Do niedawna Lechia Gdańsk była jedną z lepiej grających drużyn w Ekstraklasie. Mimo startu sezonu z ujemnymi pięcioma punktami, była bardzo wysoko w tabeli. Na przełomie roku w lidze notowała serię siedmiu meczów bez porażki, co było imponujące, zważywszy, że mierzyli się z Lechem Poznań (3:1), Górnikiem Zabrze (5:2), czy Legią Warszawa (2:2).
Jednak w ostatnich czterech meczach piłkarze tej drużyny aż trzykrotnie schodzili z boiska pokonani i zanotowali tylko jeden remis z Piastem Gliwice, który od 24. minuty grał w osłabieniu. W miniony poniedziałek, 4 kwietnia sytuacja się powtórzyła. Radomiak Radom prowadził 1:0, ale Jeremy Blasco został wyrzucony z boiska. To nie przeszkodziło im w strzeleniu dwóch kolejnych goli i zwycięstwie 3:1.
To, co się dzieje z drużyną, odbija się czkawką w klubie. Na pomeczowej konferencji prasowej trener John Carver zabrał głos i podkreślił, że nie takiego wyniku oczekiwał. - Muszę docenić rywala za to jak grał w dziesiątkę, a nawet przed czerwoną kartką. To kolejny mecz, w którym stwarzamy sytuacje i ich nie wykorzystujemy. I czuję się, jakby znowu były święta, bo rozdajemy prezenty rywalom. Każdy gol strzelony przez Radomiaka był prezentem z naszej strony. To temat, który ciągnie się przez cały sezon, stąd mamy tak dużą liczbę straconych bramek - zaczął, cytowany przez WP SportoweFakty.
Zobacz też: Najdroższy piłkarz w historii Ekstraklasy przemówił. Tak powiedział o Polsce
- Nie będę mówił za dużo o samym spotkaniu, ale chcę zapewnić, że dalej będziemy walczyć. Nie poddam się. Klub ciężko walczył o powrót do Ekstraklasy i chcemy się w niej utrzymać. Uważam, że zasługujemy na to, by być w Ekstraklasie - dodał.
W drugiej połowie trener spiął się z dyrektorem technicznym - Kevinem Blackwellem, który - według relacji serwisu - został wygnoniony na trybuny. Wirtualna Polska ustaliła, że "w szatni doszło do małej dogrywki". Carver miał mieć do dyrektora sporo uwag. "W szatni Lechii generalnie było po spotkaniu dość nerwowo. Trener oraz zawodnicy powiedzieli sobie w mocnych słowach co im leży na sercu" - informuje serwis.
- Powiedzieliśmy sobie parę rzeczy w szatni, ale to pozostanie w szatni. I mam nadzieję, że ten szok przywróci ich do życia. Bądźmy poważni, to jest poważna sytuacja. Biorąc pod uwagę jak ciężko było wrócić do Ekstraklasy i utrzymać się w niej w poprzednim sezonie, każdy z nas musi poświęcić swoje życie, żeby tu zostać - zakończył trener Lechii Gdańsk.