Arka opuszcza strefę spadkową. Aż cztery gole i zaskakujący "intruz" na boisku

Nawet najwięksi fani Ekstraklasy mogli obawiać się pierwszego niedzielnego meczu. Cracovia - Arka Gdynia to w końcu starcie zespołów, które nie zachwycają grą ofensywną. I początek spotkania te obawy potwierdził. Wszystko zmieniło się w 24. minucie gdy bramkę zdobył zdobył Gabriel Charpentier. I zaczęło się widowisko! Ostatecznie zobaczyliśmy aż cztery gole, a mecz skończył się remisem 2:2.
Cracovia - Arka
Screenshot C+

Cracovia gra ostatnio bardzo słabo i pojawiły się nawet głosy, że dzisiejszy mecz z Arką może być dla trenera Luki Elsnera spotkaniem o posadę. Szkoleniowiec dziś zaskoczył. W pierwszym składzie postawił m.in. na Gabriela Charpentiera, czyli zawodnika, który do tej pory rozegrał dla Cracovii łącznie 14 minut.

Zobacz wideo Jurij Gladyr: "To jest nieważne, kto dostał statuetkę. Osiągnęliśmy swój cel"

Gigantyczne emocje w Krakowie! Dwa gole do przerwy

Pierwsze minuty tego spotkania nie były najlepsze. Przez 20 minut najciekawszym wydarzeniem meczu było wbiegnięcie na boisko... kilkuletniego dziecka. Młody kibic został odprowadzony na trybunę przy okrzykach "Zostaw kibica!" fanów obu drużyn.

Na szczęście piłkarze też postanowili zadbać o sportowe emocje. Wspomniany wcześniej Charpentier w 24. minucie popisał się naprawdę ładnym rajdem i jeszcze lepszym strzałem, który dał gospodarzom prowadzenie. Dla Kongijczyka był to pierwszy gol w tym sezonie.

Mecz potrzebował tego gola, bo kolejne minuty były już zdecydowanie ciekawsze. Już w 29. minucie było 1:1. Rewelacyjnym dośrodkowaniem popisał się Sebastian Kerk, który dograł idealnie na głowę wbiegającego w pole karne Oskara Kubiaka. 19-letni piłkarz Arki zdobył trzecią bramkę w tym sezonie.

Chwilę później mogło być 2:1, ale kolejne groźne uderzenie Charpentiera tym razem obronił Jędrzej Grobelny. Do przerwy obie drużyny miały jeszcze kilka sytuacji - więcej konkretów tworzyli sobie gospodarze - ale więcej bramek już nie padło.

Remis w Krakowie. Arka opuściła strefę spadkową

Druga połowa zaczęła się dla Cracovii w najgorszy możliwy sposób. Boisko w przerwie musiał opuścić bardzo dobrze grający Charpentier, a już w 48. minucie goście zdobyli bramkę na 2:1. Bardzo dobrze w polu karnym odnalazł się Gutkovskis, który bez większych problemów obrócił się z futbolówką i pokonał Sebastiana Madejskiego. Dla Łotysza był to dopiero trzeci gol w tym sezonie.

Arka prowadziła 2:1. Gdyby ten wynik utrzymał się do końca meczu, to byłoby to drugie wyjazdowe zwycięstwo Gdynian w tym sezonie oraz... pierwsza wygrana Arki na stadionie Cracovii w Ekstraklasie

Ale gospodarze się stawiali. W 53. minucie Hasić zabawił się z obrońcą Arki w polu karnym, a następnie dośrodkował idealnie na głowę Mauro Perkovicia. I mieliśmy 2:2!

W 65. minucie powinno być 3:2 dla Cracovii, ale Hasić zmarnował świetną sytuację i przegrał pojedynek sam na sam z bramkarzem Arki. Bośniak jeszcze próbował ratować tę piłkę, ale ostatecznie gospodarze musieli zadowolić się jedynie rzutem rożnym, z którego nie udało stworzyć się żadnego zagrożenia.

Cztery minuty później drugiego gola w tym meczu powinien zdobyć Gutkovskis. Łotysz świetnie poradził sobie z pilnującym go obrońcą, ale strzelił wysoko nad bramką. Przebieg meczu wskazywał jednak na to, że zobaczymy dzisiaj jeszcze przynajmniej jedną bramkę. W ciągu kilku kolejnych minut dobre okazje marnowali Oskar Kubiak i - ponownie - Gutkovskis.

W końcówce spotkania przewagę mieli gospodarze, ale nie umieli jej przekuć na konkrety. W 87. minucie powinien jednak paść gol na 3:2, ale bardzo dobrą okazję zmarnował Mateusz Klich. Była to ostania tak dobra sytuacja w tym meczu. Spotkanie zakończyło się wynikiem 2:2. Ten remis sprawił, że Arka opuściła strefę spadkową. Gdynianie mają 34 punkty - tyle samo co Pogoń Szczecin, Radomiak Radom i Legia Warszawa, a o jeden punkt więcej niż Widzew Łódź. Końcówka sezonu w Ekstraklasie zapowiada się naprawdę pasjonującą. 

Kolejny niedzielny mecz Ekstraklasy już o 14:45. Zachęcamy do śledzenia spotkania Motor Lublin - Raków Częstochowa w Sport.pl oraz w aplikacji mobilnej Sport.pl LIVE.

Więcej o: