Lechia nie chce się pogodzić z karą ujemnych punktów. Ostatnio tą sprawą zainteresowała się zresztą UEFA, która odesłała PZPN i Gdańszczan do Sportowego Sądu Arbitrażowego (CAS). Gdańszczanom nie ma co się dziwić. W obecnym sezonie Ekstraklasy każdy punkt ma znaczenie. Gdyby Lechii anulowano karę, to miałaby w tym momencie 42 punkty - tyle samo co zajmująca 5. miejsce Wisła Płock. Gdańszczanie z drużyny, która wciąż może spaść z ligi, staliby się jednym z głównych kandydatów do gry w europejskich pucharach.
Problem polega na tym, że jest już kwiecień, a sezon wielkimi krokami zbliża się do końca. Nie ma pewności co do tego, że CAS podjąłby decyzję ws. kary przed zakończeniem rozgrywek lub po ich zakończeniu, ale w sensownym terminie. Zdaniem Łukasza Olkowicza z Przeglądu Sportowego Onet to jednak nie oznacza, że Lechia jest na przegranej pozycji. - Tam jeszcze coś się może wydarzyć - stwierdził ostatnio w programie PS Onet na YouTube.
- Lechia walczy, ma sprytną strategię. Lechia proponuje PZPN-owi takie rozwiązanie, że "słuchajcie no, skoro sprawa jest w Szwajcarii, jakby wyrok został wydany po zakończeniu sezonu i przyznacie nam 5 punktów, to będzie ogromne zamieszanie. Oddajcie nam teraz 5 punktów no i jeżeli Szwajcaria podtrzyma ten wyrok, to w przyszłym sezonie nam zabierzecie". To jest naprawdę twarda rzecz do zgryzienia dla PZPN-u - kontynuował.
A wszystko dlatego, że gdyby CAS stwierdził, że kara dla Lechii była niesłuszna, to Gdańszczanie mogliby się ubiegać o gigantyczne odszkodowanie.
Z drugiej strony - dla PZPN na pewno bezpieczniejszą wizerunkowo opcją jest czekanie na ewentualną decyzję CAS. Gdyby to federacja w najbliższych tygodniach zdecydowała o przyznaniu punktów Lechii, to zdecydowana większość krytyki spadłaby właśnie na nią - zwłaszcza gdyby w CAS Lechia ostatecznie przegrała.