Piątek z Ekstraklasą przyniósł dwa zupełnie różne spotkania. Podczas gdy mecz GKS-u Katowice z Motorem Lublin był pełnym emocji przedstawieniem z pięcioma bramkami, rozegrane chwilę później starcie Legii Warszawa i Zagłębia Lubin to murowany kandydat do miana najnudniejszego spotkania 29. kolejki.
"Oglądaliśmy wyrób piłkopodobny. Zagłębie Lubin mogłoby zagrać w tym meczu 900 minut i zapewne nie stworzyłoby sobie groźnej sytuacji - przez całą drugą połowę nie oddało celnego strzału. Piłkarze Legii napierali częściej i bardziej konkretnie, ale im też brakowało jakości w wykończeniu" - celnie wczorajsze wyczyny obu drużyn opisał Bartosz Naus ze Sport.pl.
Nie sposób było nie zauważyć, że Papszun po raz kolejny wdrożył kontrowersyjną taktykę. "Otto Hindrich znów przedwcześnie grał na czas" - zauważył Konrad Ferszter. Chodzi o symulowanie urazu bramkarza. Gdy do Hindricha podbiegli medycy, pozostali piłkarze Legii zebrali się wokół ławki, słuchając wskazówek szkoleniowca. Wyglądało to niemal jak "time-outy" w siatkówce czy piłce ręcznej.
Zobacz też: Niezwykła sytuacja w Ekstraklasie. Robi się naprawdę gorąco
Takie zagrania nie zawsze przynoszą skutek - z powodu "interwencji medycznej" sędzia Damian Kos wydłużył doliczony czas gry zeszłotygodniowego starcia z Górnikiem Zabrze o dodatkową minutę, a w ostatniej akcji meczu wyrównującą bramkę zdobył Paweł Bochniewicz. Nie podoba się to też kibicom czy trenerom innych drużyn, a swoje zdanie w sprawie wyraził szkoleniowiec Zagłębia, Leszek Ojrzyński.
- Trzy razy bramkarz gospodarzy jest kontuzjowany? To są jawne przerwy czasowe dla sztabu szkoleniowego. Powinniśmy to zmienić. Ten czas leci, a potem jest doliczone tylko sześć minut. Takie rzeczy dają do myślenia. (...) Były momenty, gdy atakowaliśmy Legionistów i znowu bramkarz padł na ziemię. Dwie minuty poleżał i się wszystko uspokoiło - na pomeczowej konferencji prasowej Ojrzyński jasno opisał zachowanie Otto Hindricha
Szkoleniowiec Zagłębia zwrócił się też z prośbą do władz Ekstraklasy. - To jest dozwolone. Postuluję, żeby tak nie było. Jesteśmy jedyną ligą w Europie, nigdzie indziej tego nie zobaczycie. W Niemczech chyba jedna taka przerwa jest dozwolona, a zawodnicy nie mają prawa podejść do sztabu szkoleniowego, niech sobie sami dadzą radę. A tu jawnie są pewne rzeczy robione - stwierdził Leszek Ojrzyński.
Ojrzyński miał też jeszcze jeden apel. - Proponuję takie mecze obsadzać polskimi sędziami. Nie sędziami o zupełnie innej kulturze, specyfice. Tu się dużo działo, dużo było spięć. Nerwowa atmosfera była od początku. Inaczej się sędziuje u nas, inaczej w Japonii. Sędzia nie wypaczył wyniku, ale więcej powinno być kartek, przewinień - tak skrytykował pracę Kokiego Nagamine, który sędziuje mecze w Polsce dzięki współpracy polskiej i japońskiej federacji piłkarskiej.
Po piątkowym zwycięstwie Legia awansowała na 11. miejsce w lidze. Nad szesnastą Arką Gdynia podopieczni Marka Papszuna mają trzy punkty przewagi. Zagłębie wciąż jest wiceliderem z dwoma punktami straty do Lecha Poznań, ale mogą zostać wyprzedzeni przez Jagiellonię Białystok, Górnika Zabrze i Wisłę Płock.