Na początku sezonu Kamil Kosowski, ekspert Canal+ Sport, pokusił się o stwierdzenie, że Cracovia ma największe szanse na mistrzostwo Polski. Minęło kilka miesięcy, a krakowska drużyna nie jest pewna utrzymania i można mieć wrażenie, że w klubie zgadza się bardzo niewiele. A to źle wróży na przyszłość.
O tym, że rok w piłce to wieczność, wiedzą wszyscy. Wiele klubów w Ekstraklasie podchodziło do tego sezonu z ogromnymi nadziejami i wierzyło, że może powalczyć o coś więcej niż spokojny byt. W tym gronie także była Cracovia, która zaczynała sezon zwycięstwem 4:1 nad Lechem Poznań. Kamil Kosowski zdobył się na odwagę i po dwóch kolejkach stwierdził, że Cracovia ma największe szanse na mistrzostwo Polski.
Tymczasem mija dziewięć miesięcy, a Cracovii jest bliżej do strefy spadkowej niż do europejskich pucharów. Na starcie sezonu można było pisać i mówić o stabilizacji czy wierze w ten projekt, a teraz nikt nie wie, co będzie dalej.
Pokerowa zagrywka Cracovii. Znak zapytania kosztem fachowca
Zdecydowanie najświeższa jest informacja o odejściu Jarosława Gambala, dyrektora skautingu, który w środowisku miał opinię fachowca. To właśnie on doprowadził do transferów Filipa Stojilkovicia - kupił go za 500 tys. euro, a pół roku później sprzedał za sześciokrotność tej sumy do Pisy - czy Ajdina Hasicia. Swego czasu w jego kierunku spoglądała Legia Warszawa.
Taki ruch był jednak nieunikniony, bo 31 marca Cracovia ogłosiła, że dyrektorem ds. piłki nożnej został Artur Sobiech, a on niejako wchodził w kompetencje Gambala. Sobiech do tej pory nie pracował jako działacz w żadnym klubie, ale ma za sobą dwuletni kurs UEFA MIP, który pomaga byłym piłkarzom zdobyć umiejętności w zarządzaniu.
Gambal przyznał w wywiadzie dla "Gazety Krakowskiej" z lipca zeszłego roku, że nie gra w pokera dokonując transferów. Zatrudnienie Sobiecha można nazwać pokerową zagrywką władz Cracovii.
Rozstanie z Gambalem można było zinterpretować tak, że nowy właściciel Cracovii, Robert Platek, chce mieć swoich ludzi w klubie i woli odciąć niektóre nazwiska grubą kreską. Poza Gambalem z Cracovii odszedł m.in. Patryk Kajderowicz, dotychczasowy dyrektor akademii.
Jeżeli można było się do czegoś przyczepić w pracy Gambala, to np. do rozwiązania sprawy kontraktów Fabiana Bzdyla i Filipa Rózgi. Ze strony zawodników nie było chęci podpisania nowych umów, więc klub musiał sprzedać tych graczy, by cokolwiek zarobić i nie stracić ich bez kwoty odstępnego.
Na Rózdze Cracovia zarobiła dwa mln euro od Sturmu Graz, a gdyby podpisała z nim nową umowę, mogłaby zainkasować dwa razy więcej. Z kolei Bzdyl gra obecnie w Żylinie.
Gambal był też atakowany przez Aleksa Haditaghiego, prezesa Pogoni, który ujawnił, że Sam Greenwood (obecnie zawodnik Pogoni, w przeszłości m.in. Leeds) był oferowany Cracovii za darmo. Haditaghi mówił, że… życzy Gambalowi "powodzenia w prowadzeniu stoiska z kiełbasą lub w skautingu".
Być może Gambal wkrótce zacznie pracę w Wieczystej Kraków, o czym informował dziennikarz Piotr Rzepecki.
Od tego zaczęły się problemy Cracovii. "Prezesie, zostaję"
Problemy Cracovii zaczęto mówić na początku stycznia, kiedy to Mateusz Dróźdż przestał być prezesem klubu, a jego obowiązki przejęła Elżbieta Filipiak, czyli wdowa po zmarłym prof. Januszu Filipiaku.
Opinie o Dróżdżu są różne, m.in. po pracy dla Zagłębia Lubin czy Widzewa Łódź, ale trzeba mu oddać, że wprowadził do Cracovii stabilizację i starał się rozsądnie zarządzać budżetem. Był też jednym z głównych architektów "transferu" trenera Luki Elsnera do Cracovii.
Dróżdż sprawił, że Elsner nie skorzystał z "oferty życia" (od jednego z klubów amerykańskiej MLS) i został w Cracovii. A to po czasie wystawia mu pozytywną laurkę, mimo obecnie słabszych wyników krakowskiej drużyny.
- W listopadzie trener otrzymał w pewnym sensie ofertę życia. Rozmawialiśmy i miałem odczucie, że przekazuje coś w stylu: prezesie, zostaję, bo wierzę w prezesa, pracowników, wierzę w to, co robimy - mówił Dróżdż w wywiadzie dla Interii.
Pewną rysą na wizerunku Dróżdża jest konflikt z Aleksem Haditaghim, któremu nie podał ręki w loży przy okazji meczu Pogoń - Cracovia. To też nie podobało się pani Filipiak.
Poza tym Dróżdż nie znalazł sponsora tytularnego stadionu, co jest jednym z głównych zarzutów padających w jego kierunku. Generalnie brakowało nowych sponsorów przy Kałuży, co punktowały lokalne media.
"Proszę oddać naszą działkę". Pełna władza Platka w Cracovii
W połowie sierpnia zeszłego roku Robert Platek (amerykański miliarder polskiego pochodzenia) wykupił większościowy pakiet akcji Cracovii, a do zarządu dołączyli jego współpracownicy z Platek Football Group - Murat Colak i David Amdurer.
Pierwsze miesiące były spokojne, a potem wszystko zaczęło się nawarstwiać: odejście Dróżdża, a następnie powołanie nowego zarządu. Blisko miesiąc po rozstaniu z Dróżdżem Elżbieta Filipiak złożyła rezygnację z funkcji prezesa zarządu, ale pozostała w roli mniejszościowego udziałowca.
Od tego momentu nie ma zgody między panią Filipiak a przedstawicielami Platka. Strony kłócą się o teren na Cichym Kąciku w pobliżu stadionu, mający niemal cztery hektary powierzchni. Działka należy do spółki Sienna Investment PSA, której jedynym udziałowcem jest pani Filipiak.
Panowie Amdurer i Colak uważają, że teren został odkupiony od klubu po cenie nierynkowej i proszą o "oddanie naszej działki".
Na swój wniosek Cracovia otrzymała wcześniejszą wypłatę transzy od Ekstraklasy za prawa telewizyjne, co tylko spotęgowało wątpliwości na temat przyszłości klubu. Wcześniej Cracovia wyszła z grupy kapitałowej Comarch, ale to miało związek ze zmianą właściciela.
Oliwy do ognia dolały wypowiedzi Elżbiety Filipiak, która przyznała wprost, że nie chciała swoim nazwiskiem firmować działań Platka i jego współpracowników: - Zakładałam, że będę łączyć moje doświadczenie i biznesowe kontakty z zagranicznym kapitałem reprezentowanym przez ludzi Platka. W praktyce oczekiwano, że będę nadawać wiarygodność ich działaniom, bez realnego wpływu, a często nawet bez pełnej informacji o tych działaniach, oraz akceptować wydatki, które w większym stopniu służyły interesom Platek Football Group niż Cracovii. Na to nie mogłam się zgodzić.
- Jeżeli klub zaczyna być elementem "portfela", zmienia się wszystko. Dla klubu o takim charakterze i historii jest to realne ryzyko, które musi zostać nazwane. To bardzo cienka granica między zarządzaniem a dryfem - dodała pani Filipiak.
W tym momencie bliskie prawdy wydaje się stwierdzenie, że w Cracovii zgadza się bardzo niewiele. Jest sporo zmian w strukturach, odchodzą fachowcy (Gambal, Dróżdż, Kajderowicz), a mniejszościowy udziałowiec (pani Filipiak) dosadnie określa działania grupy Platka.
Doszło nawet do tego, że trener Elsner złożył rezygnację ze swojego stanowiska, ale nie została ona przyjęta. Można zakładać, że po zakończeniu sezonu odejdzie z Cracovii, bo już nie będzie wierzył w powodzenie tego projektu.
Zobacz też: Mbappe przerwał ciszę po klęsce Realu w Lidze Mistrzów. "Obiecuję jedno"
Szefową Rady Nadzorczej Cracovii została Agata Kowalska, która dawniej pracowała w dziale prawnym Wisły Kraków i w mediach dawała do zrozumienia, że kibicowsko bliżej jej do Wisły. Od razu wykorzystali to kibice Cracovii. "Wolisz drugą stronę Błoń? To wy*******aj stąd" - napisali kibice na transparencie podczas meczu z GKS-em Katowice.
Nad Cracovią krążą ciemne chmury. Nie wiadomo, czy klub utrzyma się w Ekstraklasie i czy będzie lepiej funkcjonować pod względem organizacyjnym. W czerwcu wygasa umowa Cracovii z Comarchem i nie można być pewnym, czy współpraca będzie kontynuowana.
W lutym br. Platek sprzedał udziały w Spezii Calcio, która jest na dobrej drodze do spadku do trzeciej ligi włoskiej. Z kolei Casa Pia (kolejny klub Platka) walczy o utrzymanie w lidze portugalskiej. To nie nastraja pozytywnie Cracovii, która zaraz może drżeć w obawie o swoją przyszłość.