Walka o podium vs walka o ekstraklasowe życie. Tak można było nazwać mecz GKS-u z Bruk-Betem. Katowiczanie nadal mogą skończyć ten sezon z sensacyjnym medalem, jednak by tak się stało, wpadka domowa z ostatnią drużyną w tabeli nie wchodziła w grę. GKS z pewnością nie chciał podzielić losu Zagłębia Lubin, które właśnie z Bruk-Betem u siebie przegrało w poprzedniej kolejce. Niecieczanom tamto zwycięstwo przedłużyło jeszcze szanse na utrzymanie. Choć i tak są one bardzo marne, a w Katowicach Termalica znów musiała wygrać, by nie spadły do zera.
Niestety dla gości GKS okazał się mało gościnny, za to bardzo brutalny. Przy czym pierwszy cios Niecieczanie zadali sobie sami. W 18. minucie Arkadiusz Kasperkiewicz chciał wybić piłkę wrzuconą w pole karne z autu, ale fatalnie skiksował i zaskoczył własnego golkipera. Przyjezdni mogli się załamać, że w meczu o życie zrobili coś takiego, a to był dopiero początek ich dramatu. W 22. minucie Adrian Chovan wybronił strzał głową Ilji Szkurina, ale Białorusin zdołał dopaść do dobitki i tym razem słowacki golkiper już nic nie mógł zrobić.
GKS szedł po swoje niczym taran. Nie zamierzali kusić losu, więc jeszcze przed przerwą wbili trzeciego gola. W 31. minucie skontrowali Termalikę, Szkurin wystawił do wbiegającego w pole karne Emana Markovicia, a ten strzałem w dolny róg bramki podwyższył na 3:0! Nokaut i coraz bardziej nieuniknione pożegnanie Bruk-Betu z Ekstraklasą. Goście jeszcze w pierwszej połowie wlali w swe serca resztki nadziei, gdy w 42. minucie Kamil Zapolnik świetnie zabrał się z piłką w polu karnym i płaskim strzałem pokonał Dawida Kudłę. Wciąż jednak potrzebowali trzech kolejnych goli, by nie spaść z ligi po tym spotkaniu.
Goście próbowali, bo po godzinie mieli oddanych 12 strzałów. Problem w tym, że tylko jeden celny. Za to GKS wtedy prowadził już 4:1. W 58. minucie Marković zagrał w pole karne do wbiegającego w szesnastkę Mateusza Kowalczyka, a on posłał piłkę między nogami Chovana prosto do bramki. Za to w 64. minucie gospodarze strzelili piątego gola. Marković tym razem znów był strzelcem. Norweg ośmieszył wręcz w pojedynku biegowym Gabriela Isika, po czym zwiódł bramkarza i umieścił piłkę w pustej bramce.
To był koniec. GKS mógł jeszcze podwyższyć na 6:1, ale Kowalczyk z Kokosińskim przekombinowali z podaniami i nie wykorzystali złego wyjścia Chovana z bramki. Za to Bruk-Bet trafił do siatki za sprawą Andrzeja Trubehy, którego w 89. minucie obrońcy gospodarzy nie upilnowali na skraju pola karnego. Jednak gol nie został uznany, bo jeden z zawodników gości, który był na spalonym, zdaniem sędziego utrudnił interwencję bramkarzowi.
Jednak czy 5:2, czy 5:1 to nie miało wielkiego znaczenia. GKS efektownie wygrał, wskakując co najmniej tymczasowo na 3. miejsce w tabeli Ekstraklasy. Wyrzucił przy okazji w brutalny sposób Bruk-Bet Termalikę z Ekstraklasy. Beniaminek oficjalnie spadł z ligi po zaledwie jednym sezonie.