Nuda. Tak najprościej można opisać piątkowe spotkanie między Legią Warszawa a Zagłębiem Lubin. Jedyną bramkę w 29. minucie spotkania zdobył Rafał Adamski. Przy Łazienkowskiej gospodarze nie zachwycili, a goście zawiedli po całej linii. Wiceliderzy z Lubina oddali tylko jeden celny strzał.
"To nie był ładny mecz. W starciu Legii Warszawa z Zagłębiem Lubin od piłkarskiej jakości dużo więcej było szarpanej gry, przerw, pretensji do sędziego i żółtych kartek. Ale dla drużyny Marka Papszuna najważniejszy był wynik, a ten w końcu był dla niej pozytywny. Legia wygrała 1:0 i przez resztę weekendu martwić się muszą jej rywale w walce o utrzymanie w lidze" - napisał Konrad Ferszter, dziennikarz Sport.pl.
Na pomeczowej konferencji prasowej trener Zagłębia, Leszek Ojrzyński, zwrócił uwagę na zachowanie bramkarza Legii, Otto Hindricha. - Trzy razy bramkarz gospodarzy jest kontuzjowany? To są jawne przerwy czasowe dla sztabu szkoleniowego. (...) Były momenty, gdy atakowaliśmy Legionistów i znowu bramkarz padł na ziemię. Dwie minuty poleżał i się wszystko uspokoiło - skrytykował Ojrzyński.
Zobacz też: Węzeł poznański. Co Lech ma zrobić z trenerem, który osiąga sukcesy?
Chwilę później na pytania dziennikarzy odpowiadał Marek Papszun, szkoleniowiec Legii Warszawa. Rzecz jasna poruszony został temat przerw spowodowanych "urazami" Otto Hindricha. - Zawsze wykorzystuję każdą przerwę w grze. Czy to jest kontuzja, czy gdy padają bramki, często zawodnicy przybiegają do ławki. Tak zarządzamy meczem, wykorzystujemy każdy slot na to, żeby dać wskazówki zespołowi - stwierdził Papszun.
Leszek Ojrzyński zasugerował potrzebę zmian. Przytoczył przykład ligi niemieckiej, gdzie w trakcie interwencji medycznych piłkarze nie mogą podejść do sztabu szkoleniowego. - Jeżeli zmienią [przepisy - red.], to będziemy się do tego stosować i piłkarze nie będą przybiegali. Dla mnie nie ma żadnego problemu. Poradzimy sobie w inny sposób - odparł Marek Papszun.
Coraz więcej wskazuje na to, że Legia urwie się ze stryczka i uniknie degradacji do I ligi. 11. miejsce i trzy punkty przewagi nad strefą spadkową to jeszcze nie jest przewaga bezpieczna, ale daje ona choć odrobinę komfortu i sprawia, że przy Łazienkowskiej atmosfera się poprawiła.