Widzew Łódź wydał w tym sezonie mnóstwo pieniędzy na transfery. Mimo to klub ma ogromne problemy i nadal znajduje się w strefie spadkowej. Zespół prowadzony przez Alexandara Vukovicia plasuje się na 17. miejscu z dorobkiem 30 pkt. Do bezpiecznej strefy traci tylko trzy "oczka".
Do końca sezonu pozostało już tylko siedem meczów, więc presja narasta. W tę sobotę, 11 kwietnia, Widzew zmierzy się z ostatnią drużyną tabeli - Bruk-Betem Termalicą Nieciecza. Podopieczni Vukovicia muszą wygrać, jeśli marzą o pozostaniu w elicie. Co jednak, jeśli Widzew spadnie?
Na temat tego, co czeka Widzew po spadku, wypowiedział się Radosław Majdan w "Przeglądzie Ligowym" na łamach "Przeglądu Sportowego" Onet. - Wiedząc, jak podchodzi do tego właściciel Widzewa, pan Robert Dobrzycki, na pewno plan jest taki, że ten człowiek zostanie. I będzie tym, który będzie chciał jak najszybciej wrócić do Ekstraklasy. To jest taki scenariusz, o którym dzisiaj mogą myśleć w najczarniejszych snach w Łodzi - stwierdził.
Zobacz też: Frederiksen zabrał głos ws. przyszłości w Lechu. Wskazał termin
- Każdy ma nadzieję, że do takiej sytuacji nie dojdzie, ale jeśli już by doszło, to nie nastąpi rozpad czy rozłam w klubie. Nie dojdzie do sytuacji, tak jak to czasami bywa, że klub z Ekstraklasy, który spada do 1. Ligi zaczyna borykać się [z problemami np. finansowymi], czy trzyma się usilnie liny, żeby nie spaść bezpośrednio do kolejnej ligi niżej - dodał.
To nie wszystkie problemy Widzewa. Zespół nie może skorzystać z usług Osmana Bukariego, który trafił do Ekstraklasy z amerykańskiego Austin za kwotę ponad 5 mln euro. Od momentu przejścia do Widzewa rozegrał tylko pięć spotkań. Gdy drużynę przejął Aleksandar Vuković, to 27-latek ani razu nie pojawił się na boisku.
"Od czasu spotkania z Górnikiem Zabrze (22 marca) skrzydłowego Widzewa nie było w Polsce. Wyjechał z kraju do Nigerii, by załatwić sprawy związane z uzyskaniem wizy pracowniczej. Wszystko jednak znacząco się przedłużyło. Bukari miał wrócić do Polski w minioną środę, ale to się nie stało, o czym poinformował Andrzej Klemba" - opisywał na łamach Sport.pl Dawid Franek.