Sobotnie granie w 28. kolejce Ekstraklasy rozpoczęliśmy starciem dwóch ekip bijących się o utrzymanie. Widzew Łódź podejmował Bruk-Bet Termalikę Nieciecza, a oba zespoły miały do udowodnienia coś zarówno sobie, jak i kibicom. Przed tygodniem Łodzianie zremisowali niemal wygrane spotkanie z Rakowem Częstochowa 1:1, a Niecieczanie sensacyjnie pokonali Piasta Gliwice 3:2.
Od początku meczu to Widzew starał się przejąć kontrolę nad wydarzeniami na boisku. W 4. minucie indywidualny rajd przeprowadził Carlos Isaac, a następnie oddał strzał, jednak został zablokowany. Gospodarze zamykali Termalikę na jej połowie, ale niewiele z tego wynikało.
Podopieczni Marcina Brosza próbowali się odkuć, natomiast robili to dość nieśmiało. W 28. minucie doskonałą okazję po stałym fragmencie gry miał Kamil Zapolnik, jednak na posterunku był Bartłomiej Drągowski. Golkiper reprezentacji Polski zdołał także poradzić sobie z próbą Gabriela Isika z 33. minuty spotkania. Do przerwy w Łodzi brakowało bramek.
Druga odsłona rozpoczęła się od strzału głową Emila Kornviga po dośrodkowaniu Samuela Kozlovsky'ego. Duńczyk uderzył prosto w środek bramki, gdzie dobrze ustawiony był Adrian Chovan. Kibice Widzewa z minuty na minutę byli coraz bardziej niezadowoleni, co okazywali coraz głośniejszymi gwizdami. Nie można było się dziwić - podopieczni Aleksandara Vukovicia po raz ostatni wygrali w debiucie Serba na ławce trenerskiej, a więc 7 marca przeciwko Lechowi Poznań (2:1).
68. minuta przyniosła nieoczekiwany zwrot akcji. Arbiter Daniel Stefański ani przez moment nie wahał się, gdy zobaczył faul Arkadiusza Kasperkiewicza na Juljanie Shehu i pokazał obrońcy Bruk-Betu drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Można było oczekiwać, że Łodzianie ruszą do ataku i poszukają zwycięskiej bramki, choć tydzień temu grali w przewadze jeszcze dłużej i ostatecznie jedynie zremisowali.
Już po chwili gospodarze powinni objąć prowadzenie, ale po dośrodkowaniu Kozlovsky'ego z rzutu wolnego genialną interwencją popisał się Chovan, który odbił strzał Steve'a Kapuadiego. Słowacki golkiper walczył o swoje drugie w tym sezonie czyste konto, po raz kolejny ratując drużynę "Słoni" przed utratą gola.
W 74. minucie golkiper gości dobrze sparował uderzenie Angela Baeny, choć widać było, że doskwierają mu problemy zdrowotne. Mimo to Słowak bronił jak w transie, zatrzymując kolejne strzały graczy z Łodzi - czy to z metra, czy z dalszej odległości. Wstrzelić nie był w stanie się ani Emil Kornvig, ani Kapuadi. Bramka Bruk-Betu była jak zaczarowana, a oprócz parad Chovana Łodzianie obili poprzeczkę - konkretniej zrobił to Sebastian Bergier w 82. minucie.
Stadion w końcu oszalał na 60 sekund przed końcem regulaminowego czasu. Morgan Fassbender przegrał pojedynek z Mariuszem Fornalczykiem, który zdołał dośrodkować wprost na głowę Bergiera. Tym razem napastnik Widzewa się nie pomylił. Tym razem na jego drodze nie stanął Chovan. Piłkarze Aleksandara Vukovicia prowadzili 1:0!
Wynik nie uległ już zmianie w doliczonych siedmiu minutach, choć Drągowski musiał dwukrotnie piąstkować po rzucie wolnym wykonywanym przez gości. Widzew cieszył się z trzech punktów i doskoczenia do bezpiecznej strefy. Łodzianie mają na swoim koncie 33 oczka - tyle samo co Legia Warszawa, która w sobotni wieczór zagra z Górnikiem Zabrze. Bruk-Bet Termalica z kolei wciąż zajmuje ostatnie, 18. miejsce. Zespół Marcina Brosza jest już niemal pewny powrotu na pierwszoligowe boiska.
Widzew Łódź 1:0 Bruk-Bet Termalica Nieciecza (89' Bergier)
Zobacz też: Polska fenomenem na skalę światową. Zachód nie może się nadziwić