To było bardzo godne pożegnanie. W sobotę, przed i w trakcie meczu z Górnikiem Zabrze, kibice Legii uczcili pamięć Jacka Magiery. Na wysokości zadania stanęli nie tylko fani, ale też klub, który zadbał o odpowiedni klimat. - Jacek patrzy na to z góry i może być dumny, że jest tak wspominany - mówił Marek Papszun na konferencji prasowej.
Legia zrobiła dużo, ale może zrobić jeszcze więcej. Nie bójmy się tych słów: Magiera jako były piłkarz i trener Legii, mistrz Polski z nią w każdej roli, to legenda klubu. I zasługuje na wyjątkowe uhonorowanie. Ze szczególną inicjatywą wyszedł mój przyjaciel, kibic Legii - Jakub Majewski - i ja mogę tylko się pod tym podpisać. Po reakcjach w serwisach społecznościowych widać zresztą, że nie tylko ja.
"Proponuję, by ośrodkowi treningowemu w Książenicach nadać imię Jacka Magiery, człowieka, który nie tylko był trenerem i wychowawcą legijnej młodzieży, ale także jednym ze współzałożycieli akademii piłkarskiej" - napisał Majewski na portalu X. Trudno cokolwiek dodać. Może tylko to, że Magiera na taki zaszczyt zasłużył jak nikt inny.
Nie sposób zliczyć młodych piłkarzy - nie tylko Legii - którym Magiera pomógł jeszcze jako piłkarz i później jako trener. "Każdy z nich opowiadał, że Jacek Magiera był dla nich trochę jak ojciec. Ojciec, z którym można było pogadać nie tylko o piłce, ale przede wszystkim o życiu. Ojciec, który słuchał, ale też wymagał. Ojciec, który bywał surowy, ale co najważniejsze: sprawiedliwy" - pisałem we wspomnieniu Magiery.
To, kim był Magiera dla młodych legionistów, doskonale widać po tym, co byli i obecnie piłkarze pisali w piątek w serwisach społecznościowych. "Pamiętaj Michał, aby 'wsiąść do nadjeżdżającego pociągu' i się nie spóźnić. Wielu chłopakom o podobnym talencie ten pociąg już odjechał. Tak o wykorzystywaniu szans i krótkiej karierze mówił mi Jacek Magiera" - pisał Michał Żyro. "Zawsze umiał dodać otuchy. Zawsze pamiętał, interesował się, był obecny. Zawsze potrafił doradzić" - dodał Rafał Wolski. "Żegnaj Jacek, przyjacielu, trenerze, mentorze" - to z kolei Jakub Rzeźniczak, który w Legii grał z Magierą-piłkarzem i dla Magiery-trenera.
Magiera był dla młodych nie tylko oparciem, ale też wzorem do naśladowania. - Ja zawsze miałem swoje zdanie i często robiłem odwrotnie niż chłopaki. Jak oni szli na imprezę, czy na piwo, to ja do domu do książek. Jak oni jechali na urlop do Mielna, bo to był wtedy modny kierunek, to ja wracałem do Częstochowy, albo na uczelnię. I rzeczywiście odczuwałem, że jestem traktowany inaczej, pojawił się więc problem z aklimatyzacją. Wtedy jednak powiedziałem sobie, że się nie zmienię, że pozostanę sobą - mówił Magiera w rozmowie z portalem Legioniści.
- Dzięki temu swoje w życiu osiągnąłem, skończyłem studia, byłem jednym z założycieli akademii na Legii, a dziś jestem trenerem. Zapracowałem na to swoim zachowaniem, postawą i sumiennością. Cieszę się, że wtedy nie uległem, choć miałem problemy, nie byłem akceptowany w drużynie i przez kibiców - dodał.
Za życiową postawę i fakt, że był współzałożycielem legijnej akademii, Magiera powinien być jej patronem. To jedyne możliwe rozwiązanie. Zwracam się bezpośrednio do właściciela Legii - Dariusza Mioduskiego. Ośrodek w Książenicach, gdzie na co dzień trenują, żyją i kształcą się przyszli zawodnicy klubu, to bez wątpienia najlepsza rzecz, jaka zostanie po pańskich rządach w klubie. To efekt obietnicy, którą pan złożył i dotrzymał słowa.
Naprawdę warto, by to wyjątkowe miejsce nosiło teraz nazwisko wyjątkowego człowieka. Nawet jeśli wszyscy wiedzą, kim był Jacek Magiera, warto, by nazwa ośrodka przypominała o tym każdego dnia. Zasłużył na to jak nikt. Do dzieła.