Rezerwowy bramkarz Lecha Płamen Andriejew do meczu z Pogonią nawet nie powąchał murawy. Niels Frederiksen stawiał na Bartosza Mrozka przy absolutnie każdej okazji. Nawet w Pucharze Polski, gdzie golkiperami często się rotuje (przynajmniej we wczesnych rundach). Sam Mrozek nie dawał też powodów, by go zmieniać, spisując się bardzo solidnie. W końcu jednak przyszedł czas, by i on miał wolne. Choć przymusowe.
Z sobotniego wyjazdu do Szczecina wyeliminowały go kłopoty zdrowotne. Lech bez niego i tak sobie poradził, wygrał z Pogonią 2:1, a bułgarski zmiennik Polaka się do tego przyczynił, broniąc groźny strzał głową Mora Ndiaye w samej końcówce (mimo że sam miał spore kłopoty zdrowotne, Lechowi groziło nawet granie w końcówce z zawodnikiem z pola w bramce, bo nie mieli już zmian). Dokładny powód absencji Mrozka pozostawał nieznany, aż do następnego dnia.
Jak poinformował Dawid Dobrasz z portalu Meczyki, regularnie powoływany do reprezentacji Polski (choć debiutu jeszcze nie ma) golkiper nie zagrał z Pogonią, bo kilka dni wcześniej... pogryzł go pies. - Wczoraj otrzymałem informację, że Mrozek trafił do szpitala. W klubie wersja jest taka, że stan zdrowia Bartka się pogorszył po tym, jak pogryzł go pies - powiedział Dobrasz w programie na żywo na kanale Meczyki na YouTube.
Dobre wieści dla Lecha są takie, że Mrozek ma lada chwila wrócić do treningów. Wiele wskazuje na to, że będzie gotowy na następny mecz ligowy, a mowa o nie byle jakim starciu. W niedzielę 26 kwietnia o 17:30 Poznaniacy zagrają u siebie z Legią Warszawa.