Widzew Łódź pogłębia się w coraz większym marazmie, a w sobotę przegrał z Radomiakiem Radom (1:2) i wygląda na to, że do końca sezonu desperacko będzie walczyć o utrzymanie w Ekstraklasie. A co, jeśli się nie uda i kolejne rozgrywki Łodzianie będą musieli grać w I lidze? O tym czytamy na portalu Meczyki.pl.
- Myślę, że jedyną osobą, która może mieć taki plan, jest Robert Dobrzycki, bo żadna osoba zatrudniona w Widzewie nie może być pewna swojej przyszłości. Skala niekompetencji najlepiej ukazana jest w tym, że w tych gigantycznych kontraktach piłkarzy, którzy przyszli z Ligi Mistrzów, Ligi Europy, nie ma zabezpieczenia na wypadek spadku. A jeżeli taki piłkarz przychodzi, wierzy w projekt, to pewnie zgodziłby się na rozwiązanie kontraktu na wypadek spadku. Czegoś takiego nie ma - pytałem o to na konferencji Dariusza Adamczuka - powiedział dziennikarz wspomnianego portalu Bartłomiej Stańdo.
Działacze Widzewa bardzo długo nie dopuszczali do siebie myśli, że Łodzianie mogą spaść. Po 29 kolejkach ich podopieczni mają w dorobku zaledwie 33 punkty. Za nimi w tabeli plasuje się jedynie Bruk-Bet Termalica Nieciecza.
- Zeqiri nie zarabia już najwięcej w Widzewie, ale ma cztery razy większą pensję niż najlepiej zarabiający zawodnik Jagiellonii, a w tym sezonie Ekstraklasy strzelił jednego gola. To się nie mieści w głowie. Widzew nie trafił z dyrektorami sportowymi, nie trafił z trenerami i nie trafił z największymi gwiazdami. Bukari też wchodzi na chwilę i nic nie robi - skwitował Stańdo, zwracając uwagę na fatalną postawę piłkarzy, którzy przyszli do Widzewa za potężne pieniądze.
Przypomnijmy, że Widzew Łódź w tym sezonie wydał ponad 20 mln euro. Łącznie przeznaczono 7 mln euro na samych stoperów. To więcej niż Legia Warszawa czy Lech Poznań na wszystkich sprowadzonych piłkarzy.
Widzew Łódź w następnej kolejce zagra z Motorem Lublin. Mecz zaplanowano na niedzielę 26 kwietnia o 14:45.