Lech znokautował Legię. Do przerwy było 4:0

Mecze Legii z Lechem zawsze budzą emocje, ale dziś stawką była walka o mistrzostwo Polski i o utrzymanie w Ekstraklasie. Tylko że w Poznaniu grał tylko Lech. Już do przerwy było 4:0. Lech nie pozwolił Legii nawet na honorowego gola.
Mikael Ishak
PAP/Jakub Kaczmarczyk

Zapowiadał się kawał meczu w niedzielę po południu! Obie drużyny były ostatnio w bardzo dobrej formie. W dodatku stawka meczu 30. kolejki Lech - Legia była wysoka. Dla Legii była to szansa na odskoczenie od strefy spadkowej. Poznaniacy liczyli na to, że zwycięstwem przybliżą się do mistrzostwa Polski. 

Zobacz wideo Żelazny mocno o trenerze Arsenalu: Arteta to trener z Instagrama

Pogrom absolutny w mecz Lech - Legia. Grała tylko jedna drużyna

Od samego początku mecz układał się tak, jakby scenariusz do niego wzięto ze snu zapalonego kibica Lecha Poznań. Już w trzeciej minucie gospodarze wygrywali po przepięknej akcji. Gola po idealnym strzale zza pola karnego zdobył Ali Gholizadeh. Irańczykowi asystował Walemark, który zagrał piętą.

Kwadrans później plan Legii na to spotkanie posypał się całkowicie. Ogromny błąd popełnił Rafał Augustyniak, który próbując dobiec do piłki, sfaulował Bengtssona. Początkowo piłkarz Legii otrzymał żółtą kartkę, ale po analizie VAR sędzia meczu Piotr Lasyk zmienił decyzję na czerwoną kartkę. O tym na pewno będzie się dużo mówiło, bo nie była to najbardziej oczywista czerwona kartka.

Legia w tym meczu i tak była już gorsza od Lecha, ale po tej sytuacji gra zespołu Marka Papszuna posypała się kompletnie. Nie pomogło wprowadzenie dodatkowego obrońcy (Artur Jędrzejczyk wszedł za Adamskiego). Gospodarze urządzili sobie swoisty konkurs strzelecki. Jeszcze przed przerwą dwa gole wbił Mikael Ishak, raz trafił też Michał Gurgul.

Legia - nawet osłabiona - pozwalała rywalom na zbyt wiele. 

Ali Gholizadeh w przerwie meczu zapowiadał, że Lech będzie chciał zdobywać kolejne bramki. Tak się jednak nie stało. Druga połowa to sporadyczne ataki - głównie gospodarzy - po których brakowało konkretów. Najgroźniej było po próbach z dystansu Filipa Jagiełły. Raz Hindricha uratował przed stratą gola Artur Jędrzejczyk, raz słupek.

Ostatecznie więcej bramek już nie padło, ale kibice Lecha i tak mogą być zadowoleni. Gospodarze wygrali 4:0 i przybliżyli się do tytułu. Legia ma tylko punkt przewagi nad strefą spadkową, ale w tej kolejce już na pewno się do niej nie zsunie. W najgorszej sytuacji skończy ją na 15. miejscu w tabeli. Wszystko zależy od tego, jaki wynik padnie w poniedziałkowym meczu Piast Gliwice - Arka Gdynia.

Więcej o: