Na sześciu meczach w Ekstraklasie zatrzymał się licznik Osmana Bukariego. Skrzydłowy, który w styczniu trafił do Widzewa Łódź za 5,5 mln euro, w ostatnich tygodniach nie mógł liczyć na zbyt wiele szans od Aleksandara Vukovicia. Najpierw został odsunięty od zespołu, a potem miał problemy z pozwoleniem na pracę w Polsce. Przeciwko Radomiakowi zagrał cztery minuty, ale w wygranym 2:1 starciu z Motorem Lublin znów spędził 90 minut na ławce rezerwowych.
Powiedzieć, że 19-krotny reprezentant Ghany jest niewypałem transferowym, to jak nic nie powiedzieć. Nie dość, że gra mało, to gra słabo. Za kadencji Igora Jovicevicia rozegrał pięć meczów w pełnym wymiarze czasowym i ani nie wpisał się na listę strzelców, ani nie zanotował asysty. A fani klubu z Łodzi, który walczy o ligowy byt, mają tego serdecznie dosyć.
Niespodziewanie jednak może pojawić się okazja na sprzedanie Bukariego. Jak informuje portal sportsport.ba, 27-latek niebawem może wrócić do klubu, w barwach którego występował w latach 2022-2024. Mowa o serbskiej Crvenej zvezdzie Belgrad, która ściągała go z KAA Gent za 3 mln euro.
Bośniacy piszą wprost: "Polacy popełnili błąd, a wartość Bukariego ciągle spada. Zvezda próbuje to wykorzystać i ponownie włączyć go do swoich szeregów". Klub ze stolicy Serbii, który po raz dziewiąty z rzędu triumfował w swojej lidze, celuje w awans do Ligi Mistrzów. W związku z tym nie tylko chcą zakupić Ghańczyka, ale także sprzedać Tomasa Handela i przedłużyć kontrakt ze Strahinją Erakoviciem.
Bukari z kolei wróciłby do klubu, w którym notował bardzo dobre liczby. W barwach Crvenej zvezdy wystąpił w 78 spotkaniach, w których strzelił 25 goli oraz zanotował 20 asyst. Następnie wyjechał do USA, gdzie 50-krotnie przywdziewał koszulkę Austin FC, dla którego zdobył sześć bramek i dołożył osiem decydujących podań.
Póki co jednak Ghańczyk jest piłkarzem Widzewa, który w najbliższy weekend zmierzy się z Legią Warszawa. To może być spotkanie, które w dużej mierze zadecyduje o tym, który z wielkich polskich klubów sensacyjnie pożegna się z Ekstraklasą.
Zobacz też: Jacek Laskowski: Dajcie mi znać, kiedy pojawi się ktoś następny taki w polskim futbolu