Choć mogłoby to wydawać się wręcz nieprawdopodobne. Legia Warszawa na drugie wyjazdowe zwycięstwo w sezonie musiała czekać aż do kwietnia. W drugiej kolejce Wojskowi, prowadzeni wtedy jeszcze przez Edwarda Iordanescu, pokonali 2:0 Koronę w Kielcach.
253 dni później takim samym rezultatem zakończył się mecz Legii z Pogonią Szczecin. Obie bramki dla stołecznej drużyny zdobył Mileta Rajović. W pierwszej połowie wykorzystał niepewną interwencję Valentina Cojocaru, a w drugiej wykończył świetną akcję Rafała Adamskiego. Dla Duńczyka był to pierwszy ekstraklasowy dublet, a także trafienia numer 5 i 6 w lidze.
26-latek, który latem został kupiony z Watford za trzy miliony euro, przez długi czas był krytykowany za swoją nieskuteczność. Rajović był w stanie blokować nawet własne strzały - tak, jak w lutym, podczas zremisowanego 2:2 meczu z Jagiellonią Białystok. Przełamanie przyszło tydzień później z Cracovią, a występ z Pogonią był najlepszym od transferu.
Zobacz też: Czarny scenariusz dla reprezentacji Polski. Jest bardzo źle
Zadowolony z takiego przebiegu meczu był Marek Papszun, co podkreślił na pomeczowej konferencji prasowej. - Jeśli chodzi o Miletę Rajovicia, to oczywiście w jego sytuacji to ważne, że zdobył bramki. Dla mnie jednak najważniejsza jest drużyna. Legia Warszawa wygrywa i to jest kluczowe. Każdy zawodnik i każdy pracownik klubu musi myśleć przede wszystkim o dobru zespołu i się mu podporządkować - stwierdził, cytowany przez portal Legia.net.
Szkoleniowiec Legii odniósł się też do krytyki wymierzonej w Rajovicia. - Cieszę się, że akurat dziś to on strzelił, bo wiemy, z jaką krytyką musiał się mierzyć. Czy była ona uzasadniona, to już inna kwestia. Wierzyłem jednak, że konsekwentna praca i wsparcie przyniosą efekty. Teraz najważniejsze jest, żeby to kontynuować. Jeśli będzie grał tak jak dziś, nawet bez bramek, a Legia będzie wygrywać, to również będzie dobrze. A jeśli dołoży do tego gole, będzie jeszcze lepiej - podsumował Papszun.
Po dopiero drugiej wyjazdowej wygranej w sezonie Legia powiększyła przewagę nad strefą spadkową do trzech punktów. Szansę na zmniejszenie tej różnicy we wtorkowy wieczór będzie miała Arka Gdynia, która o 19:00 zmierzy się przed własną publicznością z Zagłębiem Lubin.