza pojedynczym przypadkiem Rakowa Częstochowa w sezonie 2023/24, nie potrafiliśmy się przebić wyżej. Nie trzeba więc nikogo przekonywać, jak ważny dla naszego futbolu byłby potencjalny awans mistrza Polski do Champions League. Ostatni raz grała w niej Legia Warszawa w 2016 roku. Wówczas była to jeszcze faza grupowa, a nie ligowa, jak obecnie, ale i tamta przygoda Legii pokazała, jak istotne jest szczęśliwe losowanie w eliminacjach. "Wojskowi" skorzystali wówczas nie tylko z własnego dobrego współczynnika, ale i licznych niespodzianek w innych ligach. W drodze do Ligi Mistrzów musieli pokonać Zrinjski, Trenczyn oraz Dundalk, czyli ekipy dużo niżej notowane.
Teraz historia zaczyna układać się podobnie. Oby z takim samym skutkiem, choć przed Lechem został jeszcze ostatni krok - przypieczętowanie mistrzostwa Polski. "Kolejorzowi" pozostały trzy mecze: z Arką Gdynia (u siebie, 8 maja), Radomiakiem (na wyjeździe, 16 maja) i Wisłą Płock (w Poznaniu, 23 maja).